wtorek, 17 grudnia 2019

A może ze mnie jest La Befana?

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
17 grudnia 2019 r.
Jestem wykończona, pakowałam się i problem polega na tym, że mogę zabrać walizkę 55 cm x 40 x 26, która nie przekroczy wagi 10 kg i plecak 40 x 30 x 20 i też nie więcej niż 10 kg.
Olli na szczęście czuje się lepiej, więc moje czary pomogły.
Wczoraj z tego wszystkiego zapomniałam wziąć jakiekolwiek tabletki.
Kupiłam im troszkę prezentów, takie raczej praktyczne.
Typu borowiki suszone, spora paczka zestaw herbat naturalnych, malinowa, żurawinowa, gojowa itd. w cudnym świątecznym opakowaniu w Mikołajki.
Do tego takie jeszcze rozkwitające w kwiat.
Super album fotograficzny z zakąskami i drinkami/przepisy/, bajecznie kolorowe przecudnie wydane.
Matko słodka ważyłam się przy okazji ważenia tej walizki i okazuje się, że schudłam 5 kg rewelacja prawda?
Tylko jak ja teraz uciągnę to 20 kg, biorąc pod uwagę, że jeszcze czasami mnie boli w żebrach?
Dla Olliego mam 2 cudne zabawki.
Miałam na allegro kupić takiego szczekającego i biegającego interaktywnego sztucznego, Yorka, ale ponieważ Olli był chory pomyślałam, że nie mogę go stresować.
Dostanie różową myszkę i fioletową pluszową krówkę – Milki
Jutro jeszcze jadę do sklepu może coś fajnego małego wypatrzę.
Nie za dużo, bo kasa mi się kończy na ten miesiąc  
No pięknie - we Włoszech nastąpił atak zimy jest mróz i występują obfite opady śniegu.
Ciekawe czy samoloty będą latały. 
Krasnale padły.
W związku z alertem pogodowym ogłoszonym przez Obronę Cywilną burmistrz Rzymu Virginia Raggi wydała rozporządzenie o zamknięciu szkół wszystkich szczebli, a także parków i cmentarzy.
Jak się człowiekowi wykituje to tylko prochy w śniegu rozsypać można.
Władze Rzymu zaapelowały o szczególną ostrożność, bo warunki pogodowe we Włoszech gwałtownie się pogorszyły. Fala złej pogody oraz groźnych zjawisk atmosferycznych jest nazywana "burzą świętej Łucji". No i kto by pomyślał, że zaliczę Święta ze śniegiem. Przed wczoraj nawet patrzyłam jaka tam jest pogoda, żeby odpowiednie ciuchy zabrać.
Kupiłam, w Internecie taką czarną koszulę, jak ta, którą straciłam w samochodzie P.
Niestety ta kupiona nawet tej starej do pięt nie dorasta.
Mam taką elegancką sukienkę i sądziłam, że jakby było chłodno, czarna rozpięta bluzka koszulowa mogłaby być super dopełnieniem tej kreacji. 
No cóż z tej nowej nie jestem zadowolona. 
Pikawka znowu mi się telepie. 
Zrobiłam sobie kawkę do popicia tabletek i ona serce doprowadza do telepania, całkiem jak odkręcony błotnik w starym rowerze. 
A' propos, wczoraj napisał do mnie pan K. z Łodzi,/rowerzysta/z pytaniem czy na rowerową wyprawę się piszę. 
O rany dałam mu mój telefon. 
Normalnie na rower ja, jak na lato – tato, ale teraz długo, by wyjaśniać na piśmie. 
Może zadzwoni, to go uświadomię, że jestem tyci potłuczona i do tego to telepiące jak stary błotnik serce.
Pewnie się załamie, ale co robić, jest jak jest, jeszcze mam nadzieję wykurować się na wyprawy rowerowe.
Nie chcę mieć czarnych myśli, ale z tym wyjazdem, jakoś się nie bardzo układa.
Zresztą ja tak mam, jak coś planuję, to zwykle moje plany się w niwecz obracają.
Raz już też miałam kupione bilety i wyszła z wyjazdu bania innym razem skręciłam nogę i trzeba było wszystko odwołać. 
Teraz te burze śnieżne, aż boję się Agi spytać, co tam u nich się porobiło? 
Zamiast kawy szykuję sobie witaminę C lewoskrętną. 
Dostaję po niej szczawiany w nerkach, ale lepsze to niż rozkołatana pikawka.
Do tego kicham jak najęta, a żebra przy kichaniu zwijają mi się w skrzypiące trąbki w płucach gra o’ la la.
Gdyby rok temu, ktoś mi powiedział, że tak mi się wszystko posypie, normalnie oskubałabym go z piór.
Dzisiaj patrzę w lustro i myślę, powłoka jak Cię mogę, ale wnętrze do kapitalnego remontu.
To tylko mrzonki remont niestety już w rachubę nie wchodzi. 
Miałam jechać jeszcze po prezenty ale nie wiem, czy to mi dobrze zrobi, dzisiaj jestem jak włoska fasola pod Neapolem, zasypana śniegiem i targana wiatrami.
No nie z wiatrami nie mam kłopotów hi, hi jeszcze póki co.

