wtorek, 18 listopada 2014

Buraczkowa melancholia.

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 95
˜˜*°°*˜˜
Madzia przy okazji pożegnania z moim autkiem uświadomiła mi coś, co zawsze wiedziałam, ale to „coś” jest w życiu tak ulotne, eteryczne, że zwracamy uwagę na to, tylko, gdy już nam go zabraknie.
To „coś”, to samo sedno przyjaźni – NIEZAWODNOŚĆ.
Kiedy jest nam smutno, gdy zwyczajnie mielibyśmy ochotę się upić a przecież nie chcemy, gdy ktoś nas skrzywdzi – zawiedzie – oszuka, gdy coś nas boli tak zwyczajnie zewnętrznie fizjologicznie, czy tak niezwykle psychicznie.
Zawsze, gdy pragniemy czuć się bezpiecznie, gdy otoczenie nas nie koniecznie kocha, gdy czyha na nas zła mamona, gdy brakuje nam pieniędzy, gdy wszystko się pitoli a mamy to „coś”, na co możemy liczyć w chwilach naszego faktycznego czy pozornego zagrożenia jesteśmy spokojni, bo wiemy, że mamy przyjaciela.
~~~~~~~
Wielu ludzi chciałam uważać za przyjaciela, tego, kogo pokochałam pierwszy, drugi i trzeci raz, później już ciężko było pokochać, bo nawet ta przyjaźń wyzłocona miłością się w końcu zbytnio kisiła i przestawała zupełnie smakować. Sądziłam, że to miłość psuje PRZYJACIELSKI UKŁAD, więc uważałam, żeby się nie zakochać, bo kochliwa jestem to wie każdy, kto mnie trochę poznał.
Uważałam, żeby te maślane oczy, ulotne feromony nie psuły relacji, choć nie ukrywam, że zawsze sądziłam, że pewien rodzaj miłości nawet miedzy kobietami jest szlachetnością większą niż dawne szlachectwo czy nawet rycerskość.
Ta szlachetność powoduje, że w ludziach rozkwita jak cudowny kwiat empatia, owiewa nas i czujemy się dzięki tym jej eterycznym mackom bezpiecznie i dobrze - może nawet tak jak kiedyś w łonie matki.
Przyjaźń nabiera rumieńców staje się przewidywalna, wiemy, że możemy choćby zadzwonić i wyżalić się, ale później zaczyna coś zgrzytać nie wiedzieć, czemu i szlag wszystko trafia.
Kiedyś byłam taka dumna z tych moich przyjaźni, dziś coraz mniej czuję empatii wokół siebie.
Czasami nawet myślę, że to moja wina, że ja znów musiałam coś spierniczyć, ale wiem, że tak nie jest, bo przecież przyjaźń i ta NIEZAWODNOSĆ nie są zależne od czegoś tam, one są lub się wypalają jak miłość dziś są a jutro już ich nie będzie. Przyjaciele znikają jak małe gwiazdy. Pamiętam, że przez kilkanaście dni jak było mi kiedyś bardzo smutno usiłowałam napisać wiersz i takiej gwiazdce, którą można było sięgnąć dłonią a jednak to była tylko ułuda. Nie pamiętam czy napisałam go czy poddałam się.
~~~~~~~
Pamiętam, jak byłam bardzo nieszczęśliwa, tak bardzo, że wszystko straciło sens.
Wsiadłam do mojego autka, bo nie czułam obok nikogo, kto mógłby mi pomóc, ukoić mój ból wsiadłam do autka z butelką szampana, miałam zamiar otworzyć ją wypić do dna i dać w gaz na maksa i ….,odpłynąć w gwiazdy.
Wcisnęłam gaz, żeby trochę odjechać od domu a autko zaczęło tak jakoś dziwnie śpiewać do mnie silnikiem, zahipnotyzowało mnie i uspokoiło, zawiozło do lasu, bo byłam spłakana i po zaparkowaniu na leśnym parkingu zasnęłam.
 Szampana nawet nie otworzyłam. Obudził mnie grzybiarz, pukając w okno „wszystko ok?” - Dopytywał.
Jasne już było wszystko ok, innym razem wracałam ze zdjęć w polu na wsi dostrzegłam przed zmierzchem sarnią rodzinkę na wypasie, wjechałam w polną drogę i poszłam robić zdjęcia. Autko zgasło a noc była coraz bliżej.
