poniedziałek, 1 lutego 2016

Zniszczyć żuczka!!!

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi 
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim. http://bajszafotokul.blog.onet.pl/  mój 2 blog
                                               Rozdział 163           
1 luty 2016.
Serce mi po prostu pękło.
                                       ~~~~~~~
Wiesz jak kochałam ogród, każdą nadwyżkę finansową z mojej nie wysokiej emerytury poświęcałam na nowe rośliny. 
Marzyłam o małej własnej szklarni. Dokupiłam całe mnóstwo nowych cennych krzewów i kwiatów. 
Uwielbiałam pracę w ogrodzie, to mi dawało napęd do życia a i za oknami zrobiło się pięknie. 
Kilka lat od wczesnej wiosny do później jesieni pracowałam i czekałam na efekty tej pracy.
                                       ~~~~~~~
Mój ex postanowił powycinać w ogrodzie, co mu podeszło pod sekator czy piłę.
Zniszczył bardzo cenne z wielką troską kupowane i pielęgnowane przeze mnie rośliny.
Zrzucił stertę gałęzi na środku ogrodu część zostawił na krzakach połamanych róż i stratowanej żurawiny, na połamanych krzewach borówki amerykańskiej i sądzę, że jest z siebie zadowolony.
Poniszczył krzaki róż, zniszczył ogromnego 5 m powojnika, który kwitł tysiącem przepięknych ogromnych kwiatów. 
Cudowną wisterię, która miała już ok 4 m i cudnie pięła się już po barierce balkonu. Krzew mango, jeżynę bez kolcową. Wszystko, co przez lata z wielkim trudem kupowałam za własne pieniądze.
                                     ~~~~~~~
Ten człowiek wiele razy w życiu bardzo mnie ranił, wybierał bardzo perfidne i wyrafinowane metody, kiedyś kupił sobie nawet książkę by być w tym perfekcyjnym.
Teraz przeszedł sam siebie.
                                     ~~~~~~~
Ogród jest jego może robić w nim, co chce, dobił mnie po prostu.
Już nic nigdy w ogrodzie nie zrobię.
KONIEC Z OGRODEM. 
Nie wiem jak to przeżyję.

                                      ~~~~~~~
             Żal należy wyrzucić tak powiedział przed chwilą Grzegorz Turnał, wyrzucić by nie ściągał na nas złej energii.

Ech jak to zrobić? Jak nie cierpieć, gdy ktoś rani Cię w taki sposób? 
O co mu chodziło, czemu to wszystko poniszczył? 
Byłam tak wściekła, że miałam wziąć siekierę i wyrąbać resztę roślin, które sama posadziłam.
Nie mogłam zniżyć się do jego poziomu. Zresztą sądzę, że o to właśnie mu chodziło. 
Wielokrotnie prowokował mnie do tego, żebym dała ponieść się emocjom. Chciał zrobić ze mnie wariatkę. Opowiadał o mnie głupoty do różnych ludzi i jak tylko był sam prowokował w niewybredny i wyrafinowany sposób. 
Mógł minąć rok kilka lat i nic się nie działo a później wycinał mi taki numer, że szczęka po prostu opadała. 
Muszę się z tym pogodzić, że ogród nie jest mój i nie mogę się o niego troszczyć. Zapomnieć o ogrodzie. 
Dzisiaj się dowiedziałam, że ponoć sąsiadowi przeszkadzały kwiaty powojnika na gałęziach jabłoni która rośnie 3 m od granicy działki.

czwartek, 28 stycznia 2016

Hi, hi nie ma jak poprawić sobie humor.

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi 
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
Rozdział 161
28 stycznia 2016.