poniedziałek, 16 grudnia 2019

La Befana na szczęście nie ja.

Bajsza
 Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
16 grudnia 2019 r
Bilety mam już wydrukowane.
Czuję się znacznie lepiej choć są momenty, gdy wyraźnie wyczuwam arytmię serca, no ale pewnie to już tak będzie zawsze.
Mam jednak inne zmartwienie, Agi piesek ostatnio choruje.
No cóż sa to psy, które jakby genetycznie mają kłopoty z układem trawiennym.
Dzisiaj musieli z nim jechać do lekarza mimo niedzieli, bo 2 dni wymiotował a już tak miał wcześniej i okazało się, że zaczopowały mu się jelita.
Teraz lekarka dała mu kroplówkę, więc nie jest za wesoło.
Święta z chorym pieskiem mogą być nieciekawe a i oni nie będą mieli głowy do przyjmowania gościa. Oby mu się poprawiło.
Może troszkę poczaruję
Włoski przesąd, które przynosi szczęście
Toccare il ferro/dotknij żelazka/;jak na ironię. Chodzi jednak chyba o to, by sparzyć się świadomie, to już później nic nie grozi.
Natale con i tuoi, Pasqua con i vuoi, / oznacza Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, a Wielkanoc, z kim chcesz/
Szopka
Najważniejszym symbolem świąt Bożego Narodzenia we Włoszech są szopki, czyli włoskie presepe. Tradycja budowania imitacji miejsca narodzin Jezusa powstała w 1223 roku, kiedy to pierwszą szopkę zbudował św. Franciszek z Asyżu.
Dzięki, któremu mam wieczny odpust od pomniejszych znaczy nie śmiertelnych grzechów, gdyż w tym małym kościółku zbudowanym przez niego uczestniczyłam w takiej mszy, gdzie dawali taki odpust.
Obecnie szopki zdobią centra miast, kościoły, place, a ich mniejsze wersje znajdują się w każdym domu.
Włoskie szopki są bardzo oryginalne, a pomysłowość ich twórców często nie zna granic.
Najczęściej są budowane własnoręcznie, postaci są rzeźbione z drewna lub lepione z gliny lub masy solnej.
W niektórych rodzinach każdego roku szopka jest rozbudowywana, dodawane są nowe elementy lub postaci.
Co ciekawe, szopki nie są budowane wyłącznie, jako odzwierciedlenie stajenki.
Można spotkać szopki w kształcie góry, w kształcie jaskini, szopki,
 
jako miasta, etc.
Boże Narodzenie po włosku;
potrawy wigilijne
Boże Narodzenie po włosku kojarzy się również z wyśmienitym i różnorodnym jedzeniem.
Włosi 24 grudnia wspólnie z rodziną zasiadają do kolacji wigilijnej, czyli La Vigilia di Natale.
Jest to czas wspólnego, rodzinnego spożywania posiłku, ale także czas oczekiwania na pasterkę, będącą kulminacyjnym punktem wieczoru.
W bardziej konserwatywnych domach Włosi zasiadają do kolacji dopiero po pasterce!
Wigilia z pewnością nie jest tak uroczystą kolacją, jak w Polsce.
Przykładowo Włosi nie przełamują się opłatkiem i nie składają sobie przy stole życzeń świątecznych.
Moje dziecko z tego powodu jest chyba bardzo szczęśliwe, bo nigdy nie lubiła tych życzeń.

