środa, 12 grudnia 2018

Spod skrzydeł czarnego orła

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
12 grudnia 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Pogoda wczoraj była kiepska, znaczy padało nie mocno, ale taki kapuśniaczek.
Wyszłam kotkom zanieść resztki kiełbaski, to wiem.
Zostałam w domu sama – sprawy się troszkę pokomplikowały, odwiedza mnie sąsiad, ale samemu w cudzym domu człowiek czuje się nieswojo.
Tak, czy siak muszę jeszcze troszkę tu zostać nie mogę zostawić całego gospodarstwa samopas.
Okolica jest cudna, więc jakby pogoda się poprawiła, mogę spacerować po okolicy i cieszyć się świeżym powietrzem.
No i pospacerowałam, wiatr fiździł jak oszalały, przeziębiłam się i mam znowu kaszel i katar.
Rany boskie. Za oknem jakby jezioro się skropelkowało i wisiało wszędzie mokrym płaszczem otulając wszystko w koło a później zakwitło wielokrotnymi tęczami, – co za widok?

Dzisiaj znowu ponury dzień, mam na karku sąsiada ciągle coś wymyśla.
Wczoraj nakarmił mnie racuchami, tłumaczyłam, że to nie dla mnie, cukier znowu skoczył mi na 305.
Tłumaczenie jest dla zorientowanych, więc odpuściłam.
Dzisiaj ma być barszcz z grzybami, mam nadzieję, że nietrującymi, trochę przeraża mnie tutejsza gościnność.
Pewnie wyjadę szybciej, bo chyba dla mnie ten pobyt przestaje być zdrowy.
Jeszcze kilka dni i trzeba będzie się pakować.
Spontaniczność nie zawsze wychodzi nam na zdrowie. 
Tej sytuacji nie dało się przewidzieć. Około 20 dni odpoczęłam w ciepełku i spokoju.
Nie musiałam patrzeć na dewastację ogrodu za oknem miałam tęcze nad jeziorem, kaczki latające kluczem i łabędzia.

Orła nie udało mi się sfilmować – szkoda. Może jeszcze przez te kilka dni siedzę przy oknie, z którego mam cudny widok na jezioro.

czwartek, 6 grudnia 2018

Cisza jak ta

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
6 grudnia 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Pogoda wczoraj była piękna, cukier nie za bardzo, zobaczymy może strzelę sobie 5 jednostek zamiast czterech.
…………………..
Cisza jest tu niesamowita słychać ćwierkanie ptaszków.
Gdyby samemu tu mieszkać w takim ogromnym domu, człowiek miałby cykora.
Na 2 dni zostaję sama, bo obie panie wypuszczają się do lekarza ma badania a to wymaga dłuższego tam pobytu.
W końcu będę mogła sama w kuchni poszaleć. 
Kuchnia jest kompletnie wyposażona, kuchenki, zmywarka, maszyna do pieczenia chleba. 
Nawet w prezencie imieninowo Świątecznym dostałam takie ustrojstwo do szybkiego krojenia na drobna warzyw. 
Polubiłyśmy się. 
Jest tu gospodarstwo agroturystyczne, wielki dom 4 gościnne pokoje, + apartament z aneksem kuchennym. Do tego 5 domków na zewnątrz 2 pokojowych po drugiej stronie ścieżki rowerowej. Minusem tej lokalizacji jest Poligon wojskowy na lewym brzegu jeziora.
Wczoraj w czasie mojego spaceru ok. półtorej godziny przejechały 2 samochody. 
Cisza i spokój zagwarantowane, choć podobnych domów jest tu we wsi kilka, może nawet kilkanaście, gdyż szłam tylko w jedną stronę a w drugą jest podobnie. 
W sezonie może być gwarniej, choć niewiele. 
Przyjeżdżają tu głównie wędkarze a oni szanują ciszę.
Wieś jest urocza pozostały tu liczne stare zabudowania, stare mury z litej cegły, maleńkie okienka, 
sieci rybaków suszące się na murach przypominają o starym rybackim akwenie i o rzemiośle, 
z którego żyli tutejsi mieszkańcy. 
Gdyby mnie tu nie zaproszono, nie wiedziałabym, że są w Polsce jeszcze takie wioski zapomniane nieomal przez cywilizację. 
Piszę nieomal, bo domy agroturystyczne teraz to pełen wypas, jest w nich wszystko i mieszka się bardzo wygodnie.Na mapach wieś znajdziecie tu; 54°32′04″N 16°34′53″E  – wieś w Polsce położona w województwie zachodniopomorskim, w powiecie sławieńskim, w gminie Postomino, nad jeziorem Wicko.
Wieś jest siedzibą sołectwa, w którego skład wchodzi również miejscowość Wicko Morskie. W latach 1975–1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa słupskiego.
Obszar Chronionego Krajobrazu "Pas Pobrzeża na zachód od Ustki" (woj. zachodniopomorskie) - obszar chronionego krajobrazu. Opis: "Pas pobrzeża na zachód od Ustki" stanowi obszar o wyjątkowych walorach przyrodniczych i krajobrazowych.
Charakteryzuje się równoleżnikowym układem siedlisk i zróżnicowana szatą roślinną reprezentującą większość zbiorowisk roślinnych związanych z wydmowym i klifowym typem brzegu Bałtyku oraz z obniżeniami równin przymorskich wraz z otaczającymi je od południa pasami wzgórz. Obszar obejmuje lasy bagna położone wzdłuż brzegów cieków Głownica, Głowniczka, Świdnik,Klasztorna i jeziora Wicko mokre łąki i zarosla rozległe zatorfione równiny wraz z otaczajacym je pasami wzgórz wydmowych. Flora odznacza się udziałem wielu gatunków chronionych i zagrożonych takich jak: mchy torfowce, porosty chrobotki, turzyca piaskowa, mikołajek nadmorski, kukułka szerokolistna, podkolan biały, kruszczyk rdzawoczerwony, storczyk purpurowy, kocanka piaskowa, widłak jałowcowaty, wiciokrzew pomorski.
Data ustanowienia: 1981-01-01, Powierzchnia: 6189.0 ha
Jezioro Wicko i Modelskie Wydmy - Specjalny obszar ochrony siedlisk przyrodniczych (obszar natura 2000)Podstawa funkcjonowania: Dyrektywa siedliskowa.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Zaproszona na Święta i Sylwestra

