środa, 9 kwietnia 2014

W duecie choćby na tablecie.


Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 34
˜˜*°°*˜˜
Ogródek zżera cały mój wolny czas.
Wczoraj byłam w pracy i u braciszka i u Tereni, więc teraz nadrabiałam zaległości w ogrodzie.
Posiałam sałaty, koper włoski, pietruszkę naciową, rzodkiewki i troszkę jarmużu.
To, co miałam z zeszłorocznych nasion.
Świeże kupię po 9. Paznokcie znów do malowania chyba będę musiała je skrócić, bo już nawet pisać na klawiaturze za bardzo nie mogę.
~~~~~~~
W pracy weszłam do pokoju na przerwie i fajnie było, ludzie się nie zmienili, przyszło trochę nowych, ale Ci nowi pewnie fajniejsi niż niektórzy starsi, choć prawda jest taka, że niektórzy nie starzeją się wcale – są ciągle młodzi i radośni a inni jak byli, „jacy tacy byle, jacy” to tacy zostali.
Zawsze mierził mnie w tym zawodzie taki fałsz.
Tiutu, tiutu a jak trzeba pokazać, że jest się otwartym to od razu pojawia się, „ale…”.
Na szczęście wśród moich bezpośrednich kolegów zawsze była w miarę szczerość a nawet jak było współzawodnictwo to raczej zdrowe.
Dzięki Bety i Bożuś zrobiłyście mi hi, hi dobrze.
A właściwie nie ma, co pisać, bo później ludzie się obrażą, że nie wszystkich do jednego worka pakuję.
Każdy jest inny i z tym należy się liczyć.
Cukier mi spadł przy pracy w ogrodzie, więc mogę sobie, kilkoma kosteczkami czekolady z orzechami umilić życie.
To jednak ma minus, bo od razu chce mi się po tej czekoladzie, zjeść kanapkę, ale co robić, krupnik jadłam o 9.30 a teraz jest 15.47.
Minął kolejny dzień znów w ogrodzie, zrobiłam porządki w donicach z truskawkami, wysadziłam seler zeszłoroczny do ogrodu na natkę.
Cholerka zapomniałam założyć rękawiczek. Wróciłam do domu szorować dłonie. Ups! Nie mam jeszcze nawyku noszenia rękawic. Dobrze, że przyszłam, bo tabletki nie wzięłam a już 12.30 No i poranną kawkę zrobiłam.
Teraz najważniejsze.
~~~~~~~
Miałam takie marzenie jak dla mnie OGROMNE, ale postanowiłam już je zrealizować, bo chyba mogę.
Nie piszę, jakie, żeby nie zapeszyć, ale ostatnie takie mogłam zrealizować za pieniądze z odszkodowania za pchnięcie mnie na filar, przez takiego jednego, któremu już wybaczyłam – chyba, dlatego, że PZU tak mi to zrekompensowało.
Kocham realizować swoje marzenia.
Co do nowości to odezwał się stary znajomy, który miał szansę, bo dobrze zaczął, ale chyba już zaczyna mu brakować cierpliwości na mnie, bo
ja nie jestem dziewczyna łatwa
„….Oj niełatwa i co do tego,
Potrafiła tę rzecz zagmatwać,
Aż do stopnia niesłychanego.
A gdy wreszcie zmysłów pociskiem,
Na orbitę mknąłem rozkoszy,
Pospieszyły usta jej bliskie.
Ostrzeżenie takie wygłosić:
Przeklnę cię!!!!...”
~~~~~~~
Hi, hi ja jestem jak aniołek tylko trzeba wiedzieć jak ze mną postępować, – czyli trzeba inteligentnego mężczyzny, gamoń nie da rady a i ja nie jestem już w stanie z gamoniem dłużej niż jedno popołudnie wytrzymać.
~~~~~~~
Wiosna w trawach kwiaty słodzi
O poranku kropelkami budzi tuli-pana
A pan proszę pana jakiś smętny jest od rana.