W trakcie kolacji wigilijnej, składającej się z 13 dań, nie jest spożywane mięso, a jedynie ryby, owoce morza i oczywiście w zależności od regionu – wszelkiego rodzaju pasta.
Najpopularniejszą rybą jest węgorz i dorsz, a z owoców morza spożywa się: kalmary, anchois, małże i ośmiornice.
Rodzaje podawanych przysmaków różnią się w zależności od tego, w którym regionie akurat się znajdujemy.
I tak: na południu Włoch, szczególnie w okolicach Neapolu podawane jest vermicelli alle vongole, czyli długi cienki makaron z małżami.
Na północy – w Lombardii podawane jest lasagne con anchois. W Apulii króluje spaghetti con il tonno. W Toskanii jada się scampi i vongole.
Po kolacji Włosi grają w karty lub tombolę.
W niektórych domach zaraz po kolacji wymieniane są prezenty.
O północy Włosi udają się na tradycyjną Pasterkę.
Po powrocie do domu z kościoła jest odpowiedni moment na składanie sobie życzeń z okazji Świąt, przy kieliszku wina lub szampana.
Niektórzy dopiero po pasterce obdarowują się prezentami.
Święta Bożego Narodzenia we Włoszech to dla wszystkich mieszkańców Półwyspu Apenińskiego szczególny czas.
Okres świąteczny zaczyna się właściwie od 8 grudnia. Ulice miast zaczynają rozświetlać świąteczne iluminacje i otwierane są jarmarki bożonarodzeniowe. Okres świąteczny kończy się dopiero w Święto Trzech Króli, czyli 6 stycznia.
Słynne włoskie powiedzenie: Natale con i tuoi, Pasqua con i vuoi, które oznacza Boże Narodzenie spędzaj z rodziną, a Wielkanoc, z kim chcesz dobrze odzwierciedla ducha tych świąt.
Boże Narodzenie to czas, który Włosi poświęcają rodzinie, spędzając go wspólnie w radosnej i luźnej atmosferze.
Czy włoskie bożonarodzeniowe tradycje różnią się od naszych?
Oceńcie sami – jak wygląda Boże Narodzenie po włosku. 
Tradycyjna szopka bożonarodzeniowa stanowi najważniejszy symbol
Najsłynniejszą żywą szopkę można zobaczyć na Piazza di Spagna w Rzymie, gdzie rokrocznie jest budowana specjalnie na tę okazję.
Jednakże największą szopkę podziwiać można w Neapolu, który uznawany jest za stolicę szopek. Neapolitańska szopka zbudowana jest z przeszło 600 elementów, wyrzeźbionych z drewna, gdzie postaci są ubrane w prawdziwe szaty uszyte z materiału.
 Popularny u nas symbol świąt, czyli choinka, we Włoszech nie jest aż tak rozpowszechniony.
Tradycja przystrajania choinki dotarła do Italii dopiero w XIX wieku.
Obecnie jedynie, w co czwartym włoskim domu staje choinka.
W niektórych domach, albero di Natale, czyli właśnie choinka przystrajana jest już 8 grudnia, a rozbierana dopiero 6 stycznia.
Włosi na choince wieszają zarówno bombki, jak i ręcznie wykonane ozdoby, girlandy, łańcuchy, szyszki, a także suszone owoce.
Boże Narodzenie po włosku – potrawy wigilijne
Boże Narodzenie po włosku kojarzy się również z wyśmienitym i różnorodnym jedzeniem.
Włosi 24 grudnia wspólnie z rodziną zasiadają do kolacji wigilijnej, czyli La Vigilia di Natale.
Jest to czas wspólnego, rodzinnego spożywania posiłku.
Lasagna con frutti di mare
Boże Narodzenie po włosku
25 grudnia, czyli I dzień świąt to dzień najbardziej uroczysty, podczas którego rodzina ponownie gromadzi się przy wspólnym stole przy obfitym obiedzie.
Jest to prawdziwa uczta, która może trwać godzinami.
Zaczyna się tradycyjnie od mających zaostrzyć apetyt antipasti: oliwek, regionalnych szynek i serów. Następnie, na stole nie może zabraknąć primi, czyli makaronu.