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
3 grudnia 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Wyjechałam na Święta i może na Sylwestra.
Pocieszające jest to, że dostałam w końcu insulinę i może będę mogła jeść więcej rzeczy.
Już sobie wstrzyknęłam, jakoś nie najlepiej to znoszę, od dwóch dni na zmianę mam torsje i rozstrój żołądka mam nadzieję, że mój organizm się przyzwyczai.
Cukier mi spada i to jest pocieszające.
Zostałam zaproszona do rodziny mojej koleżanki, bardzo mnie to cieszy.
Miałam jechać gdzie indziej, ale stamtąd zaproszenie nie przyszło.
Tu po prostu jest super.
Zauważyłam, że od własnej rodziny na deklaracjach od dłuższego czasu się kończy, więc sama muszę sobie organizować życie.
Wiadomo życie to nie-je-bajka, trzeba się z nim bujać póki się kolebie. Ech…., santa manna z nieba.
Maleńka miejscowość nad jeziorem Wicko.
Jezioro widać z mojego okna ok/20m/, do morza jest 3,5 km. 
Nawet ulicy nie ma tylko ścieżka rowerowa – dobre, co? 
Niestety jeszcze nie wychodziłam, bo jestem dość kiepska. 
Zdjęcia robię tylko z okna, więc póki, co nie ma szaleństwa. 
Sporo jednak może się jeszcze dziać.
Może dzisiaj wypuszczę się troszkę z domu.
Obiecuję, zatem relacje.
Niestety pogoda tzw. kropelkowa 
niby nie pada, ale kropelki na gałęziach drzew proszą się o sfotografowanie. 
Już czuję się lepiej. 
Za to mam tu tak cieplutko, jak nigdy dotąd zimą nie miałam. 
Można praktycznie chodzić na golasa, choć oczywiście tego nie robię.

Pojechaliśmy dzisiaj do Jarosławca nad morze, sąsiad zawiózł nas samochodem.
Zrobiłam kilka filmików, wstawię je jak troszkę odpocznę.
Przed obiadem miałam cukier 130 super no nie?
Oczywiście trochę zmokliśmy, ale znalazłam 2 bursztyny.
4 grudnia 2018 r
Nigdy w życiu nikt tak się o mnie nie troszczył.
Wczoraj włączyłam się do prac domowych, znaczy przygotowania jabłek do suszenia.
Dzisiaj obudziłam się jak zawsze o 4 – już przyzwyczaiłam się do brania o tej porze tabletki, której teraz nie biorę. Wszyscy śpią, a ja już wykąpana ubrana z kawką u boku.
Jest naprawdę super.