Już mi nie mówi kochana.
Były urocze, najszczersze,
te pańskie wiersze.
Wielka szkoda, że przeszła panu ta moda.
Trudno poszukam kwiatów rumianku,
wśród niezapominajek umoszczę w wianku
I taka zwiewna zaspana zatańczę w trawie
od rana, wokół smużki
pary z kawy na boso dziecięce
wskrzeszę zabawy szalone.
Niech pan nie patrzy zdumiony
Posyłam panu ukłony, posyłam panu buziaki,
choć jakiś pan byle, jaki,
nie śmieje się i już nie tuli mojej nocnej koszuli.
Mrówki w falbanki mi włażą
a mnie się wyprawy marzą
z panem namiętne w duecie,
choćby na tablecie.
~~~~~~~
Dziś wyjątkowo pięknie pracowałam, ogród jest coraz ładniejszy a i w mieszkaniu sporo robiłam.
Umalowałam paznokcie, na burgund.
Jestem zaproszona w czwartek na wernisaż, może troszkę zdjęć zrobię, może odrobinę filmu – zobaczymy.
Strasznie prozaicznie jest wokół mnie – trzeba to troszkę zmieniać, bo na nudę zachoruję a to okropna choroba.

środa, 2 kwietnia 2014

U Podróżnika

 Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 33 
Ad hoc czy skok w bok?
˜˜*°°*˜˜
Czasami tak się dzieje, że zaskakują nas dobre wiadomości, dziś rozsypały się jak z zaczarowanego koszyka.
Zacznijmy od początku, wczoraj byłyśmy z Terenią u podróżnika – wolałabym nie pisać o tej wycieczce, może tylko tyle, że znalazłam blog człowieka wędrującego po świecie, napisałam kilka uwag pod zdjęciami, niektóre były przepiękne, ale niektóre miały sporo błędów technicznych, co zawsze mnie drażni w dobrych relacjach z wypraw.
Tak czy siak spiknęliśmy się, pan zaprosił mnie z koleżanką „żebym się nie bała” do siebie.
No i wizyta odbyła się. Troszkę sfilmowałam, – ale to nie wszystko, więc wolałabym na razie o pewnych sprawach nie pisać – za mało jeszcze się znamy. 

Trzeba powiedzieć, że ta melodia szła cały czas, jako podkład do slajdów oglądanych przez nas z podróży i w końcu Tereska powiedziała, czy to nie Banaszak śpiewa? Odskoczyło mi natychmiast „Ja dla pana czasu nie mam” – no i to, może jako żart prima aprilisowy utkwi nam w pamięci. 
˜˜*°°*˜˜
Dziś skoro świt zmontowałam film i położyłam się odespać wczesne wstanie a tu o jedenastej telefon i propozycja – bardzo taniego wyjazdu do Tunezji.
Pan właściwie cały czas opowiadał o swoich wyprawach, opowieść była fascynująca, kolorowe zdjęcia przesuwały się w ogromnej plaźmie na ścianie.
My choćby z tych opowieści a i obejrzenia domu poznałyśmy pana, ale on zupełnie nie miał okazji poznać nas.
O mnie nie wie kompletnie nic, nawet nie zapamiętał, że mam psa i nie mogę sobie tak ad hoc wsiąść w samolot i polecieć na drugi koniec świata.
Troszkę był rozczarowany, bo wystarczyło mieć tylko ok. 2 tyś zł i moglibyśmy razem polecieć bilet tylko 700 z groszkiem hotel 1500 : przez 2 no i jakieś kieszonkowe.
Dla mnie to pestka - no nie.
Policzyłam drobne w portfelu i mam 20 zł do 9 tego hi, hi.
˜˜*°°*˜˜
Oczywiście z bólem serca odmówiłam – tłumacząc się tym nieszczęsnym Szabajem, który w czasie mojego wyjazdu do podróżnika z rozpaczy usiłował popełnić seppuku.