Hotel Hilton masaż aromaterapeutyczny i inne gratisy w ciągu jednego dnia za jedyne 530 € - zamiast mojego wyrównania deficytu w opłatach prądu. Mogłabym raz w życiu poddać się temu luksusowi/masaż aromaterapeutyczny w hotelu Hilton w Gdańsku/, – ale niestety jestem emerytowaną nauczycielką z Polski, która przez 37 lat pracowała z młodzieżą licealną i teraz będzie musiała przeżyć cały miesiąc, za 50 € jeśli będzie chciała odłożyć pieniądze na kolejne wyrównanie prądu, które ma być już w czerwcu.
Żyję w tym miesiącu z zapasów, zrobionych wcześniej. 
Póki jeszcze są – jem na śniadanie;
Jajko po florencku; 
zmodyfikowałam przepis.
3 małe kosteczki szpinaku mrożonego
układam w małym naczyniu żaroodpornym
posmarowanym odrobiną oleju kokosowego.
Na szpinak plasterek sera koziego,
na niego plasterek szynki i
wkładam do piekarnika
/piekarnik mam energooszczędny taki na 2 kanapki do zapieczenia/.
Jak się wszystko podpiecze
wbijam jajko.
Po ścięciu białka posypuję szczypiorkiem i pieprzem. 
Został z wczorajszego obiadu czarny makaron barwiony atramentem kałamarnicy - ładnie zagrał tu dekoracyjnie i nie trzeba pieczywa.
Śniadanko pyszne.
Z tych zimowych smutków, postanowiłam zrobić sobie jeszcze coś pysznego. Pierwszy raz w życiu zrobiłam sernik. 
Zawsze jadałam najpyszniejszy na świecie u mamy.
Piecze się zobaczymy, co z niego wyjdzie. 
Kupiłam na Sylwestra serek waniliowy i czekał, czekał aż się doczekał.
REWELACJA!!! Mam talent. 
Normalnie zgrzeszyłam nieprzyzwoicie, zjadłam 2 spore kawałki i oczywiście cukier mi skoczył na 200, ale co tam warto było. 
Ciekawe tylko, co zrobię z resztą. 
Na szczęście upiekłam w malutkiej formie. Zawsze miałam problem z sernikiem – uwielbiałam go, ale był dla mnie za ciężkim ciastem, mogłam zjeść mały kawałek i to wszystko. 
Jak ktoś chciałby przepis niech napisze w komentarzach to dodam/jest z bakaliami; rodzynki, orzechy włoskie i żurawina suszona.
~~~~~~
Dzisiaj zadzwonił do mnie jakiś Mirek przedstawił się i zaczął coś mówić o tym, że jutro mieliśmy się spotkać. 
Miał do mnie dzwonić ktoś inny mający inne imię. 
Najdziwniejsze było to, że znał moje imię i twierdził, że byłam z nim umówiona w zeszłym tygodniu na kawę. 
Z nikim o takim imieniu się nie umawiałam od ponad roku. 
Znam jednego Mirka D profesora z Warszawy, ale ostatnio się nie odzywał nawet ze skype go wyrzuciłam. 
Ostatnio przekładałam wszelkie spotkania, bo nie najlepiej się czuję.
~~~~~~~
 Wygląda na to, że ktoś używa nie swojego prawdziwego imienia i po prostu się sypnął niechcący. Do tego chyba jeszcze pomylił mnie z jakąś inną Basią.
Teraz jak to piszę domyślam się, kto to mógł być, ale zrobię mu jutro śmieszną niespodziankę. Też się pomylę.
Hi, hi nie ma jak poprawić sobie humor.

wtorek, 26 stycznia 2016

Byle do wiosny!!!

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi 
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
Rozdział 160
26 stycznia 2016.
Dla Was spod kołdry;

Idę ku Tobie słońce
Ty dobrze o tym wiesz.
                                        Wiatrem są oczy moje
Usta senne we mgle.
Noc taka jest magiczna,
granatem romantyczna
srebrzy się ścieżka w dali..
 płatki tańczą za oknem
A ja niezmiennie
idę ku Tobie słońce
doliną moich marzeń.
ku Tobie idę
odziana w tiule wrażeń
Idę ku Tobie słońce
w nocne wtulona mgły
Ku Tobie słońce z wiatrem
                                          unoszę moje sny.