Nie chciało odpalić, głaskałam je po masce i tłumaczyłam, że nie chcę spać na polnej drodze – odpoczęło sobie chwilę i odpaliło.
Wiele było takich sytuacji, że Ci, na których jak się okazywało bezpodstawnie liczyłam byli zajęci lub nie mieli nastroju a autko zawsze wiozło mnie gdzie chciałam lub gdzie nie chciałam – dzięki niemu powstały tysiące przepięknych zdjęć zachodów, 
było mi przyjacielem najczęściej w smutku.
~~~~~~~
Zawsze świadome rozstanie z przyjacielem jest bolesne, tym bardziej, że z biegiem lat, tych przyjaciół wokół nas jest coraz mniej.
Życie toczy się dalej a my sami musimy znaleźć sobie substytuty, które pozwolą nam zapomnieć i żyć jakby nic się nie stało. Co zatem robię, proza dnia codziennego obiad pichcę.
Pyszne kotlety mielone wołowe, ale to najpyszniejsze to buraczki, takich jeszcze nie jadłeś. Upiekłam sporego buraka w sreberku, ale tak średnio, starłam na tarce z dużymi okami do tego dodałam pół sporego jabłka gruszkowego takiego kwaskowego i twardego i całego banana bardzo dojrzałego, płaską łyżeczkę pieprzu cytrynowego i kopiastą łyżeczkę masła. Wszystko udusiłam przez 15 min pycha
~~~~~~~
Planuję na wiosnę wycieczkę rowerową długą z koleżanką, może uda nam się przeczekać zimę najlepiej niemroźną i doczekać cudnej ciepłej wiosny.
 Pojedziemy a co tam daleko damy radę.
W tym roku jeżdżę po kilkadziesiąt kilometrów. Chcę kupić lżejszy rower. Jak zima nie będzie ostra, to pieniądze przeznaczone na opał byłyby na rower i wózek dla Szabaja. Resztę na podróż też trzeba zaoszczędzić.
Cóż nie wiem może się uda trzeba mieć marzenia.
Nie napiszę gdzie się wybieramy, ale podróż w jedną stronę trwałaby minimum 14 dni. Spore wyzwanie, – ale muszę je mieć, żeby mieć ochotę budzić się każdego następnego dnia – żeby życie ciągle miało sens.
Od kilku dni boli mnie bark czasami bardzo, smaruję spirytusem, miałam go kiedyś wyrwanego, ale to było bardzo dawno. Teraz są momenty, że boli mnie bardzo mam nadzieję, że to jakaś chwilowa niedyspozycja. Buraczki są dobre na wszystko, może mi przejdzie. Jak robię je a robię bardzo rzadko, choć je uwielbiam. Nie lubię szykować ze względu na to, że trzeba w rękawiczkach, ale zawsze jak jem przypomina mi się moja mama. Ona zawsze jak wiedziała, że mam ją odwiedzić robiła dla mnie buraczki. Kochała mnie wiem o tym i ja ją kochałam, czasami żałuję, że tak mało czasu miałyśmy dla siebie, żeby się lepiej poznać. Człowiek miał na wszystko za mało czasu a teraz ma go za dużo – to nie jest w porządku.

sobota, 15 listopada 2014

Pożegnanie :(

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 94
˜˜*°°*˜˜
Zastanawiam się ile słów dziennie, w jakiej intonacji wypowiada kobieta mieszkająca z rodziną, mająca męża i choćby jedno dziecko i jednego wnuka. Normalnie kobieta zawsze kojarzyła mi się z potokiem słów.
Są takie kobiety, którym usta się nie zamykają. 
Trudno nawet pojąć tok ich rozumowania.
Mieszkam sama i jestem jak zaczarowany milczący rycerz – nie mówię przez całe dni, czasami, gdy Szabaj się do mnie przymila powiem mu kilka zdań i widzę zdziwienie w jego małym łebku, co to za dźwięki?
~~~~~~~
Wczoraj załatwiałam bardzo smutne rozstanie musiałam używać słów i wybrać z nich kwintesencję żeby zachęcić potencjalnych klientów do kupna.
