piątek, 15 czerwca 2018

Świerszcz co zza komina...

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
15 czerwca 2018 r.
  No wczoraj zabalowałam z kolegą, wypiłam 50 ml. nalewki. 
Poszalałam na całego, ale jakoś mi to służy, 
do tego zjadłam jeszcze kawałek wczorajszego tortu.
Porozmawialiśmy z fajną babeczką na Facebooku i balowaliśmy, choć nie za długo. Ja się koło 22 wyniosłam do siebie tak było bezpieczniej ze względu na względy. Poszłam spać komputer zaś szalał całą noc odtwarzając mi filmy z You Tube.

Pewnie, dlatego miałam takie boskie sny.
Mówi się, że sny są projekcją naszych nieuświadomionych myśl.
Śniło mi się, że pojechałam z grupą młodych ludzi na zaproszenie Hollywood, chodziło o realizację małego projektu filmowego.
Nie takiego małego, bo jego realizacja miała trwać rok, na tyle wytwórnia nas zatrudniła.
Na głównym spotkaniu miałam wystąpić z krótką 4 min prezentacją projektu. Problem polegał na tym, że nie znałam języka angielskiego na tyle, by spokojnie zaprezentować nasz pomysł.
Jednak jakoś bez większych wpadek wygłosiłam to, czego wykułam się na pamięć.

W końcu trzeba było wrócić do domu zabrać więcej ciuchów i pojechać na realizację projektu.
Ponoć dla całej 6 osobowej grupy dostaliśmy dom, w którym mieliśmy mieszkać, jednak pierwsze pieniądze mogły zjawić się po jakimś czasie.
Musiałam zorganizować kasę i tu zaczęły się pierwsze schody.
Oczywiście obudziłam się na trzy godziny przed odlotem do Stanów.

Sama nie wiem czy chciałabym pojechać na rok do Los Angeles.
Ameryka mnie nie fascynuje, ale gdyby z tego mogły być pieniądze na inne podróże to, kto wie?
Co mi w tej głowie siedzi?
Oj pojechałabym w świat gdziekolwiek, żeby życie zacząć od nowa.
Tylko myśląc realnie czy to się opłaca? Stawiać wszystko na głowie, gdy się ma tyle, co ja lat.
Za 3 dni wracam do domu i tu jest mój ból.
Na szczęście da się kolejny wyjazd jakoś spiąć finansowo.
Miałam małe oszczędności jakoś dam radę a że samochód odjechał w nieskończoność, to już inny temat.
Jestem jeszcze senna.
Jest pogoda na plażę nie wiem czy to dobrze, bo schodzi mi skóra głównie z pleców. Nie mam za bardzo jak ich smarować. Muszę się pogimnastykować i spróbować tam dotrzeć z kremem. Nigdy takich ilości kremu nie wcierałam w skórę, czuję się bosko i skóra jest o wiele ładniejsza.
Tylko z tymi plecami mam problem – posmarowałam je, byłam w końcu gimnastyczkę, ręce sięgają mi dalej niż u innych.
Jest ok. swędzą mnie plecy, pewnie są tam pęcherzyki, ale muszę jakoś się powstrzymać i nie drapać po nich.
Pogoda już się spierniczyła. Na samą myśl o chodzeniu bolą mnie nogi.
Jednak to chodzenie tutaj to całkiem niezły trening przed Jantarem. Tam są gigantyczne schody, które trzeba będzie pokonywać każdego dnia i do tego chyba nie mają poręczy, na której możnaby się oprzeć.
Z walizką to będzie przejście jak na dworcu w Kansas City - schodami do nieba.
Ech jakoś dam radę. „Nie takie rzeczy żeśmy ze szwagrem….”
Pochmurno spałam jeszcze troszkę, mój gospodarz chyba jeszcze śpi a ja w połowie już jestem spakowana. Przeraża mnie ta podroż, ale niestety nikt mi tu nie pomoże. No cóż pewnie znowu ją odchoruję, ale trudno – te 2 tygodnie warte były tego. Wywietrzę mieszkania, popiorę ciuchy i w kolejną podroż ruszam taki ze mnie globtroter.
……….
Mówisz - to tylko słowa,
ważne - co dusza....,chowa,
ważne, co w trawie błyszczy,
sen ważny - gdy się ziści
i świerszcz, gdy zza komina
tęsknoty przypomina.
     