Wyrwał sobie paznokieć ze stopy i mieszkanie było całe we krwi, gdy wróciłam.
Nie wiem czy nie będę musiała z nim iść do weterynarza.
˜˜*°°*˜˜
Jednak w oczekiwaniu na świąteczny prezent z pracy postanowiłam sprawdzić, kiedy kończą mi się raty pożyczki i kiedy będzie koniec spłat laptopa.
 I co się okazało, że w maju będę bogatsza o 276 zł i to jest ta cudowna wiadomość.
Koniec rat. Ya-hoo!!! Juhu!!!
Jakbym jeszcze telefon stacjonarny skasowała miałabym równo 300 zł, co miesiąc – Z taką kasą można marzyć o Malediwach
To tak jakby, mieć za darmo prąd, co miesiąc – super.
Jeszcze mam możliwość zarobić trochę grosza, bo mam kredyt linię, za którą co miesiąc płacę 60 zł i nie spłacam nic a mogę wziąć pożyczkę na 3 lata, spłacić kredyt linię od ręki, czyli co miesiąc zaoszczędzić 60 zł a spłacać 106 przez 3 lata i mieć spłacone wszystkie długi.
Tu trzeba pomyśleć, bo inflacja itd. Nie wiem czy warto, bo w efekcie miałabym zamiast 360zł + tylko 254 +.
Jednak zawsze możliwość po sięgnięcie w tę kredyt linię.
Jestem lekkoduchem i wcześniej czy później te pieniądze przepuszczę a tak jestem jakby w kagańcu nic więcej ugryźć nie mogę czy chcę czy nie.
Nienawidzę kombinowania z tymi pieniędzmi, człowiek powinien mieć tyle ile potrzebuje i cieszyć się z możliwości wydawania.  
W każdym razie od maja złapać mogę wiosenny oddech.

piątek, 28 marca 2014

Kartka z kalendarza - rozdział 32

 Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 32
Byłam w pracy, napisać pisemko, bo jakieś prezenty nam szykują na Święta.
Muszę przyznać, że pod tym wzglądem dbają o nas.
W ogrodzie na trawniku czekała na mnie paczka z ostatnią kupioną sukienką. Listonosz, dostał czekolady i przywozi mi wszystko do domu. Nawet jak nie ma mnie w ogrodzie wrzuca paczki na trawnik.
Taka cudna pogoda była, że pierwszy raz tej wiosny założyłam moją nową skórkową czerwoną kurteczkę i fajną spódnicę i super botki. Odstawiłam się i tyle. Niech sobie nie myślą. Mimo, że już wzięłam się za porządki w ogrodzie, to jeszcze udało mi się pazurki długie utrzymać. Pracują w rękawiczkach, czego nie cierpię, ale albo śliczne dłonie albo paskudne gumowe rękawiczki. Muszę kupić nowe, bo te przez zimę troszkę się skruszyły i osty ostatnio mnie pokuły.


Czuję zapach smażonych kiełbasek, na wsi u Tereni rany znów jestem głodna.
˜”*°°*”˜ 
Pojechałam do Tereni, zawiozłam jej kołnierz na szyję, bo ją boli - ja miałam 2 po tym jak sama musiałam nosić, więc jeden jej podarowałam. 
Zawiozłam jej też spódnicę, którą kupiłam w Szafie - jest na mnie za duża.
Siedziałam u niej dość długo - musiałam skrócić jedną sukienkę - moje maszyny, źle szyją, więc zrobiłam to u niej.
Ona ma odjazdową maszynę do szycia. 
Prawda też jest taka, że fajniej się pracuje w towarzystwie.
Jasiek zadzwonił, że ma swojskie jajka od kurek z działki i czy chcemy, umówiłyśmy się, że przywiezie 10 dla mnie i 10 dla Tereni. Już 2 raz biorę od niego i faktycznie są pyszne.
Nie ma jak mieszkać na prowincji.