Przyszło mi rozstać się prawie z członkiem rodziny, który spędził ze mną 24 lata i był niezawodny przez cały czas – mój Fordzik musiał odejść ode mnie i gdyby nie to, że trzeba by było płacić za niego a do tego zajmowałby miejsce w garażu, w którym z latami zrobiło się coraz ciaśniej postanowiłam go sprzedać, póki jeszcze był na chodzie i ktoś go chciał kupić.
Wykonałam 11 telefonów 3 osoby były lekko zainteresowane, ale cena normalnie rozwalała mnie.
Trudno byłoby kupić za te pieniądze rower nawet w supermarkecie.
Jeden dawał mniej, ale odniosłam wrażenie, że nie chce go kupić na złom, ale jeszcze go zamierza odremontować i może troszkę pojeździć.
Wychwalałam jak mogłam. 
Przyjechał i zabrał za 400 stówki. Pogłaskałam Fordzika, gdy odjeżdżał i podziękowałam mu, że był przez tyle lat taki dla mnie miły.
Młody chłopak zdziwił się jak go głaskałam po masce. Przyszłam do domu i sama zdziwiłam się, że tak łatwo mi poszło to rozstanie, może, dlatego, że od lipca już nim nie jeździłam. Jednak, gdy wchodzę do garażu czuję się, jakby mi znowu ktoś umarł.
Pomyślałam, że jakbym bardzo się spięła może nawet zaoszczędziłabym na jakiś samochód tylko nie wiem czy chcę mieć jakiś inny.
To tak jak z mężczyzną jak się kochało jednego i trzeba się z nim rozstać z jakiegoś powodu, człowiek każdego następnego porównuje do tej swojej miłości i każdy wydaje się kiepski, więc lepiej unikać takich porównań i rozczarowań.
Siedzę sama w mieszkaniu i myślę w ciszy o życiu i o tym, jakie jest smutne jak kończą się wszystkie przyjaźnie.
Wszystko ma swój kres i trzeba się z tym godzić – fajnie jest jak ma się jakieś plany jakieś marzenia.
Gdy przestaniemy marzyć uśniemy jak uschnięte kwiaty w moim ogrodzie i tylko wiatr będzie nami targał na wszystkie strony.
Fajnie, że mam to zdjęcie czasami zajrzę tu by łza mi się w oku zakręciła jak teraz.

środa, 5 listopada 2014

recycling

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 93
˜˜*°°*˜˜
Miałam sen nad ranem. 
Śniło mi się, że gdzieś w pracy czekałam na koleżankę, która jak sądziłam była na zebraniu partyjnym.
To tak chyba przed wyborami wszystkie partie w jednym budynku miały swoje zebrania wyborcze.
O jednej godzinie prawie wszyscy kończyli.
Byłam zdziwiona ilością tych partii i zaangażowaniem ludzi, na każdym piętrze kłębiły się tłumy.
To tak wyglądało jak w jakimś kraju komunistycznym, któremu dano pewne swobody, ale tylko po to by naród miał złudzenia, że „coś może”.
Obraz był dość koszmarny a ja czułam się kompletnie wyalienowana, bo każdy gdzieś należał a ja nigdzie.
Jakaś grupa ustawiała się do zdjęcia w korytarzu i ja jakby zostałam przez nią wchłonięta, już po chwili, gdy usłyszałam, o czym mówią pożałowałam, że mogę być na tym zdjęciu i ktoś pomyśli, że należę do nich.
Wolałabym, aby nikt nie kojarzył mnie z ich sposobem komunikacji między ludzkiej.
Wyróżniali się nadużywaniem prymitywnych wulgaryzmów, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Matko słodka pomyślałam, co się z tymi ludźmi dzieje, o co oni walczą, czego pragną i czemu są tacy wulgarni, gdzie w tym wszystkim są moje potrzeby i pragnienia miejsce na subtelność.
Wszystko w tym śnie było tak bardzo nierealne jak świt na progu mojego domu, gdy wypuszczam Szabaja na poranne siusiu. Czarny kot na balkonie sąsiada czający się wśród błogiej ciszy pomarańczowego świtu tuż przed wschodem, przerywany jedynie ćwierkaniem różnych ptaszków, gdzieś w czeluściach ogołoconych z liści drzew i ten dziwny powiew wiatru, który układa na ziemi źdźbła traw usłanych suchymi szeleszczącymi liśćmi orzecha.