W tym zakresie także występują różnice w zależności od regionów.
Na północy popularne są faszerowane mięsem tortellini, podczas gdy na południu króluje lasagna nadziewana mięsem wieprzowym i kilkoma rodzajami serów.
Primi – tortellini nadziewane mięsem
Podawane są także zupy – można spotkać się z rosołem lub zupą z pora z pieczonymi ziemniakami, truflami i przepiórczymi jajkami.
Daniem głównym jest sztuka mięsa.
Najczęściej jest to jagnięcia, drób, cielęcina lub wieprzowina.
Dodatkiem do potraw mięsnych najczęściej są ziemniaki wraz z warzywami.
 Ciekawostką jest danie o dźwięcznie brzmiącej nazwie lo zampone.
Jest to świńska noga nadziewana mielonym mięsem wieprzowym.
Obecnie jest serwowana także, jako tradycyjna potrawa noworoczna.
Z dań faszerowanych warto wspomnieć także o il, cotechino czyli faszerowanych mielonym mięsem wieprzowym - jelitach. 
Świąteczne i dolci
Na świątecznym stole nie może oczywiście zabraknąć i dolci, które towarzyszą każdemu posiłkowi w tym kraju.
Jednakże przy tak doniosłej okazji, jaką są Święta Bożego Narodzenia nie znajdziemy tiramisu czy pannacotty.
Tradycyjną włoską słodkością podawaną po uroczystym obiedzie, (ale także po wigilii) jest panettone,
czyli wysoka babka drożdżowa nadziewana bakaliami.
Panettone pochodzi z Mediolanu, a jego nazwa pochodzi od słowa pane oznaczającego po prostu chleb. Zgodnie z jedną z licznych legend dotyczących powstania tego przysmaku – pierwsze Panettone upiekł piekarz o imieniu Antonio, który zakochał się w księżniczce i chciał ją oczarować swoim wypiekiem. Pewnego dnia do ciasta na chleb dodał masło, cukier, jajka, cytron i rodzynki, tworząc wspaniałą wysoką babkę, tak powszechnie dziś znaną.
Nazwa Panettone pochodzi od Pan di Toni, czyli chleb Toniego.  
Wśród innych tradycyjnych włoskich świątecznych słodyczy wyróżnia się także pandoro, czyli wysoką babkę w kształcie gwiazdy, pochodzącą z okolic Verony.
Kolejnym wypiekiem jest panforte, czyli chleb z dodatkiem orzechów, miodu i kakao, przypominający nasz piernik.
Popularne są także torrone, czyli nugaty pochodzące z okolic Wenecji oraz panpepato, czyli znane nam pierniczki.
Na południu Italii, szczególnie w okolicach Neapolu niesłabnącą popularnością cieszą się małe pączusie zwane struffoli.
Ich przygotowanie jest banalnie proste – wystarczy małe kuleczki ciasta usmażyć na głębokim tłuszczu (tak jak pączki), a następnie obtoczyć je w miodzie i kandyzowanych skórkach owocowych.
Na Święta przysmak ten układany jest w piramidy na talerzach i na końcu obsypywany cukrowymi kolorowymi kuleczkami.
La Befana
Okres świąteczny we Włoszech kończy się w dniu 6 stycznia, czyli w Święto Trzech Króli zwane Epifania. W noc poprzedzającą to święto do grzecznych dzieci przychodzi La, Befana czyli brzydka, stara czarownica latająca na miotle, która przynosi prezenty.
Na szczęście już mnie nie będzie, więc za starą brzydką czarownicę, latającą na miotle nie muszę robić.
Według legendy, Befana dowiedziała się o narodzinach Jezusa od Trzech Króli i chciała udać się złożyć mu pokłon.
Jednak po drodze zabłądziła i nie zdążyła przywitać małego Jezuska w stajence.
Od tego czasu nieustannie lata po świecie na miotle i podrzuca prezenty do domów, w których są małe dzieci, licząc na to, że w którymś jest właśnie Dzieciątko Jezus.
Mam nadzieję, że może Ania Polonia, która spędziła we Włoszech kilka lat coś tu doda od siebie.