Wróciłam do domu przed 16 tą, jeszcze tę sukienkę rozprasowałam, bo zrobiłam 2 zakładki, nie chciałam jej ucinać – jest cudna. 
Szabaja odchudzam siebie zresztą, też, ale wczoraj była ostra dieta, zatem dzisiaj zrobiłam muszelki gryczane, taki makaron z kapustką i odrobiną mięska. 
˜”*°°*”˜ 
Wieczorem zadzwonił mój nowy znajomy podróżnik ze Strykowa, zaprosił mnie z Terenią, żebym się go hi, hi nie bała do siebie na oglądanie zdjęć - stary numer z licum hi, hi. 
Tereska jedzie, jako niby przyzwoitka, kawał chłopa z niego, ale myślę, że we dwójkę jakby, co dałybyśmy sobie z nim radę. 
Ma nas zabrać z Dworca do siebie. 
Oglądałam część jego zdjęć z podróży. Matko słodka prawie 23 a ja głodna taka jestem, że bym wilka z kopytami zjadła. Nie kupiłam chleba, więc musiałabym coś pokombinować, jak nie wytrzymam to upiekę ze 3 ziemniaki. 
Jak ja mam schudnąć jak mnie o tej porze bierze głód. 
Ok łyk kawy może mi przejdzie.
Boję się o tę wizytę u Zbyszka, bo powiedział, że jest super kucharzem i kobiety do kuchni nie wpuszcza.
Idealny mężczyzna – gotuje a do tego kocha podróże. 
Choć był w Himalajach, to chyba na nartach nie jeździ a szkoda.
Jeszcze nie wiem czy lubi sprzątać jak lubi to się w nim chyba zakocham hi, hi. 
Obie z Terenią, jesteśmy trochę stuknięte i nie wiadomo czy nas gdzieś na rozjeździe nie wyrzuci z auta – tym bardziej, że umówiłyśmy się w prima aprilis - może by mu jakiś kawał wykręcić – to jest myśl muszę coś wykombinować. 
Muszę wrzucić ze 2 ziemniaki do piekarnika, bo nie usnę tak mnie ssie w żołądku. O od wczoraj jeden został upieczony, więc go tylko przygrzałam z Szabajem na spółkę.
˜”*°°*”˜ 
Postanowiłam sobie, że do lata koniec z zakupami.
Muszę zacząć trochę oszczędzać.
Matko słodka jak to się robi?

czwartek, 27 marca 2014

Tai chi w fiołkach tańczącej z grabiami - rozdział 31

 Gdy odlatują motyle
Wszelkie
podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie
przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest niemożliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 31
Przerwa na kawę, ale chyba na dzisiaj zakończę ćwiczenia w ogrodzie,
bo się zachmurzyło i zanosi się na deszcz.
Najpierw obejrzałam instrukcję dla początkujących, bo kiedyś ćwiczyłam,
ale wyparowało mi i potrzebowałam się wspomóc teorią.
Później obejrzałam ten film, 

bo pokazuje technikę, na niej już później można improwizować w
zależności od możliwości fizycznych. Oczywiście przeplatam to grabieniem
trawnika, bo ogród po zimie jeszcze nie całkiem uporządkowany.
Praca w ogrodzie stanowi aktywną medytację tak jak tai chi, ja
staram się ukierunkowywać myślenie.

Wczoraj znalazłam na Facebooku zdjęcie, które mnie kompletnie
rozwaliło. Nie, dlatego, że takie piękne, a może właśnie, dlatego, że takie
cudowne. 