Nierealność, tamtego snu, który przecież minął, lecz zostawił tak trwały ślad, że zrozumiałam - powinnam go zapisać, bo przecież śniło mi się o jednej z moich najfajniejszych koleżanek, z którą dawno straciłam kontakt.
Poszłam do sekretariatu, żeby wydębić od sekretarki jej numer telefonu, bo albo już wyszła wcześniej albo wcale nie była na tych zebraniach.
Sadziłam, że chyba musiała, bo była dyrektorką już w innym niż dawniej miejscu, ale dyrektorzy musieli opowiadać się za „czymś” a może jak ja była już na emeryturze i nic nie musiała.
~~~~~~~
Emeryt to zakała każdego społeczeństwa.
Nie dosyć, że trzeba mu płacić emeryturę tylko za to, że żyje, to jeszcze trzeba mu refundować przynajmniej część leków na multum jego często wyimaginowanych chorób.
Emeryt - obciąża przychodnie lekarskie, przez co młodzi często ciężko chorzy ludzie muszą czekać w kolejkach.
Zachciewa mu się rozrywek a skąd niby samorządy mają brać pieniądze na ulgowe bilety tramwajowe czy autobusowe dla tych najstarszych, bo potrzebują jeździć czort wie gdzie.
Mają ciągle pretensje, że macierzyste zakłady o nich nie dbają, nie zapraszają, nie pokazują jak małp w klatce tym wszystkim młodym, którzy wciąż na posterunku wkurzeni na total, bo dla ich dzieci nie ma wyprawek, czy godnych rodzinnych zwrotów za wczasy pod gruszą a emeryt wybrzydza; Za mało Uniwersytetów Trzeciego Wieku, Domów Kultury, czy Salonów Fitness i że mu się nudzi na emeryturze.
Wziąłby się jeden z drugim za robotę, bo roboty niezrobionej jest w bród w każdym nawet małym miasteczku. Oczywiście w czynie społecznym, bo nikt emerytowi nie chce płacić.
Przyjaciel mojego znajomego, który przyjechał do niego z Hiszpanii a nie znał polskiego codziennie chodził, gdy jego kumpel szedł do pracy z kubłem pełnym wody i mył windy w bloku, w którym mieszkali i nawet w sąsiednich. Bo się nudził - później jak już wszystkie windy były w miarę czyste zaczął uczyć Flamenco. Nie wiem czy na ulicy czy w jakimś domu kultury, ale się realizował a EMERYT jak nie choruje to się nudzi a jak jeszcze taki oporny, że do żadnej partii się nie zapisze, no to nudzi się na total i do tego tyje a przez to choruje i kółko się zamyka.
Biedny Rząd ma same kłopoty z emerytami.
Budżet pęka w szwach a tu jeszcze takie masakryczne obciążenie - emerytury. Już nawet podniesiono wiek emertytalny, ale przecież ilu jest takich, co mogli odejść w wieku 45 czy 50 lat i teraz po kilku latach marudzą?
Bo to emerytura im nie starcza na kino, czy na opał, czy na pieluchy dla tych, co im się mocz fe… nie trzyma.
Utarło się za Tuska zmodyfikowane komunistyczne powiedzenie;
„Emerycie, poprzyj partię czynem i umieraj przed terminem”. Jednak emeryci nic sobie z tego nie robią i do tego coraz dłużej żyją – te wszystkie partie z mojego snu powinny coś z tym zrobić.
Są jeszcze dzieci tych emerytów jak dziadek z babcią nie zajmują się ich wnukami, bo albo wnuków nie mają ze względów oszczędnościowych czy innych albo za daleko od siebie mieszkają to dzieci też cierpią, zdarza się, że czasami mają wyrzuty sumienia, że nie pamiętają, nie spotykają się nie pomagają i przez to, kiszą się w takim gigantycznym psychicznym kacu póki nie pozbędą się tych resztek empatii dla starych i marudnych dziadków i babek.
Oczywiście wpływa to na ich wydolność zawodową, bo taki kac moralny, nie może być bez skutków ubocznych.
Och coś z tym trzeba zrobić pomyślałam. Gdyby wziąć emerytów pod ambicje związaną z patriotyzmem można by zafundować im DARMO ładne pomniki na miejskim cmentarzu i zaproponować, bezpłatną komfortową eutanazję.