         bajsza

środa, 13 czerwca 2018

Wyspa marzeń

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
13 czerwca 2018 r.
 Skóra mi już schodzi normalka, pierwsza skóra nad morzem musi zejść.
Kurczę blade znowu boli mnie ta noga skręcona i to nie przy chodzeniu, ale jak jakoś źle postawię.
To jest masakryczny ból jak by ktoś włączoną wiertarką zahaczył mi staw.
Mucha przyleciała do mieszkania. Więc już nie jestem sama.
Dzisiaj dostałam zdjęcie od kolegi z greckiej wyspy Santorini.
To miłe próbowałam zrobić swoje zdjęcie, ale wychodzę jak pogięta. 
Mam dobre 2 telefony, ale żaden nie robi dobrych zdjęć.
Mam taki mini statyw do zdjęć z telefonu, ale nie wzięłam, ręką nie potrafię tak oddalić, by zdjęcia były dobre. 
Obiektyw strasznie zniekształca twarz. Samemu niektóre rzeczy robi się trudno. Np. nie mogłam dobrze posmarować sobie pleców i teraz złazi mi skóra. Kupiłam statyw i już teraz nie powinno być problemu ze zdjęciami.
Pogoda się popsuła. Okazuje się, że to dla moich nóg bardzo dobrze.
Przestały mi puchnąć. Cudnie wysmarowałam kremem, co mogłam, muszę iść do Rossmana, bo kończą mi się kremy. Super by było gdybym ten balsam Zieji dostała. 
On jest rewelacyjny. Mają tu taką halę z różnymi drobiazgami, tam też zajrzę są tam fajne rzeczy. 

O rany!!! Dostałam telefon od mojej kuzynki, że nasza wspólna kuzynka wczoraj umarła. Raczej nie pojadę na pogrzeb. Zobaczymy, kiedy będzie. Szkoda kobiety, była tylko 3 lata starsza ode mnie. Miała poważne problemy zdrowotne.
Nic z nimi nie robiła. 
Musiało to tak się skończyć. Kiedyś była niezłą aparatką. 
Od czasu jak wyszła za mąż wszystko się zmieniło. 
Pamiętam jak jechaliśmy z ciocią do Dziwnowa do mojej mamy. 
Ciotka wtedy zabrała wszystkich młodych z rodziny w tym też Ankę. 
Jej mama, żeby dzieci w Dziwnowie nie głodowały dała Ance kilka kurczaków w pudełku oczywiście żywych. 
Anka, jako najbardziej rezolutna - skończone 18 lat miała się kurami opiekować w podroży. Nie wiem jak to się stało karton postawiła na peronie i poszła do toalety. 
Okazało się, że kury rozlazły się po dworcu. Anka zdesperowana, postanowiła sama kury wyłapać. Biegała jak oszalała między peronami, ciotka mało zawału nie dostała. 
Bała się, że Ankę jakiś pociąg przejedzie a ta nic sobie z pociągów nie robiła. 
Wyłapała 5 kurczaków. Nie wiem, czy to były wszystkie Anka twierdziła, że wszystkie i odjechaliśmy do Szczecina z wałówką w postaci wolno pasących się na dworcu kurczaków podarowanych nam przez Ircię mamę Anki na nasz wakacyjny pobyt u mojej mamy. 

Była taka rozrywkowa, ciągle się śmiała, gdy wyszła za mąż niestety poważnie podupadła na zdrowiu.
Kiedyś nawet zabrałam ją z córkami do Bukowiny zimą, chciałam, żeby oderwała się od męża i tego nowego domu.
Niestety, to już nie była ta Anka, którą znałyśmy, jako panienkę.
Jej najstarsza córka, będzie pewnie miała podobne problemy, szkoda, że nie umiały sobie poradzić głównie z problemami bytowymi.
Obie wykształcone kobiety – i co z tego?
Każda z nas ma swoją wyspę marzeń, 

zależy tylko, jaką drogą do niej dąży i czy wyciąga wnioski z własnych doświadczeń.
Bez względu na wszystko wiatr od Michigan wciąż wieje.