Szepty śniegowych płatków.
Budzą samotność o świcie,
stopy zmarzną w skarpetach
Marzenia grzeją skrycie.
                                             ~~~~~~~
Zima senna, bez wzlotów i upadków, jakiś katar po drodze, kilka telefonów, od tych, którzy jeszcze pamiętają.
Było źle, bałam się, że coś dzieje się złego z moim zdrowiem, ale na szczęście przeszło i jest jak Cię mogę.
~~~~~~~
Zmieniłam kolor włosów, znaczy zrobiłam eksperyment.
Znudził mi się blond, więc chciałam końcówki troszkę „zrudzić” zmieszałam 2 resztki farby.
Później zaczęłam rozczesywać i wyszedł super kolor – nie wiem czy pamiętasz z dzieciństwa, ale jak się kasztany takie jeszcze zielone tarło o płyty chodnikowe – to powstawały takie jasno rude piłeczki jak zamszowe.
Moje włosy mają właśnie taki kolor. Gdzieś od spodu może są troszkę jaśniejsze słabo to widzę – powinnam oglądać je na dworze przy dziennym świetle, ale jest zimno, więc może obejrzę je jak się ociepli.
Bardzo się sobie podobam w tym kolorze.
Jakieś urozmaicenie w tym nudnym życiu.
Myślałam zrobić takie jaśniejsze odcienie, ale musiałabym pojechać do sklepu a póki, co mi się daleko rowerem nie chce jeździć – tym bardziej, że na chodnikach jeszcze jest śnieg.
                                          ~~~~~~~
Kupiłam sobie olej kokosowy i teraz nie tylko na nim smażę, ale i używam raz na kilka dni jak kremu, podobno działa odmładzająco. 
Ponoć jest też świetny na włosy, ale tego jeszcze nie wypróbowałam. 
                                          ~~~~~~~
Wysypałam ptaszkom słonecznik i dopiero po 3 dniach się pokapowały, że jedzonko mają naszykowane.
Nawet czerwoną kokardkę zawiesiłam, żeby je zwabiła i dopiero przyleciały.
Dzisiaj z kolei zrobiłam smalec dla sikorek z ziarnami.  
Wyszperałam w Internecie, że można w połówce skórki pomarańczowej jak tu - wlać smalec z ziarnami - zobaczymy czy przylecą sikorki. Wczoraj było ich sporo. Zima jest bardzo nudna, nic się nie dzieje smutno i w sumie nie chce mi się nawet z domu ruszać, dzięki czemu zaoszczędziłam trochę grosza.
No i dzisiaj mnie dobili na amen 1150 wyrównania za prąd + 449. 60 za luty - czyli razem tylko w lutym 1649.60. Gdybym nie miała oszczędności nie miałabym nawet na pozostałe opłaty. Na szczęście odłożyłam troszkę. Myślałam, że na wakacje a tu masz babo placek wszystko zżarł prąd a do tego prawie 500 zł, co miesiąc będę płaciła.
Oby już tylko mrozów nie było. 

niedziela, 3 stycznia 2016

W nowym roku

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi 
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
Rozdział 159
˜˜*°°*˜˜
03 stycznia 2016.
Mam w domu na półce ukulele i choć nie gram na nim to czasami zdaje mi się we śnie, że próbuję naśladować na nim dźwięki cichutko skrzypiących traw pokrytych rosą o świcie. 
„Niezbyt często pojawia się ktoś, kto jest prawdziwym przyjacielem i umie dobrze pisać”- Pajęczyna Charlotty.
Bardzo wzruszają mnie filmy o zwierzętach, tak je rozumiem jakbym kiedyś była jednym z nich. Rozumiem je bardziej niż ludzi. Takie dni jak samotny Sylwester - to czas głębokich refleksji.