środa, 21 listopada 2018

Jaki będzie koniec marzeń?

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
21 listopada 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Już mój mały tani ogrzewacz niestety nie wyrabia.
Trzeba będzie włączyć olejowy, bo zimno w mieszkaniu jak w mysiej norze a ja tak grubo ubrana, że ledwo się ruszam.
To już 19 rok, mieszkam w takiej zimnicy, ciekawe, jaki to ma wpływ na moje zdrowie?
Jaki ma na kasę to wiem, żeby córka nie pomagała mi finansowo zamarzłabym tu bez 2 zdań.
Mam już wynik badania, okazuje się, że w płucach jest wszystko ok, serce jest w normie, tylko wątroba jest otłuszczona i trzeba o nią powalczyć.
To się da zmienić bardzo rygorystyczną dietą.
Może zacznę troszkę biegać zobaczymy.
Hi, hi potruchtać należało napisać, bo z biegiem to nie będzie miało nic wspólnego.
Aga przysłała mi linka na dietę ketologiczną https://ketologicznie.pl/post-przerywany/
Od wczoraj jestem na tej diecie. Polega ona na całkowitym lub prawie całkowitym odstawieniu węglowodanów.
Wczoraj zjadłam pyszną zupkę warzywną a na kolację 2x przez szerokość 1 ½ cm łososia z resztką tej zupki, jako sosik.
Dzisiaj wyciągnęłam z lodówki bigos odmroziłam jest pyszny, zjadłam miseczkę.
Mam jakiś problem po jedzeniu, coś mnie boli w górze brzucha – nie wiem czy to żołądek czy trzustka.
Ból jest do wytrzymania, ale uciążliwy. Momentami zwiększa się na chwilę.
Boli mnie tylko po jedzeniu, więc na poważnie rozważam głodówkę kilku dniową. Cukier spadł mi do 155 na czczo. To jeszcze nie rewelacja, ale o 50 mniej niż wcześniej.
Wiem, że będzie mi bardzo ciężko. Śnią mi się po nocach pyszne torty z Intermarche, że je pałaszuję w pustym sklepie. Budzę się w środku nocy ze smakiem słodyczy kremów na ustach i całą siłą woli muszę pohamować chęć na poszukanie czegoś słodkiego.
Jestem uzależniona od dobrych słodyczy jak kiedyś byłam od papierosów.
Wczoraj rozmawiałam z kolegą przez telefon i doszłam do wniosku, że to z powodu samotności mam tę nieodpartą ochotę na słodycze. To ma być taki substytut przytulania się do kogoś żywego. Brakuje mi tego najbardziej od lat.
Substytut takie banalne i takie romantyczne, szczególnie teraz, gdy katuję się jedzeniem, którego nie lubię.
W sumie to nadchodzi taki okres, gdy człowiek dla dobra organizmu powinien po woli przyzwyczajać się do niejedzenia
 
Powiedzcie czy można oprzeć się takim tortom a mnie ostatnio śnią się każdej nocy.

Hi, hi kiedyś śnili mi się namiętni mężczyźni, cudnie pachnące perfumy, piękna biżuteria i bielizna.
Fantastyczne suknie, szafy pełne cudownych strojów.
Później śniło mi się, że jeżdżę figurowo na łyżwach, czy śmigam zakosami na nartach po świeżym śniegu.
Teraz zostały mi już tylko pyszne torty, nawet nie lody, obiekt mojego pożądania. Jakie to smutne. Myślę, że jak zacznie mi się śnić moje dziecko, za którym bardzo tęsknię to już chyba będzie koniec marzeń.
Koniec marzeń?