sobota, 14 grudnia 2019

Ta sama.....

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
13 grudnia/piątek/ 2019 r
 Dzisiaj dopadła mnie taka refleksja, ludzie są dziwni i nieprzewidywalni.
Dawny znajomy napisał pod jednym moim zdjęciem, że jest piękne, ale już je widział i powinnam wstawiać nowe.
Nowe?
Co to znaczy chodzi mu o te zrobione teraz, gdy z trudem czasami mogę się doczłapać do łazienki?
Czy te z tego roku? Mam ich sporo zrobionych w antrakcie między urazem kręgosłupa na początku czerwca i prawie miesięcznym dochodzeniem do siebie a tym teraz z listopada, gdy niestety jeszcze do siebie nie doszłam.
Są dni, gdy jest zdecydowanie lepiej, ale i są takie jak choćby dzisiaj, gdy budzę się obolała i z trudem mogę dojść do łazienki.
Powinnam jego zdaniem martwić się o fotograficzne dokumentowanie swojej niedoli?
Czy co?
Gdy dzwonił do mnie inny dawny znajomy, który od lat choruje na cukrzycę i gdy się spotkaliśmy bardzo krytykował prowadzenie przez lekarza mojej cukrzycy.
Mówił do mnie jakby był autorytetem w sprawie cukrzycy.
Wierzyłam mu, bo ja zdiagnozowana cukrzycę mam od 2011 roku i ciągle mimo mojego dogłębnego zainteresowania nie wiele o niej wiem.
Więc dzwonił do mnie w imieniny i powiedział, że niestety ma otwartą ranę na nodze/wiadomo stopa cukrzycowa/.
Byłam u niego 2 lata temu i jeszcze wszystko było ok. Dbał o siebie o wiele lepiej niż ja.
Zresztą stać go było na to, miał emeryturę, co najmniej 10 razy większą od mojej i mógł pozwolić sobie na wszystko.
Stwierdził, że jak był na kuracji, to brał jakieś kąpiele na nogi kropelkowe czy coś w tym rodzaju i jak twierdził zarazili go czymś, bo źle myją urządzenia po innych pacjentach.
Ja od bardzo dawna, nie wchodzę do publicznych wanien i innych urządzeń, gdzie moczą się inni. Wiem, że tam można zarazić się nie tylko grzybicą, ale i ona powstrzymuje mnie przed wchodzeniem do wody w takich miejscach.
Popatrzcie taki przewidujący autorytet cukrzycowy i nie wiedział, że może sobie narobić kłopotu.
Mnie pouczał nawet obrażał traktując jak niedouka a sam się dorobił otwartej rany na nodze.
Tacy są ludzie, niby życzliwi dobrzy znajomi a jak tylko mogą próbują ci dowalić, tak czy inaczej.
Dzisiaj ten zegarmistrz, wszedł na mój profil i zostawił komentarz.
Nigdy wcześniej tego nie robił, nawet żadnych życzeń mi nie składał a teraz masz niezadowolony, że nowych zdjęć nie pokazuję.
Wysłałam na Mikołajki, takie rysuneczki z Mikołajem, dla ponad setki ludzi, może 10 osób napisało do mnie jedno zdanie lub chociaż wstawiło „aprobatę w postaci łapki’.
Takie są realia.
Miałam dzisiaj pojechać po wyniki morfologii, ale nie pojadę, bo jestem przesądna a już niemiłych zdarzeń w tym roku miałam dosyć.
Odczekałam do 14 nie wychodząc z domu teraz jak coś mi się złego przytrafi, będzie bez powodu.
Jedna kobieta a tyle twarzy, czy to możliwe? Hi, hi i ponoć wcale się nie zmieniłam tak przynajmniej twierdzą kurtuazyjnie moje byłe uczennice.

wtorek, 10 grudnia 2019

Gra w bambuko

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
10 grudnia 2019 r
Kupiłam sobie nową bluzkę koszulową czarną, "więc niech to pana już nie niepokoi" - może się dalej ta stara walać po podłodze pańskiego samochodu. Na zdrowie.  