Tak sobie myślałam, że przecież często zapraszałam samotnych kolegów na wieczór Sylwestrowy. Tej nocy poza dzieckiem, które miałam prawie pod ręką nikt nawet nie zadzwonił.
Jeden z kolegów napisał, że chciałby być ze mną tej nocy – chciałby - ale nic nie zrobił, aby być. Papier czy sms jest cierpliwy przyjmuje każde bajdurzenie, z którego nic nie wynika – poza smutkiem.
Jestem starsza o rok i to chyba jest ta granica, za którą nie powinno się robić planów na przyszłość, tylko żyć dniem dzisiejszym i cieszyć się z tego, co przynosi każdy łaskawy dzień.
Nikomu niczego nie obiecywać i z nikim na nic się nie umawiać.
Życie od teraz to bajka, która skończyć się może w każdej chwili a jej magiczny urok polega na tym, by widzieć te wszystkie tęcze, poświaty, uśmiechy losu, które przynosi życie. 
Nie ma się, co czarować jestem zabawną staruszką, która gada z pająkami i źdźbłami traw.
Przyjaźni się z ptakami i własnym cieniem.
Uśmiechaj się do mnie mój cieniu, bo nikomu innemu nie chce się zawracać sobie głowy staruszkami.
Zapomniałam, że dzwonił w wieczór Sylwestrowy człowiek z banku agent, usiłujący wcisnąć jakiś kredyt. Początkowo ucieszyłam się, bo myślałam, że to ktoś znajomy z życzeniami. 
Później roześmiałam się, życzyłam mu szczęśliwego Nowego Roku i z uśmiechem wyjaśniłam, że w taki dzień kultura osobista nie powinna pozwalać nękać ludzi a szczególnie staruszki o słabych nerwach. 
1 stycznia zadzwonił mój instruktor od deski. Ostatnio się popstrykaliśmy, bo nie bawi mnie jego poczucie humoru. 
Ciągle mi powtarza, żebym się niczym nie przejmowała, bo „jak padnie na mnie, to trzeba będzie mnie wykończyć”. Mówiąc „wykończyć” chyba bardziej ma na myśli jakieś swoje wariactwa, w które chce mnie wkręcać.
Nie jestem tchórzem, ale życie mi miłe i nie zamierzam dla cudzych fanaberii się narażać.
Do tego jest człowiekiem, który nie okazuje mi za grosz szacunku. Traktuje mnie jak jakiegoś nieudacznika. Może i ma trochę racji, – bo przecież mimo wielu własnych walorów, nie umiem trafić na człowieka, który miałby choćby podstawy taktu i z którym warto byłoby się zaprzyjaźnić. 
Zawodzę się na ludziach, których przygarniam do swego serducha – chyba pora to zmienić. Rozmowę skończyłam jednym naciśnięciem czerwonej słuchawki.
U mnie dzisiaj w nocy przy gruncie – „-16” st. 
W mieszkaniu jeszcze jak Cię mogę. Nagrzane było i jeszcze się nie wystudziło.
˜˜*°°*˜˜
Na śniadanie zrobiłam sobie Sylwestrowy biały barszczyk z jajeczkiem, żeby się rozgrzać.
Wczoraj rozmawiałam z braciszkiem z Niemiec bardzo jest zadowolony z pracy i mówi, że i ze zdrowiem jego jest zdecydowanie lepiej. To mnie cieszy, bo martwiłam się o niego.
Oby te mrozy jak najszybciej się skończyły. 

piątek, 18 grudnia 2015

Chwila przed Świętami

Bajsza
Rozdział 158
18 grudnia.
Czasami sobie myślę, że żyję jak „mysz pod miotłą”, jestem tam sama nikt mi głowy nie zawraca, mogę sobie spać pół dnia, lub 8 godzin jeździć rowerem.