czwartek, 8 listopada 2018

W rozterce

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
8 listopada 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Chodzę codziennie do szpitala to kawał drogi. 
Jestem już tym zmęczona.
Boję się kolejnego badania. To ma byś tomografia komputerowa z kontrastem jodowym.
Mój dawny kolega, przestał się mną całkiem interesować, nie o nim pisałam, ale on wziął to do siebie.
Powinnam pisać chyba używając imion, ale wiem, że to nie elegancko.
Trudno okazało się, że nawet nie byliśmy przyjaciółmi.
Moje relacje z mężczyznami są dziwne.
Nie rozumiem ich, są cholernie dziwni i humorzaści.
Mam chyba zwyczajnie pecha przyciągam dziwnych ludzi. 
Powinnam kogoś poradzić się w sprawie tego badania.
Nie mam już 20 lat a badanie z tego, co wyczytałam może ciągnąć za sobą różne skutki uboczne do zapaści czy udaru włącznie.
Do tego mam już wiele felerów organicznych spowodowanych cukrzycą. 
Cukry mimo drogich leków nowej generacji nie spadają mi poniżej 200. 
Jestem w wielkiej rozterce. 
Będę próbowała przekonać lekarkę, by zrobiono tę tomografię bez kontrastu.
Jeśli się nie zgodzi chyba z niej zrezygnuję.
.................
Jestem po badaniu wszystko z grubsza wyszło ok. Nie muszę łykać żadnych dodatkowych tabletek. 

niedziela, 4 listopada 2018

ZUPA BURACZANO JABŁKOWA

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
4 listopada 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
Poszalałam, potańczyłam i straciłam nadmiar energii.
Mam naturę bliźniaka, potrzebuję urozmaicenia – nostalgia mnie zabija.
Dziś od rana boli mnie znów cała płucna strona i paluszki prawej ręki.
Obiecałam przepis na zupkę buraczano jabłkową, zatem podaję; 
"An apple a day keeps the doctor away"
Jedno jabłko dziennie trzyma lekarza z dala ode mnie.
ZUPA BURACZANO JABŁKOWA
1 i ½ jabłka - ja obrałam, bo nie blenduję. 
Jednak zblendowana na drugi dzień - okazuje się o wiele lepsza.
1 średni burak upieczony najpierw w foli w piekarniku.
Piekę go w folii, żeby był miękki.
1 mandarynka obrana ze skóry
½ cytryny obrana ze skóry.
Mała garstka żurawiny najlepiej mrożonej, ale może być też suszona, nawet ta z wiśnią.
Płaska łyżeczka do kawy, czy lodów mielonego cynamonu i tyleż samo kurkumy oraz soli himalajskiej.
Ja dodałam jeszcze trochę ziół tajskich, uwielbiam tę mieszankę we wszystkim.
Troszkę do smaku białego pieprzu.
1 litr wody.
Wszystko gotujemy aż jabłka się rozpadną, wtedy dodajemy upieczonego i pokrojonego w plastry buraka i gotujemy jeszcze ok. 10/15 min, żeby sok z buraków zabarwił zupę.
Rozgotowaną mandarynkę i cytrynę wyjmuję a dodaję
2 duże ząbki czosnku przepuszczone przez praskę.
Zupkę zostawiam na wyłączonej płytce, żeby sobie troszkę z tym czosnkiem odpoczęła.
Gotuję ziemniaki.
Na patelni leciutko podgrzewam masło.
Można dodać ½
 wołowego kotleta mielonego z ciemną pieczarką.
Ziemniaki podaję oddzielnie do zupy.
Palce lizać - pyszny obiad.
Zupkę też można podać tylko z jajkiem. Makaronem, lub oddzielnie ugotowanymi kluseczkami kładzionymi.
Ma taki smak, że powinna oczarować każdego.
Jest to mój autorski przepis wymyślony w chwili podniecenia o’le.
Znowu mnie zatyka. Kurczę blade, co z tymi płucami jest?
Już mi lepiej wypiłam kawę i odzyskałam wigor. Chyba ciągle jestem niskociśnieniowcem.
Od kilku dni znowu jestem na diecie, może i to wpływa na moje osłabienie. Korci mnie żeby kupić sobie lody i poszaleć, ale staram się nie sięgać po słodycze. Dzisiaj mimo późnego popołudnia jeszcze nie jadłam obiadu. Zajęłam się robiłam sobie pedicure.
Po powrocie do domu niczego znaleźć nie mogę, ale jakoś udało mi się znaleźć sprzęt i w końcu pomalowałam paznokcie. Piszę z kolegami, więc powinnam mieć ładne paznokietki no nie M. Tak cudnie na dworze powinnam pojechać na zdjęcia, ale po ostatnim przemoczeniu troszkę się boję.
Ech…., zjem może obiadek, bo robi się późno.

sobota, 3 listopada 2018

Tango, romans, Poi i zupa jabłkowo buraczana.Świruję!!!