Byłam dzisiaj u lekarza, pojechałam na 10.00, bo pomyślałam, że przy odrobinie szczęścia mogę być przyjęta przed przerwą śniadaniową pani doktor o 11.00. 
Okazało się niestety, że dzisiaj przyjmuje od 12.00 więc miałam praktycznie 2 godziny wolnego. 
Byłam kompletnie na czczo a na korytarzu spotkałam, moją uczennicę - pielęgniarkę, która jako jedyna potrafi jeszcze u mnie znaleźć jakieś żyły do pobrania krwi. 
Zapytałam czy mogę zrobić prywatnie badanie morfologii krwi, bo od wypadku cały czas mnie boli w tym boku, kto wie czy tam jakiś stan zapalny się nie wykluwa.
Zgodziła się pobrała mi krew i kazała zanieść do „1” gdzie robią badania i opłacić.
Okazało się, że obok w pokoju zabiegowym siedzi 2 moja uczennica, to miłe jak uczennice nas poznają po tylu latach.
Postanowiłam czas wykorzystać i iść do sklepu, może jakieś prezenty wypatrzę dla moich dzieci?
Po obejściu całego sklepu, okazało się, że kupiłam zestaw herbat „sekret natury” w świątecznym wystroju w mikołajki i bałwanki.
Została mi godzina, myślałam nawet, żeby iść na kawę do tej kawiarni, w której byliśmy z Kazikiem, ale poczułam się bardzo zmęczona i pomyślałam, że kawa na czczo może mi zaszkodzić.
Więc poszłam do przychodni i usiadłam na ławce. Tak mnie zaczęło boleć w tym chorym boku, że zaczęłam się pokładać na kanapie w poczekalni - nie wiele brakowało, żebym się na niej całkiem położyła.
Pani doktor przyszła - oprócz mnie było do niej 2 pacjentów. Ostatnio pacjentów jest coraz mniej.
Kazała mi zejść na dół i zarejestrować się.
Poszłam, co było robić. Miałam już trochę zakupów w plecaku, więc dźwiganie go nie bardzo mi się uśmiechało, ale nie miałam innego wyjścia.
Nim przyczłapałam się z powrotem już była moja kolej.
Zaczęłam z nią rozmowę od leków uznałam, że tak będzie lepiej.
Zapisała mi, co trzeba. Gdy jej powiedziałam o wypadku i o tym, że mnie trzymali na SORze 10 godzin, to dowiedziałam się, że jest to zarządzenie ministra zdrowia. 
Chyba chodzi o to, że jak pacjent nie wykituje przez te 10 godzin, znaczy, że jest zdrowy i nie ma go co do szpitala przyjmować.
Zapytałam ją o to, kim jest ten Paulo, który mnie przyjmował.
Dowiedziałam się, że jest w Polsce już 30 lat - chirurg, teraz już na emeryturze, ale pracuje, bo brakuje lekarzy, więc się załapał.
Zapytałam ją jeszcze jak to możliwe, żeby chirurg mylił, lewą stronę z prawą. Czy to znaczy, że mógłby wyciąć lewą zamiast prawej nerki?
Dostała autentycznego ataku śmiechu.
Powiedziała mi, że faktem jest, iż nie nauczył się dobrze mówić po polsku, właściwie bardzo słabo zna polski.
Tak myślałam, ale jak można mieszkać 30 lat w kraju i nie nauczyć się obowiązującego w nim języka. 
Pacjenci powinni mówić w jego języku, żeby ich kumał.
Jest z południowej ameryki.
Powiedziała mi, że kieruje mnie do kardiologa i ew. założą mi jakiś 24 godzinny monitoring na to serce, bo jak będę miała takie utraty przytomności w dalszym ciągu, to kwalifikuję się na rozrusznik serca.
Oczywiście, że raczej już bym się na żadną operację nie zdecydowała.
Przebadać jednak dokładniej mnie mogą.
A wizyta będzie w lutym z chorym praktycznie sercem, też do lutego można wykorkować. Dała mi jednak sporo rad, np. żebym sobie robiła takie ćwiczenia z głębokim oddychaniem. Jeśli tylko płytko oddychamy z powodu bólu, robią się zrosty i później już nie da się głęboko oddychać.
 
Później zbadała mi te żebra. 
Powiedziała, że miała złamane 2 żebra i wie, jaki to jest ból.
Chwyciła mnie z tyłu i ścisnęła. Jęknęłam, ale nie wystartowałam między gwiazdy, zatem uznała, że nie są złamane tylko potłuczone. W końcu w aptece okazało się, że źle wypisała insulinę, kazały mi aptekarki znów iść na piętro i poprawić. 
Później znów okazało się, że 9 jednostek wypisanych przez lekarkę to za mało, bo powinna napisać 13 i znowu kazały mi iść na górę.
Powiedziałam im, że jestem po wypadku i już nigdzie nie pójdę, bo padnę, to uznały, że zamiast 5 strzykawek dadzą mi 2. 
Wiadomo 5 wypisanych na 30% 3 dla nich tej dobrej insuliny to czysty zysk i sprzedały mi zamiast 5 – 2 - od takie czasy robi się pacjentów w bambuko. 
Leki są bardzo drogie zostawiłam w aptece prawie 400 zł
 