Mogę przepuścić prawie całą emeryturę i nikt mi nie robi z tego tytułu wyrzutów. Czy ja tak naprawdę potrzebuję zmian – chyba nie.
…………………..
Oczywiście tęsknię za taką romantyczną miłością, której nigdy nie przeżyłam, ale czy w moim wieku wogóle wypada marzyć i do tego o miłości, skoro przez tyle lat jej nie znalazłam znaczy, że marzenie jest do bani.
Może to, co ja uważam za miłość, nikt już oprócz mnie za miłość uważa. Czy dawanie 2 człowiekowi tego, co mamy w sobie najlepszego jest naprawdę miłością i czy WARTO to czynić?
Co zaś z tymi naszymi ciemnymi stronami?
Potrafimy je okiełznać, uporać się z nimi, gdy pokochamy szczerze.
Gdy miłość nas omami.
Nie wierzę już tak naprawdę, że uczucie, którego szukam istnieje, z drugiej strony na podstawie zachowań a zachowania wiadomo są delikatnie określając byle, jakie. Te wszystkie moje spotkania przypominają rozmowy biznesowe i to do tego prowadzone przez biznesmenów typu właściciel budki z burakami na bałuckim rynku.
Trzeba sobie chyba dać spokój i tyle.
…………………..
Tęsknoty zajadam słodyczami, albo gotuję coś, na co właśnie mam apetyt – jak dzisiaj np. zrobiłam pyszne gołąbki.
Ostatni raz robiłam je jak M tu mieszkał.
Tym razem zrobiłam naprawdę pyszne z grzybami Portobello. Mimo wszystko oksytocyna powstająca w mózgu i wywołująca szaloną empatię pod wpływem tych grzybów jakoś mi nie przyrasta a kilogramy niestety tak.
Znowu ktoś, komu próbowałam zaufać dotknął mnie - co ja, komu zrobiłam, że wszyscy, którym próbuję zaufać dotykają mnie. Może jestem za wrażliwa a może ludzie stali się tacy grubiańscy, że ja tego nie ogarniam sama już nie wiem.
Godzinę temu zadzwonił Jacek z propozycją spotkania. Matko słodka znamy się bardzo długo już nie pamiętam ile to lat. Raz kiedyś mieliśmy się spotkać, ale się popitoliło i nic z tego nie wyszło.
Co jakiś czas tak raz na miesiąc czasami częściej przysyła SMSa, kilka razy dzwonił, ale miał pecha a ja do niego nie oddzwaniam. Tak sobie obiecałam. Dzisiaj miał szczęście, bo przyszłam z gołąbkiem żeby go spałaszować i zadzwonił. Ciekawa jestem czy tym razem dojdzie w końcu do tego spotkania – zaplanowano na początek przyszłego roku. Zobaczymy, jeśli chodzi o niego jest jedynym mężczyzną, któremu z różnych powodów nie odmówię spotkania.
Ok zobaczymy, co przyniesie Nowy Rok. Dzisiaj po tym telefonie mnie natchnęło, że poszłam biegać w deszczu.
Jestem kompletnie stuknięta Przebiegłam 1 km i ciekawa jestem czy będzie mi się chciało – jeszcze kiedyś to powtórzyć. Damkę już wyniosłam do atelier fotograficznego. Zimą będę jeździła góralem.
Teraz dopiero zobaczyłam, gdy postawiłam obok siebie rowery, że damka jest o wiele większa i o dziwo ma większe koła. Mój góral wydawał mi się gigantem a tu masz wyglądał przy niej jak młodzieżowy. Ostatnio kiepsko się czuję, dziś jak jechałam do sklepu miałam zawroty głowy. Teraz po tym bieganiu przeszła mi słabość – może właśnie potrzebuję więcej ruchu.
Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę;

wtorek, 8 grudnia 2015

Pajęczynowa, imieninowa nostalgia.

Rozdział 4
8 grudania.