Wiatr od Michigan

Odchodzą bez uśmiechu,
w beznadziei,
jeden za drugim jak
święci do nieba
Stracili wiarę
i złudzenia,
więc, po co słowa?
Słów
powinno być najmniej,
myśl
w milczeniu dojrzewa.
…………………………..
Splugawiony słowami dzień,
marzenia porzucone,
w błotnistych parowach.
……………………………..
A my tu zostajemy sami.
I nie rozumiemy już nic
ani słów ani milczenia.
Wchodzimy w noc,
cisi, zasmuceni,
bo już ich nie ma.
Tylko na haku
stary płaszcz płowieje,
i wiatr od Michigan wieje
a my tacy opuszczeni
dalej nic nie rozumiemy.
 bajsza

Żegnaj Aniu.

niedziela, 10 czerwca 2018

To „CUŚ”

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
10 czerwca 2018 r.
 Budzę się z przeświadczeniem, że wszędzie jest lepiej niż we własnym domu.
To straszne i przygnębiające, bo od 48 lat robiłam wszystko, by DOM - oaza był tym miejscem, do którego wraca się z przyjemnością a stał się miejscem przygnębiającym, do którego nie chce się wracać.
Miejscem, w którym nie ma żadnych dobrych wspomnień, którego się boję i szczerze mówiąc byłabym najszczęśliwsza, gdyby jakieś tornado zmiotło je z powierzchni ziemi.
Musiałabym wtedy urządzić się gdzie indziej i może wtedy chciałoby mi się tam wracać.
Teraz póki, co, sama myśl powrotu przyprawia mnie o grozę.
Dzisiaj jest 10-ty za 8 dni niestety muszę wrócić.

Od dzieciństwa żyję w przeświadczeniu, że żadne miejsce nie jest moim domem.
W żadnym miejscu jak dotąd nie spotkało mnie nic dobrego.
Nawet, jeśli ja złudnie czułam się w miarę szczęśliwa, po jakimś czasie okazywało się, że nie mam tego „czegoś” diabli wiedzą, o co chodzi, bo nikt nie był w stanie tego sprecyzować.
To, „cuś” niweczyło moje marzenia, mimo, że się starałam być milutką osobą. 
Utrwaliło się we mnie przeświadczenie, że jestem przeklęta i nic dobrego mi się nie należy do grobowej deski. 
Więc rezygnuję z marzeń, bo nie warto sobie mydlić oczu marzeniami i tak nic z tego dobrego nie wyniknie.
Różni ludzie nawet próbowali mi albo innym wyjaśnić, o co chodzi.
Np. mój dawny przyjaciel w każdym razie za takiego go uważałam.
Mieszkał ze mną wtedy, gdy nie miał pracy ani w sumie pieniędzy, żeby egzystować samodzielnie.
Przygarnęłam go, pomogłam mu załatwić pracę i w końcu zaczął pisać do jakiejś obcej dziewczyny, że jestem zbyt absorbująca, domagam się ciągłej uwagi, stawiam za duże wymagania.
Wymagania?
 Nawet naczyń po sobie nie zmywał, gdy zjadł ugotowany, przeze mnie obiad. Uważałam go za przyjaciela a on za moimi plecami kłamał w żywe oczy do innej kobiety.
Później obiecałam sobie, że już żaden facet nie przekroczy progu mojego mieszkania. Obiecałam sobie, że po żadnym nie będę zmywać.
Ja gotuję on zmywa. No cóż też nie wypaliło, bo zmywanie okazało się dla pana zbyt absorbujące.
W końcu pomyślałam, że skoro nawet zmywać nie mogą, to możemy żywić się w restauracjach, problem wrócił inny.
Za mało z siebie daję właściwie nic nie daję facet pije nałogowo jak potłuczony. Paruje alkoholem na potęgę a przy moim uczuleniu na alkohol zbliżanie się na mniejszą odległość niż metr jest odpychające i powodujące alergiczne bóle brzucha. 
Nic nie jestem w stanie z siebie dać w odległości mniejszej niż półtora metra.
Cholera może powinnam tańczyć na rurze albo jakieś inne „dania” serwować, które nie wymagają zbliżania się.
Nie, kochane muszę sobie odpuścić, poszukiwania w miarę normalnego mężczyzny. 
Wczoraj kolejny powiedział mi, że kobieta musi mieć to „coś”.
Znaczy, co pytam?
A myślę - pępek pod pachą, czy może wszerz a nie wzdłuż.
„No….chmm trudna odpowiedź to się nie da określić.”