Część na bank zgodziłaby się i tu mogłyby być spore oszczędności dla budżetu kraju.
Ja akurat NIE, ale jakby mi zafundowano KAMPER i opłacono na 10 lat Internet satelitarny, to zgodziłabym się wyjechać w świat i nigdy już nie wracać, – co prawda emeryturę bym pobierała, ale chociaż odciążyłabym Polską Służbę Zdrowia no i w takich podróżach może bym się szybciej wypaliła.
Tak zgodziłabym się wtedy i nie marudziłabym. Zostawiłabym nawet za darmo swoje mieszkania dla młodych, którzy chcieliby w nich zamieszkać i jakoś doprowadzić je do używalności.
Powinien powstać jakiś program dla taniego uszczęśliwiania emerytów to nie jest głupia myśl.
Przecież niektórzy żyją teraz do 100 ki. Jest jeszcze jeden aspekt frustracji wywołanej przez emerytki – jak powiedział Michaś Witkowski znany…..z tego głównie, że doprowadzają go do rozpaczy stare moherowe berety z jego spotkań autorskich. „Sorry on jeszcze, żyje” i tyje jak jego prosiaczek a na spotkaniach tylko ten moher. Mnie zabrakło u Michasia Witkowskiego kreatywności, bo przecież mógłby na jakimś spotkaniu znaleźć koniec włóczki i spruć jakiejś babince ten berecik a może i ją samą i nastąpiłby twórczy recycling.
Kto wie, może z włóczki wyczarowałby plażowe stringi dla młodego ponętnego geja nie, nie geja on gejów nie uznaje dla ponętnego homoseksualisty. Można jeszcze i tak – „Szwajcarska firma oferuje niezwykłą usługę: zamienia... skremowane ciała zmarłych w brylanty. Na całym świecie rośnie zainteresowanie kamieniami szlachetnymi pozyskiwanymi z ludzkich prochów. Niektórych ludzi przechodzą ciarki na samą myśl, że ich szczątki zostaną złożone w ziemi. Inni z kolei nawet po śmierci pragną być oryginalni i każą rozsypać swoje prochy do morza. Nic dziwnego, że tradycyjny pogrzeb staje się coraz mniej popularny. Istniejąca od niedawna szwajcarska firma Algordanza (w języku retoromańskim znaczy to "wspomnienie" - przyp. Onet) rozpoznała nowy trend i proponuje przerabianie prochów zmarłych na diamenty.” 
Gdyby połączyć pomysł z eutanazją i takim recyclingiem Polska mogłaby podnieść swój dochód narodowy, bez żadnych innowacji technicznych w przemyśle. Nie wiem czy nie można by nawet zamknąć wszystkich instytutów naukowych, które i tak ostatnio są wyprzedzane w myśli technicznej przez licealistów i studentów.
Jeszcze jedno gdyby z jednej „pudernicy” dało się zrobić 2 brylanty to może jeden mniejszy mogłaby zapisać wnukowi, czy komuś, kto ją lubił.
~~~~~~~
Zadzwoniłam do koleżanki, odebrał jej mąż. Powiedziałam, że chcę ich odwiedzić – bardzo się ucieszył.
Coś mi jakby świta, że on już od dawna nie żyje, ale może się mylę.
Próbowałam sobie przypomnieć, czemu my przestałyśmy się spotykać?
Jeździłyśmy razem na wczasy, było super i nagle….
Wiem, że ona awansowała na dyrektora i zmieniła pracę może, dlatego – nie mam pojęcia.
Było mi głupio w tym śnie, że tak dawno u niej nie byłam.
~~~~~~~
Szliśmy ulicą Św. Jana od Partyzanckiej cała grupa partii Wolnych Producentów Czerwonych Warzyw - wśród ludzi znałam tylko Gabrysię, nigdy się nie kolegowałyśmy, ale znałyśmy się z pracy – zadeklarowała się kiedyś zrobić mi pewną przysługę, ale później się wycofała.
Szłam, obok, bo tak wyszło ona rozmawiała z jakimś panem nie żałując prostackich określeń i nagle zwróciła się do mnie; „Może Pani przejść na drugą stronę, czuję się skrępowana, że słucha pani tego, co mówię”
Hm… i słusznie pomyślałam, miałam jej coś odpalić, mówiła to z intonacją nakazującą i nieznoszącą sprzeciwu. Skrzywienie zawodowe.