Leżę rozebrana na rozkwieconej tysiącem kwiatów rumianku łące. Skąd się tam wzięłam nie wiem, ale nie mam więcej niż 17 lat – czuję się o wiele piękniejsza niż kiedykolwiek byłam a to z powodu oszalałej woni unoszącej się tuż nad moimi nozdrzami. 
Woni niedawno skoszonej trawy, kraszonej brzęczeniem pszczół i os pracowicie uwijających się między kwiatami margaretek. Ten zapach przypomina mi słodkie chwile z Jerzym.
Na czystym błękicie w odcieniu aqua widzę pyzate brzuszki i oprószone pyłkiem nóżki zwisające bezwolnie w czasie lotu. 
Chyba nie mogę się ruszyć jakbym wrosła czy była tym wonnym fragmentem natury. Tylko to brzęczenie przyczółek bardziej przypomina wątłe chrapanie zmęczonego mężczyzny śpiącego obok. Leżę sobie i zastanawiam się, czemu świat zmienia się w taki sposób, nie sądziłam przecież, że tak to będzie wyglądało. 
Wyobrażenia - moje wyobrażenia były zupełnie inne.
……………………
Początkowo podobało mi się tutaj.
Wszystko było takie nadzwyczajne,
takie bajkowe.
Trawa taka zielona,
i taka nieprzebyta.
Drzewa takie ogromne.
Domy takie prawdziwe.
Ludzie wielcy, wspaniali
i tacy życzliwi.
Dni słońcem pachnące
a noce takie czarne
i takie gorące.
Najpiękniejsze było wszystko pierwsze;
pierwszy kwiat w ogrodzie znaleziony,
pierwszy zrozumiany dotyk dłoni,
pierwsze serca bicie odkryte,
pierwsze odczytanie pragnień z głębi oczu,
pierwszy spacer przez łąki za miasto daleko,
pierwszy pocałunek nad rzeką,
pierwszy chrzest miłości w wartkim nurcie rzeki,
pierwszy odlot ptaków,
pierwszy taniec,
pierwsze krótkie pożegnanie.
``````````````````````````
Potem lata mijały,
drzewa dziwnie zmalały,
domy urok straciły,
ludzie się zmienili.
Druga miłość i trzecia,
kolejne spotkania,
milczące bez uścisków
suche pożegnania,
koncert wróbli na dachu
późny odlot ptaków
smutna jesień bez liści,
mokre lato bez maków.
`````````````````````
Patrzę dzisiaj po latach
na te same zdarzenia,
małej śmiesznej dziewczynki
z kokardami już nie ma,
nie ma też tej dziewczyny,
co bezwstydnie się śmiała,
wszystko gdzieś odpłynęło,
co tak bardzo kochała.
……………….
Kiedyś to napisałam, ale wtedy, jeszcze tak naprawdę nie znałam zawiści.
Sądziłam nawet, że ludzie są z natury bardzo dobrzy tylko życie im daje w kość i próbują sobie to jakoś zrekompensować. 
Wtedy napisałam inny wiersz dziecięco naiwny, wręcz słodki jak te margaretki nad głową.
………….......
Kiedyś w bezgranicznym zachwycie
wierzyłam naiwnie i skrycie,
że z natłoku historycznych zdarzeń
stworzę dla wszystkich fabrykę marzeń.

I w wielkich sennych kadziach,
U-ważę  marzeń tyle,
by nimi móc umilić,
każdemu smutną chwilę.
Cudownie było myśleć jak życie się odmieni,
że  strażak marząc będzie wskakiwał do płomieni,
a nauczyciel w szkole nie bojąc się obciachu
pomarzy o Hawajach i plaży pełnej piachu.
że ekspedientka w sklepie rozmarzy się z ogórkiem
a góral się rozckliwi w kapelusiku z piórkiem
Nocą, gdy wszyscy zasną w małych miasteczkach i wioskach,
porozsyłam marzenia na latających spodkach.