Wiadomo jak Ci nie pasuje kolor oczu zasób portfela czy niestykające się uda jak się uda, lub szpotawe stopy, to walisz nie masz tego „czegoś”.
Sprawa prosta, nawet tłumaczyć nie musisz, o co biega, bo to wcale nie biega, wręcz przeciwnie utyka na lewe biodro, tej nogi z bardziej popękaną skórą na stopie.
zdjęcie z poradni dermatologicznej
Utyka, bo metryka już nie ta.
Pani powinna mieć na maksa góra 35 lat i spódnicę mini, żeby dziadkowie z pobliskiego Domu Starców wytrzeszczali gały, gdzie Maniuś taką laskę wyrwał? Popatrzcie no proszę nawet przy niej nie utyka, laska, to laska.
Trzeba świecić zblakłymi, niewidzącymi oczami, w końcu chodzi o to by inni widzieli albo przynajmniej myśleli, że widzą.

A ta głucha na jedno ucho, bo jej z armaty strzelili z wrażenia, włosy szronem przyprószone i tu i tam. Mniemam, że nawet tam bardziej niż tu, żadna z niej laska, nawet jak się na brązowo opali i tak tego „cuś” nie ma.

Panie polonisto nie dobijaj mnie swoją elokwencją. Nie ma, co jak chcesz „cuś” to sobie wnusię Frania wyrwij.
Sponsoruj ją i nie upijaj się z powodu wyrzutów sumienia, że ciężko zarobione pieniądze na sprawdzaniu klasówek, czy przykręcaniu śrubek musisz wydać na nie całkiem „Nebeską laskę”, bo ta całkiem nebeska nawet na Ciebie nie spojrzy.


sobota, 9 czerwca 2018

Sorry, sorrki - ech humorki

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
9 czerwca 2018 r.
Z nogami coraz lepiej, choć ta prawa dzisiaj znowu jest troszkę opuchnięta.
Przyczyn może być wiele, kłopot z nerką, ta mnie od jakiegoś czasu pobolewa, szczególnie jak leżę na brzuchu i poruszam się.
Kiedyś jak byłam bardzo chuda lekarz twierdził, że jest ona ruchoma/wędrująca/ i że muszę koniecznie przytyć.
Pamiętam kiedyś mi uwięzła/okropny ból/, to kazał stanąć mi na rękach i mną potrząsał.

Z tą nogą mam problem od czasu jak mi uszkodzono kręgosłup, przyczyna lekkiego niedowładu stopy, zaczęła się wtedy mówiono, że mogę mieć tego typu problemy.
Może i cukrzyca wpływać na drętwienie stopy i opuchnięcia.
Nie wiadomo, przez co jest osłabiona i trudno ją leczyć.
Ta stopa na pewno nigdy nie była poważnie skręcona – to jest pewne.

Na śniadanie chlebek z serkiem Almette i jajkiem na twardo. 

Niezbyt pyszny, chlebek tu jest kiepski, ale nie ma, co wybrzydzać, jak nie smakuje, to się je mniej.
Wczoraj znowu i dzisiaj komputer mi szwankował.