Do domu wróciłam taksówką i padłam jak kawka.

niedziela, 8 grudnia 2019

Stracona bluzka i wspomnienia

Bajsza
 Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
8 grudnia 2019 r
Siedzę 2 dzień na stronach Internetowych i szukam podobnej koszuli do tej, jaką zostawiłam u P. w samochodzie jak wracaliśmy z Dźwirzyna. 
Uwielbiałam ją bo była uszyta z super lejącego się materiału i często ją nosiłam jako narzutkę w chłodniejsze dni.
P. ją znalazł gdzieś na podłodze, myślałam, że choć mi ją podrzuci, ale widać czuje się ostatnio źle a i ja też nie bardzo nadaję się, żeby po nią jechać do Łodzi.
Tak czy siak pomyślałam, że może kupić nową podobną.
Problem jednak polega na tym, że kupując w Internecie nie wiadomo, jaki materiał, jaka czerń – itd.
Niestety muszę spisać ją na straty, bo jak przez taki długi okres wala się gdzieś po podłodze w samochodzie, to wyblakła i przeszła niemiłym zapachem, czyli już jej raczej nie założę.
Ano jakieś straty trzeba ponosić - czasami.
Szkoda tylko, że trafiło na moją ulubioną bluzkę, to cena płacona za gapiostwo i roztrzepanie. 
„Dziewczyno, kiedy Ty dojrzejesz, powiedziałaby moja 3 lata młodsza kuzynka?”
Ech…, trudno to też moja wada dla niektórych - jestem bliźniakiem a bliźniaki raczej nigdy nie dojrzewają.
To też ma swoje plusy, bo unikają później okresu przejrzewania hi, hi. 
Ot, wiecznie i niepoprawnie roztrzepane bywają aż do śmierci, mogą przy tym wywijać różne numery, jak choćby zostawianie swoich rzeczy w cudzych samochodach. 
Idę szukać dalej, już mi się oczy w 6 groszy schodzą, ale co robić.
Szukając bluzki znalazłam super buty i oczywiście jak to ja - kupiłam je, teraz czekam na przesyłkę od 1 grudnia jak utknęła w terminalu przeładunkowym, czort wie gdzie - tak nie mogą jej dalej puścić a mnie się paski do glukometru kończą i muszę iść do lekarza.
Zastanawiam się co lubicie najbardziej na śniadanie. Ja oczywiście chleb a raczej pieczywo pszenne, bo mi nie wolno - np. z pasztetem, albo z cebulką smażoną, mniam, mniam. 
Jednak ponieważ mi nie wolno, to muszę jeść rzeczy, których nie lubię – okropieństwo. 
To takie katowanie się za życia. Powinnam w ogóle rzucić jedzenie i zastąpić je innymi czynnościami mniej szkodliwymi dla cukrzyka.
Jednak z tymi „innymi”, też ostatnio jest cieniutko - samemu nudno a towarzystwo się wykruszyło, bo jest strzykające w kościach, nudne i malkontenckie.
Może to już czas zacząć modlić się i chodzić do kościoła na potęgę, albo leżeć jak ja teraz i czekać, na lepszą rzeczywistość.
Umarła kolejna moja koleżanka.
Znaczy kolegowałyśmy się w dzieciństwie, później ona jak wieści niosły, żyła delikatnie mówiąc bez hamulców.
Nie wyszła za mąż zajmowała się mężami innych dziewczyn, no i skończyło się, przeszła drugą stronę tęczy.
Była oryginalna, bo miała jedno oko niebieskie a drugie zielone, przez co chodziła w przyciemnionych okularach.
Byłyśmy razem w Dusznikach w prewentorium, powinnam mieć gdzieś zdjęcie z tamtego czasu.

W 4 ławce przy drzwiach to ja :).
Ona siedziała bliżej.
Oj już tam nieźle nawywijałyśmy. 
Opisywałam to kiedyś. 
Miałyśmy faceta wychowawcę to było jedyny raz w mojej karierze naukowej, pewnie dlatego tyle wiedzy pochłonęłam, nikt mnie nie rozpraszał.
A klasa w Dusznikach to był babieniec.
2 rok naszej nauki w podstawówce. 
Kaziu może Ty poznajesz jakieś dziewczyny wszystkie były z naszego miasta?

Archiwum bloga