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
3 listopada 2018 r
~~~~~~~~~~~~~
TANECZNY ROMANS
A za oknem znów jesień układa w palety dywany,
Złotych liści i purpur tańczące rydwany.
Nocną ciszę przerywa namiętna muzyka,
tango argentyńskie wśród liści przemyka,
podrywa je do tańca a one wirują i gonią się
szeleszcząc w rytm tanga muzyki
a w sercach naszych marzenia ogniem płoną,
wiatr cicho postukuje gałązką w ciemności,
chyba ostatnie liście złotem wybarwiła.
Taka bliska sercu i od zawsze miła
gałązka, jarzębiny
co korale gubi,
piękna dama jesieni z koralowym uśmiechem dla ludzi.
..................
Jesteś, choć nie czuję dziś Twego oddechu,
 jesteś w tym kroku tanga w tym zwiewnym pośpiechu.
Jesteś wśród zapachów, woni i uroków,
jesteś w każdym tanga posuwistym kroku
jesteś i tak patrzysz, ach jak patrzysz w oczy
wzrokiem rozmarzonym.
Porwij mnie tym spojrzeniem między drzew korony,
w to jesienne tango naszej namiętności
ja zmienię wszystkie Twojej szarości nastroje
i wszystkie Twe marzenia po prostu podwoję.
Zatańczmy, – bo tango porywa, odświeża
nas samych i liście i ptaki i drzewa.
Nawet gwiazdy zamilkły i przestały mrugać,
nawet i ulewa serc naszych nie ostudzi
nie powstrzyma kroków.
Bądź tylko zawsze tutaj u mojego boku
i zrozum duszy mojej delikatne granie –
to tango to nie musi być 
- ostatni nasz taniec.
Oj Baśka świrujesz znowu!
............................. 
Czułam, że po tej ulewie może mnie coś chwycić i oczywiście obudziłam się z gigantycznym katarem.
Przypomniała mi się receptura jednego mojego znajomego. Piętką cebuli wysmarować pod nosem, co oczywiście zrobiłam, ale nasilił mi się też kaszel i zastanawiam się czy mimo pięknej pogody, kupionych kwiatów i zniczy powinnam iść na cmentarz. 
Do cmentarza mam bardzo daleko, mogłabym wziąć taksówkę, ale święto zmarłych nie będzie to proste.
Może sobie odpuszczę.
Zapalę znicz za spokój dusz najbliższych w domu i innym razem pojadę na cmentarz. Zobaczymy.
Ogólnie dzisiaj mimo tej podeszczowej niedyspozycji o dziwo mam dobry humor.
Jakieś dobre fluidy fruwają po mieszkaniu.
Wczoraj niechcący wyjęłam z lodówki – wkładając bułki, mielone wołowe i mi się przez noc rozmroziło.
Spora porcja, wyszły 3 duże kotlety i jeden mały. Proza życia, niekoniecznie taneczna.
Uwielbiam kotlety mielone z wołowiny i choć od wczoraj mam spaghetti na obiad dołożę do niego ten najmniejszy kotlecik i będzie super obiadek bez większego wysiłku.
Wczoraj do spaghetti ugotowałam makaron Ramen.
Jest to makaron wprowadzony do kuchni japońskiej przez chińczyków ponad 100 lat temu.
Nazwa ponoć pochodzi od japońskich słów „la”/ciągnąć/ i „mian”/makaron/. Ręcznie naciąga się tradycyjnie długie nitki makaronu. Słyszeliście kiedyś o kansui?
Uważana za magiczną wodę, ta mieszanka soli zawdzięcza nazwę jezioru w Mongolii. W dawnych czasach ludzie zachwycali się nad jego wodami, które sprawiały, że ciasto stawało się pyszniejsze i bardziej sprężyste. Jest to wodny roztwór węglanu potasu, znany w języku angielskim, jako Lye Water a w języku japońskim, jako Kansui.
Dzisiaj już wiemy, że specjalne właściwości jezioro zawdzięczało konkretnemu składowi chemicznemu.
Poznawszy (pobieżnie) tło historyczne kansui, możecie się zapytać, „co ma do tego rāmen?”.
Ach, wszystko. 
To dzięki temu roztworowi makaron rāmen zawdzięcza swój kolor, fakturę, smak, sprężystość.
To tyle o makaronie do mojego spaghetti.
Teraz zaś zainspirowana pomysłem kolegi i własnymi smakami, postanowiłam zrobić na jutro zdrową zupę jabłkowo buraczaną z kurkumą cynamonem odrobiną ziół meksykańskich i tajskich, odrobiną żurawiny, ząbkami czosnku i listkami szałwii i kolendry. – zobaczymy, co z tego wyjdzie. 