Kiedyś dawno temu zrezygnowałam z uczucia, które było dla mnie ważne,
ale wtedy miałam świadomość, że jak pozwolę mu „nas” omotać spowoduję to, że
nasze uczucie zrujnuje inny rodzinny układ, który na pewno nie był idealny, ale
były w nim już dzieci i wnuki. Odcięcie się od tej więzi spowodowałoby zapewne
wieczną tęsknotę z dziećmi wnukami – zrozumiałam, że pewnie podświadomie winą
obarczano, by mnie. Zresztą ja sama pewnie miałabym nieustanne wyrzuty
sumienia. Jestem mimozą, motylem za delikatna do robienia podłości a tamta
nasza miłość miała pod podszewką podłość, która wtedy nas mało obchodziła, ale
wcześniej czy później oboje byśmy sobie 
ją uświadomili. 
Wczoraj zobaczyłam to zdjęcie, jak człowiek, którego po swojemu kocham do dziś, dźwiga pod pachą swoją najmłodszą wnusię i żadne poloty serca nie są warte tego, by stracić w życiu taką chwilę.
Ćwiczyłam to tai chi i myślałam o tym, że mimo rozdartego serca podarowałam komuś to, z czego chciał zrezygnować pod wpływem spóźnionego uczucia.
Takie sytuacje nie są łatwe, czasami rezygnujemy z własnego szczęścia, ale mam świadomość, że szczęście, jeśli budowane jest na cudzym nieszczęściu wcześniej czy później będzie nas bolało.

Gdyby wszyscy tak myśleli, mój związek nie musiałby się rozpaść, no cóż „każdy jest kowalem……”
Kawka wypita, jeszcze łyknę Siofor, deszcz nie pada, więc skoczę troszkę jeszcze potańczyć z grabiami.

wtorek, 25 marca 2014

Gdy przylatują motyle...rozdział 30

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 30
Gdy przylatują motyle...

Wiosna…budzę się ze świadomością, że lada chwila zobaczę drugiego motyla, bo pierwszego już widziałam.
Bielinek kapustnik chyba? Był taki żółciutki jak dojrzała cytryna. 
Z tymi motylami to wiele historii w moim życiu się łączy.
Nawet, gdy moszczę się o poranku w łóżku, żeby po połknięciu porannego diaprelu jeszcze troszeczkę się ogrzać sennymi marzeniami, czuję się jak motyl i boję się, że cielsko Szabaja postrąca mi pyłek ze skrzydeł nóg moich. 
Ja się moszczę on się na moich nogach sorry – uwala, żebym bez jego wiedzy nie mogła gdzieś odfrunąć, a mimo to jestem ciągle jak motyl szczególnie o tej porze roku.
W nocnej koszulce w siąpiącym deszczu wysiałam rzodkiewki pod płotkiem ogrodu, bo wczoraj Janusz mój brat przypomniał mi, że to już pora. 
Wysiałam i przyfrunęłam do mieszkania, żeby osuszyć skrzydełka jeszcze pod kołdrą.
Zaczęły wracać motylkowe wspomnienia. 
Wczoraj na pogrzebie dowiedziałam się, że też już umarła moja uczennica Jola. 
Od dawna poważnie chorowała. Gdy ostatnio kilka lat temu rozmawiałyśmy myślała, że pokonała chorobę. Kiedyś mnie strasznie rozśmieszyła, była polonistką a przyjęło się domniemywać, że humanistki to postacie uduchowione niesamowicie a ona hi, hi odpaliła dyrektorowi taki tekst, że muszę wykropkować licząc na Twoją wyobraźnię „Panie dyrektorze to jest proste jak k….psa. Wszystkich zamurowało a młody dyrektor tylko spłonął rumieńcem. Ktoś powie, że to niebywałe prostactwo, ale ja uważam, że paru dyrektorom, gdybym kiedyś tak odpaliła chodziliby koło mnie jeszcze większym łukiem, czasami z prostakiem trzeba postępować właśnie tak, choć ja zawsze byłam za subtelna za motylkowa.
Kiedyś znalazłam taki list napisany jak sądzę do mnie – matko słodka jak to dawno temu było a ciągle myślę jakby to było wczoraj.
" Wiosenna Łączka, 12 kwietnia 2004

                                              Najwspanialszy Motylu!