W końcu udało się go uruchomić przed północą, ale to straszne badziewie.
Kupiłam go od play, bo był mały, hi, hi i czerwony.
Miał być, kompem na wyjazdy, ale jakoś kompletnie nie daje rady.
Wszystko z niego wyrzuciłam na pendrive, ale nie wiele to pomogło.
Chce mi się jeszcze spać może się zdrzemnę?
Teraz zauważyłam, że mi wszystko trochę puchnie, bo jak piszę na kompie, odgniatają mi się kanty biurka na rękach. 
Może przyczyną są wysokie temperatury? 
Chciałabym się czuć jak wtedy, gdy miałam 18 lat a tu latek przybyło i dolegliwości proporcjonalnie z nimi.
Ludziom mającym naturę sportową trudno pogodzić się ze słabościami ciała.
Pogoda dzisiaj znowu będzie piękna, niestety z plaży nici.
Muszę kupić sobie kawę, bo mi się kończy.
Póki, co prześpię się troszkę. Wstałam o wpół do piątej.
Po poprawce wstałam przed 10.00 jestem obolała i opalanie dzisiaj nie wchodzi w rachubę.
Pójdę do sklepu w bluzce z rękawkami i chyba w spódnicy do kostek, albo nie mam sukienkę z takimi jakby dziurami, lekko za kolana. Może w niej zobaczę.
Ten pokój ma mankament, nie ma w nim lustra w łazience jest tylko takie na twarz i nie wiem, co mam opalone a co nie, plecy i pod kolanami to na bank.
Bardzo mnie boli w tych miejscach. Nogi z przodu mogłabym opalać, ale dekolt i twarz już nie, więc raczej muszę zrezygnować z opalania.
Pamiętam jak w Grecji w 2000 r. byłam opalona, wyglądałam jak murzynka, jeszcze miałam ciemno brązowe afro całkowity odlot.
W tym drugim komputerze mam zdjęcie jak siedzę na ławce z jakimś młodym Grekiem i jestem ciemniejsza od niego. Tereska śmiała się robiąc to zdjęcie, że to amator czekoladek.
Myśmy wtedy na Halkidiki opalały się na waleta, co w Grecji wtedy było zabronione. Szłyśmy na cypel, gdzie policji nie chciało się chodzić, tam była taka hipisowska plaża.
Dziewczyny opalały się na waleta. My jednak troszkę odsunęłyśmy się od młodych dziewczyn, by nie robić im konkurencji.
Chłopak na desce windsurfingowej jak zobaczył z morza, że jesteśmy gołe zdjął slipy i rzucił w morze, pływał też na waleta.
To były czasy 18 lat minęło od tamtego wyjazdu.
Wierzyć się nie chce Tassosku. Tasoss przynosił mi jak byłam w Salonikach takie pyszne lody.
Było super. No i ja o 18 lat młodsza, ech „to se ne wrati” – szkoda.

Ostatnie 8 lat tak dało mi w kość, żeby nie szukać tanich wymówek, to od czasu, jak rzuciłam palenie zdrowie mi się posypało.
Poprzednio jak rzuciłam też czułam się gorzej, nie żebym chciała wrócić do palenia, ale jakoś to się z sobą zbiegło.
Nie mam ochoty nawet wyjść z pokoju taki żar.
Przyszedł T. jedzie autkiem do miasta i zabierze mnie na zakupy. 
Super w taki upał iść z torbą pełną zakupów tym bardziej, że ramiona mam obolałe.
Kupiłam sobie lody - oj jak fajnie mam w pokoju 3 porcyjki po jednej mniej więcej gałce. 
Pychota.
Przez te lody zapomniałam o kawie i musiałam iść raz jeszcze.

Wczoraj dzwonił mój znajomy ubzdryngolony na total.
Myślałam, że przeprosi mnie za swoje ostatnie zachowanie, ale do tego trzeba mieć klasę, a on musiał nawalić się jak stary patefon, by zdobyć się na ten telefon, później nie całkiem wiedział, co gada plótł trzy po trzy bez ładu, składu i sensu. Masakra 
Dzisiaj chyba jest jeszcze gorszy.
Słów brak czasami nie wiem skąd się biorą obok mnie ci ludzie.
Sama omijam alkohol szerokim łukiem a obok ciągle zatwardziali trunkowicze. 
Trzeba to skończyć. Dalej tak być nie może, o czym rozmawiać z takim nawalonym jak patefon intelektualistą z bożej łaski.


piątek, 8 czerwca 2018

Dywagacje o zachodzie słońca

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści - jest zabronione – objęte prawem autorskim.
~~~~~~~
8 czerwca 2018 r.
Z nogami jest rewelacyjnie jeszcze troszkę mnie bolą, ale pęciny są cudne jak u rocznej klaczy opuchlizna zeszła a że nogi mam zgrabne nie chwaląc się. Całość + opalenizna prezentuje się super.
Kawusia kusi mnie aromatem, ale jeszcze jest za gorąca.
Hi, hi w radio RFM tak grają, że wyrywa mnie z krzesła i tańczę kochani słowo.
Oj jak z Ulką będziemy to żadnej dyskoteki w Dźwirzynie nie opuścimy, ona uwielbia tańce.
Skoro jednak ja sama tańczę znaczy, że moje nóżki są już de Best.
Mogła to być sprawa nerek, łykam profilaktycznie fitolizynę.
Dobrze, że nie serce czy ciśnienie.
Jeszcze kilka dni i zaaklimatyzuję się.
Ramiona mam obolałe pójdę na plażę, ale chyba tylko nogi wystawię na słońce. Dzisiaj byłam niegrzeczna i zjadłam ptasią bułkę.
Wczoraj kupiłam 2 dla ptaszków. Jedną im skruszyłam a drugą przyniosłam do mieszkania na dzisiaj i zjadłam na śniadanie z kabanosem.
~~~~~~~
Jestem tu sama to trochę smutne, bo uwielbiam towarzystwo, jednak okazuje się, że towarzystwo czasami jest bardzo zawodne.
Moje koleżanki wszystkie są zajęte, lub niedysponowane.
Koledzy ostatnio zawodzą na całej linii.
Mężczyźni domagają się ciągłych zachwytów i adoracji.
Ja już nie jestem tą Basią, co to usłużnie krzątała się wokół pana i władcy, uśmiechała się jak głupi do sera, żeby tylko go zadowolić.
Płaszczyła się żeby przypadkiem nie zasłaniać mu ciekawszych widoków.