...........................
lecz dziś w natłoku wrażeń
nikt już nie pragnie marzeń.
Wszyscy myślą o sprawach przyziemnych,
O głębokich studniach…, bezdennych.
…………………………
 Czuję jak aż buzują we mnie oszalałe myśli, na co komu terroryzm, czy gorsza jest kulawa plotucha, która nazywa się koronczarką a dzierga tylko wredne intrygi i przez to nabiera pikanterii pojęcie terroryzmu, od turkucia podjadka, który potrafi jednej nocy zjeść wszystkie korzonki wzrastających dopiero wątłych roślinek margaretkowego pola.
Czemu? A no, dlatego, że masz ochotę wysadzić jej margaretkowy świat w powietrze razem z jej pszczółkami, chrząszczykami i nawet z Bogu ducha winną Bożą krówką. 
Miałam wczoraj z okazji imienin dawno niewidzianego gościa. 
Nawet spał u mnie jedną noc – oczywiście to czysto platoniczna wizyta. 
Pozwoliła mi ona uświadomić sobie jak bardzo nie lubię już gości w moim świecie. To mi wszystko rujnuje nic mi się nie chce i wpadam w apatię. 
Pół dnia spałam wstawałam tylko przygotować jedzenie, później jeszcze sprzątnąć po posiłku i znów zasypiałam. Jakbym tym snem chciała sprawić, by czas mijał szybciej. 
Najgorsze było to, że znamy się jak łyse konie i w jakimś tam momencie powiedział mi, że ta jego kumpela, której nawet na oczy nie widziałam plotowała na mnie do naszego wspólnego znajomego, później jeszcze powiedział mi, że cytuję „zabije mnie” jak napiszę o czymś, co mi opowiadał o swojej siostrze w blogu. Po diabła przyjechał i opowiada mi te bzdury.
Wreszcie zakończył moją uwagę, że za dużo zrobił sobie kawy i rozleje nim doniesie do 2 pokoju, że jestem jak jego siostra, która wszystkich poucza, co mają robić. 
Kurka wodna, czemu ja mam takich znajomych, którzy jak do mnie wpadną to zawsze mnie wkurzają. 
Nie potrafią cieszyć się spotkaniem, tylko wszystko psują. 
Już chyba nie potrafię cieszyć się wizytami innych. Nie potrafię chyba już NIE. Na koniec nawet nie podziękował za pyszne jedzenie, które dla niego przygotowałam.
.........................
To był sen z tymi kwiatami na łące i dobrze, bo wizyta mnie dobiła, gdyż mimo, że kolejny raz wyciągam rękę do człowieka, któremu powinno się pomóc on tego zupełnie nie docenia. Wręcz zachowuje się jakby to on zrobił mi łaskę, że zechciał mnie odwiedzić. 
Na szczęście mam to już za sobą a sen był fajny i jakoś zrekompensował mi nieciekawy czas.
’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’
Pająk tka pułapkę pracowicie.
Wiatr za oknem gałązkami postukuje,
księżyc błyszczy tak niesamowicie,
ciasto pachną aż w głowie wiruje.
A mnie jakoś tak smutno niezmiennie.
Nic nie bawi mnie, nic nie cieszy.
Napisałam kolejny wierszyk,
dla marudnych, złośliwych dzieci.
………………………………………….
Jakiś smutek wiatr nosi po świecie.
Kawa z kubka już nie smakuje.
W sercu zima a tam na świecie
jesień wątła ogrody maluje.
…………………………………………………
Chodź pajączku przycupnij tu obok
Powiedz co Ci w serduchu gra?
posłuchajmy koncertu Ba;)cha?
Muszki chyba już poszły spać.
………………………………
Zostałam z pajączkiem i dobrze, bo on przynajmniej nie sprawia  przykrości. Po imieninach i Mikołajkach - ja przynajmniej starałam się innym dać okruszek dobra od siebie a oni – to już ich problem. 

Archiwum bloga