Spodziewam się, że list, który teraz właśnie trzymasz, zaskoczy cię.
Nie co dzień przecież otrzymujesz pocztę i to w dodatku od nieznajomych.
Mam nadzieję jednak, że go nie zlekceważysz, przeczytasz do końca i zamieścisz gdzieś, nawet w najbardziej nieciekawym zakątku swojego serduszka.
            Skoro dla Ciebie jestem osobą zupełnie obcą, wypadałoby się przedstawić. Kłopot w tym, drogi Motylu, że ja wciąż sam nie wiem, kim jestem. Zbyt duża część mojej i tak króciutkiej, żuczej egzystencji została zmarnowana. Za mało jeszcze wiem o całym otaczającym mnie świecie, niewiele zdołałem się nauczyć, nie wszystko jeszcze potrafię ubrać w odpowiednie słowa. Czasem ciężko jeszcze mi uporządkować w głowie to, co widzę, co słyszę, co się dzieje… Każdy następny dzień umacnia w mnie przekonaniu, że za mało rozumiem, a to, co już się zdarzyło, nigdy nie wróci…
            Tym, co tak bardzo odmieniło moje życie, było kilka lat spędzonych w zamknięciu… Tylko dlatego, że Ktoś postanowił zniewolić mnie w czterech ścianach tekturowego pudełka po zapałkach… To naprawdę potworne uczucie, nie zdążysz nawet nacieszyć się światem i własnym jestestwem, gdy więżą cię samego w zupełnej ciemności, w niewypełnionej niczym pustce, w dźwięczącej każdym moim oddechem ciszy…
            Zapewne zastanawiasz się, czemu w tak tragicznej sytuacji nie podjąłem próby buntu, oswobodzenia, ratunku… Otóż, starałem się, walczyłem… Nie pomagało, gdy mocowałem się z kartonowymi murami wszystkimi trzema parami odnóży… Brakowało mi sił, by jeszcze głośniej krzyczeć, a słowa zaczynały więznąć mi w gardle… Bo z oczu gorzkimi strumykami zaczynały toczyć się łzy… W pewnym momencie zupełnie zrezygnowałem, poddałem się, przestało mnie cokolwiek obchodzić… Usiadłem tylko skulony w najdalszym kątku i zapłakałem… Tak jak nigdy… Tak bez ustanku, bez końca, bez ukojenia, bez nadziei… Bez sensu…
            Zupełnie zatraciłem poczucie czasu, sam już nie pamiętam, jak długo tkwiłem w tej samej pozycji, z twarzą żuczka mokrą od drobnych, owadzich łezek…Wiem tylko jedno, nadszedł taki moment, że zupełnie zapomniałem, gdzie jestem… Że stałem się obojętny na własne odczucia, na otaczający smutek, moją osobistą żałobę… Pamiętam, że pokochałem klatkę, której jednocześnie nienawidziłem… Zmuszono mnie do miłości dla sztucznego świata… Dla Ciebie to może dziwne i nienaturalne, ale nie umiałem przypomnieć sobie, jak wygląda „zewnątrz”… Nie mogłem przypomnieć sobie, jak wyglądają żuki, jak wyglądam ja sam… Żałowałem, że nie nauczyłem się na pamięć czułków, trzech par nóżek, błyszczącego pancerzyka… Wyobrażałem sobie, jak bardzo mój musiał zszarzeć, zblaknąć od przytłaczających trosk…
            Aż pewnego dnia stał się cud… Zupełnie nagle, zupełnie bez przyczyny Ktoś otworzył pudełko. Oślepiło mnie światło słońca, za którym zaczynałem usychać z tęsknoty… Poczułem, jak promyczki delikatnie pieszczą mój grzbiet swoim ciepłem… Ale nagle zacząłem się bać… Oduczyłem się przecież zwykłego życia, straciłem swoje miejsce…