Ta Basia oczekuje adoracji i zachwytów, niewymuszonych uśmiechów ciepłych słówek, /ale grają nie można usiedzieć/malutkich prezentów każdego dnia, podziwu nie tylko nad fizis, ale szczególnie nad wnętrzem, przecież bardzo bogatym i nie tuzinkowym.
O choćby takie zdjęcia z wczoraj.


 Ta Basia może być milutka, ale wtedy, gdy partner będzie się starał.
Nie chodzi o kasę, kasa się przydaje, ale chodzi o gesty.
Wielu mężczyznom wydaje się, że jak mają kasę to mogą wszystko za nią kupić, powiem tak; „gratulacje, gdyby głupota miała skrzydła….”, latałbyś Pan jak przetrącony nietoperz.

Cóż kochane - mężczyzn nie zmienimy, szczególnie tych zatwardziałych emerytów, pozostaje nam tylko obchodzić się bez nich.
Można i wcale nie jest to takie trudne.
Nawet jeden ciągle dzwoni, ale to taki okres początkowy, później będzie oczekiwał zachwytowi i Bóg wie, czego jeszcze/emeryci mają to do siebie, że ich chęci przerastają znacznie możliwości/, już to przerabiałam.
Później słyszysz; „Nic od siebie nie dajesz” a muszę dawać? Nie wystarczy, że w ogóle jestem z takim schorowanym stetryczałym, pełnym wad dziadem.
To nie wystarcza?
Muszę patrzeć na obwisłą skórę strupy na d….i inne paskudztwa.
Wąchać odoru alkoholu, wydobywającego się przez skórę i jeszcze mam coś z siebie dawać?
Rany boskie chyba tym gościom kompletnie odbija.
~~~~~~~
Mnie zawsze się marzył zadbany mężczyzna, z którym można o wszystkim porozmawiać przy kawiarnianej kawce albo w ciszy jezior przy gwieździstym niebie słuchać śpiewu słowika.
Jednak to nie wszystko jak twierdzi, że potrafi śniadanie do łóżka podać, to niech poda, bez względu na to, że spędził noc w innym pokoju, śniadanie z różą albo innym kwiatkiem choćby mleczem, a co nie zasługuję na to?
Kochane, gdyby to nie było miejsce publiczne napisałabym, o co tym wszystkim facetom chodzi, nie jestem tą kobietą, która zaspakaja na poczekaniu fantazje stetryczałych starców.
Nie tylko nie spełniam, ale oczekuję od mężczyzny, by to on wykazał się kreatywnością, bym miała w przyszłości ochotę na jakieś, co nieco.

Kobieta powinna się szanować, ja wiem, że to nie jest modne w dzisiejszych czasach, wolę jednak z rzeczy modnych dziurawe spodnie niż wyuzdanie, wulgarność, czy nieobyczajność zachowań.
Partnerzy do wszystkiego powinni dojrzeć, jeśli to ma sens, bo wielu odpada w tzw. przedbiegach z powodu prostactwa, chamstwa i obleśnej fizis.
Popatrzcie sprostać moim wymaganiom czy lepiej zrezygnować z marzeń, bo są one tak realne jak mój rejs dookoła świata.
 Życie bez frustracji z powodu konieczności akceptowania licznych ułomności partnera jest więcej warte niż fakt posiadania wybrakowanego egzemplarza.
No i zostanę chyba feministką.


Archiwum bloga