Wow! jest pyszna w następnym wpisie podam przepis.
Mam ostatnio kłopoty z jedzeniem czuję się ciągle pełna, więc taka oczyszczająca zupa powinna mi dobrze zrobić.
Z ziemniaczkami super!!!
.....................
Znowu mam chęć na bycie zwiewną. Wczoraj pół nocy tańczyłam tango a później jak się zmęczyłam Poi.
Poi to taniec wywodzący się z Nowej Zelandii, wywodzi się z tradycji plemienia Maori żyjącego właśnie w Nowej Zelandii. Istnieją, co najmniej dwie teorie dotyczące pierwotnej roli poi w tej społeczności.
Według pierwszej, była to metoda treningu przędzenia.
Od zamierzchłych czasów głównym zajęciem kobiet tegoż plemienia była praca w wiosce, zajmowanie się domostwem i wychowywanie dzieci, a ponadto tworzenie ubrań. Fajnie no nie?
W wolnych chwilach doskonaliły swoje techniki, jako tkaczki poprzez kręcenie kamieniami zaczepionymi do sznurków. Pracowały przy tym dłonie i nadgarstki, czyli to, co potrzebne jest przy przędzeniu.

Po pewnym czasie kobiety zauważyły, że podczas machania kulami ciało wpada w naturalny taniec. Zaczęły używać swoich zdolności w obrzędach, jako część tańca, tyle, że zamiast kamienia na końcach sznurków przywiązywały różnego rodzaju ozdoby - począwszy od białych kul z tkanin, przez szarfy, a skończywszy na kwiatach. Kobiety zawsze były kreatywne.
Jednak kamienie nie odeszły do lamusa.
Mężczyźni, widząc jak na kobiecą sylwetkę i zręczność wpływa ów rodzaj ćwiczeń, sami zaczęli używać takich przyrządów, aby pokonać swoje słabości i zdobyć siłę, zręczność oraz sprawność, która miała im pozwolić sprawniej polować.
I tak się stało - wzrastała zręczność, wzrastała siła, powiększały się zdobycze z łowów.
Współcześnie taniec ludzi z plemienia Maori jest znany prawie na całym świecie.
Jednak taniec tradycyjny z poi wykonują jedynie kobiety.

Druga teoria zakłada, że była to forma komunikowania się na odległość.
Te informacje opierają się głównie na przekazie ustnym współczesnych entuzjastów tańca ognia.

Poi w kulturze Maorysów
Taniec Poi (poi - przyrząd używany w tym tańcu) jest wykonywany przez kobiety, jako wyraz wdzięczności.
W tym tańcu używa się małych piłek - poi właśnie - i obraca się je stojąc, siedząc lub kucając. Zawiera kilkanaście typowych ruchów; wytrawne tancerki tworzą też własne kombinacje, które często wchodzą później do kanonu.

Piłki poi dawniej wykonywano z roślin i kawałków materiału, a owijano je w miękką korę z drzewa lub puch z raupo albo innych krzewów z buszu.
Następnie malowano powierzchnię kulki w różne wzory i kolory. Do zwieńczenia poi używano czasem wyczesanej sierści psa - taka kulka nazywana była poi awe.
Poi ma najczęściej od 8 do 10 cm średnicy, wyróżnia się dwie odmiany:

długie POI - gdzie piłka jest większa (powyżej 10 cm), a sznurek ma długość mniej więcej długości ramienia użytkownika.
krótkie POI - piłka mniejsza, a sznurek ma około 25 cm.
Według dawnych opowieści długich poi mogły używać tylko kobiety z dobrych rodzin.
Poi trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym i obraca się stojąc albo siedząc/kucając (tzw. waka poi).
Ruch obrotowy wynika z pracy ramion, ale też i nadgarstków. A może lepiej przypomnieć sobie sambę, lub bolero, co Ty na to?
Na dach musisz w taką pogodę?
Ja wolę wrócić do tanga na moich 2m kwadratowych.

 Ech...! Tak być motylem rozsiewającym tęczę
..................
Czas ukryć w ciepłych dłoniach,
zatrzymać,
choć na chwilę,
gdy w skrzydeł srebrnej poświacie
przez łąki fruną motyle
Przez jeden maleńki moment,
przez bardzo krótką chwilę
oddać się namiętności,
gdy odlatują motyle.

malować łąkę barwami
we włosach mieć zapach traw,
gdy odlatują motyle
pokochać jeszcze raz

Archiwum bloga