            Ale właśnie wtedy zobaczyłem Ciebie… Latałeś tak beztrosko… Zazdrościłem Ci tej wiecznej wolności, radości z życia, tego spokoju, sielanki… Wodziłem za Tobą wzrokiem tak długo, dopóki moje oczy znosiły blask bijący od Twoich tęczowych skrzydeł. Brakowało mi tchu… Feeria kolorów, zapachy, które za sobą przyniosłeś… Delikatne dźwięki… To dzięki Tobie na nowo zapragnąłem wszystko odkrywać… Po kolei…I wtedy Cię pokochałem… Na ślepo, intuicyjnie, bez żadnej wiedzy o miłości… Dopiero potem uświadomiłem sobie, że Ty przecież jesteś Motylem… Żyjącym ideałem piękna, którym ja nigdy nie będę… A Ty nigdy nie zwrócisz uwagi na okaleczonego nieszczęściem Żuczka, samotnego, drżącego, opuszczonego…
            Teraz, gdy już tyle o mnie wiesz… Gdy zdecydowałem się przed Tobą otworzyć… Spodziewam się, że w dalszym ciągu zastanawiasz się, po co ktoś taki jak ja do Ciebie napisał…
            Chcę ci serdecznie podziękować… Za to, że nieświadomie dałeś nadzieję… Że pojawiłeś się jak mesjasz, jak postać z obrazka, którą stawiasz sobie za wzór… Za to, że stałeś się dla mnie niedoścignionym celem, mobilizacją do wszelkich działań… Do dziś staram się być takim motylem pośród żuczków… Dążę do tego, by w oczach pozostałych stać się pięknym i kolorowym… By także mnie podziwiano… To dzięki Tobie mój pancerzyk dziś lśni piękną czernią, dzięki Tobie zdołałem jakoś zebrać siły…
            Chciałbym też, żebyś pamiętał, że gdzieś na świecie jestem ja… Osoba, której zapaliłeś światełko, w którą wlałeś iskierkę życia… Nie musisz się poczuwać do odpowiedzialności za mnie. Ten list to taki mały dar ode mnie. Od mojego żuczego serca. Niech zagości w twoim motylim sercu.
            Najserdeczniej pozdrawiam, życzę wszystkiego dobrego.
                                                                             Czarny Żuczek”
Żuczek nawet czarny też może stać się cudny!!! 
Ten list nie jest przypadkowy, uświadamia, że istnieją dwa światy ten pełen trosk, ludzkiej obojętności, zawiści, zazdrości, oziębłości duchowej i moralnej, materializmu dążenia do coraz to lepszych, zabawniejszych gadżetów, mocy władzy i ten drugi – 
ŚWIAT MOTYLICH MARZEŃ. 
Każdy z nas je ma tylko nie każdy ma odwagę przyznać się do nich, boi się, że go wyśmiejemy, uznamy za mięczaka, niedostosowanego, albo wręcz wariata.
Ten drugi świat pozwala nam realizować najcudowniejsze pomysły, pozwala nam być takim, jakim jesteśmy naprawdę. Ten drugi świat czasami mościmy jak skrzydełka nad ranem w rozgrzanej pościeli i nim wrócimy do tego skomercjalizowanego świata, gdzie wszystko przelicza się na $ czy Euro i gdzie nie wolno nam być sobą. Zastanawiam się czy jest takie miejsce skąd przylatują motyle, gdzie człowiek nie musi niczego udawać - może właśnie tam fruwają między pierwszymi wiosennymi kwiatami moja Halinka, ciocia, Jola, Zbyszek, Sławek, Michał, czy Ania, która pewnie dziś właśnie robi tam rekonesans.
Cudownych lotów kochani, a tym, co tu ze mną jeszcze ciągle szukają motyli życzę, by, choć przez chwilę pomyśleli, że przyjdzie taki dzień,              GDY - TRZEBA BĘDZIE SOBIE WYBACZYĆ – to, czego inni, mimo, że może nam wybaczyli, ale ciągle zapomnieć nie potrafią.  

Archiwum bloga