Chyba zrobiłam grymas pod tytułem „spadaj” i szłam dalej obok aż ona z owym panem przeszli na drugą stronę.
Miałam wejść do delikatesów na rogu i kupić jakieś dobre cukierki do kawy, rafaello lub kasztanki później taksówką pojechać z wizytą.
~~~~~~~
Obudziłam się o 6.00 trzeba wziąć tabletkę, przegryzłam ją bananem i zastanawiałam się jak to możliwe, że nie wiem, czemu takie fajne koleżeństwo szlag trafił.
Ja mam coś takiego, że jak jest mi źle uciekam od ludzi, zrywam z nimi kontakt na jakiś czas, sama bujam się z sobą, żeby pozbierać się do kupy, czasami coś napiszę w blogu, albo w pamiętniku, ale i tak nigdy wszystkiego, to, co mnie gryzie to tylko mój problem i nikt nie ma do niego dostępu.
Potrzebuję czasu, żeby się uporać z własnymi kłopotami a ludzie często obrażają się.
Ja wiem, że prawdziwy przyjaciel nigdy się nie obraża, więc macham ręką i mówię sobie - widać nie był to prawdziwy przyjaciel. Tak zwykle kończą się moje znajomości.
Prawda jest też taka, że nie każdy jest w stanie tolerować emerytkę, której zdaje się, że ma panaceum na własne zwariowane życie i nie bardzo lubi być pouczana a do tego wszelkie uwagi zwykle puszcza mimo uszu.
Jestem typem niereformowalnym i jeśli jestem skłonna do przemian to tylko wówczas, gdy sama dochodzę do wniosku, że może warto spróbować inaczej.
 ~~~~~~~
23 znów czas na tabletkę, znowu pod banana, wcześniej jednak na kolację zjadłam chlebek z zeszkloną cebulką.
Kocham takie jedzenie. Miałam się odchudzać, może we śnie trochę poćwiczę a może nie warto, bo w recyclingu mogę wyjść na półtora brylantu. 

wtorek, 4 listopada 2014

Niezależność....

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 92
˜˜*°°*˜˜
Miałam coś napisać, ale to, co czuję nie nadaje się do publikacji gdziekolwiek.
Zatem może do wiosny.
Codziennie, gdy się budzę, próbuję sobie przypomnieć, co mi się śniło.
Sny stały się ostatnio moim najbardziej realnym życiem. 
Zrywam wszystkie więzy ze światem – chciałabym tak się posunąć w hibernacji, by nie potrzebować żadnych kontaktów ani nawet jeść.
Nie rozumiem anorektyczek – jak można znienawidzić jedzenie?
To byłoby super, gdyby jedzenie było mi choćby obojętne.
~~~~~~~
Dziś był cudny dzień, a że wszystko mi się przez te 2 tygodnie wyszło – pojechałam najpierw rowerem na rynek a później do Biedronki uzupełnić zapasy.
W sumie najbardziej brakowało mi owoców. 
Miałam zaoszczędzone bez 8 zł, 300 ale musiałam 50 wypłacić. Nie za bardzo mi to oszczędzanie wychodzi.
W sumie modlić się będę, żeby zima była łagodna, bo gdybym nie kupiła drewna miałabym pieniądze na damkę. 
Tak, czy inaczej dalej oszczędzam.
Dziś przysłali pismo, że muszą zmienić licznik elektryczny.
Po ostatniej zmianie, płaciłam o 80 zł miesięcznie więcej, bo zmienili jakoś normy – Kopaczowa obiecała, że prąd nie zdrożeje, to zmienią liczniki i znów będą więcej wybijały.
To jest sposób na podniesienie cen energii.
Upiekłam dzisiaj takie super kotleciki i zaserwowałam sobie z kalafiorem.
Niestety - kotlecik zjadłam cały, kalafior jakoś mi nie smakował i leży do tej pory na patelni. 
Ostatnio nie mam apetytu.
Jadłam prawie codziennie przynajmniej 1 cebulę, najczęściej taką zeszkloną z plasterkiem pokrojonej w kostkę szynki i 1 pieczarką na oleju rzepakowym.
Śniadanie – czasami obiad i kolacja. 
Po co? 
Odkryłam, że cebula zbija mi bardzo ciśnienie. Miałam ok 155 a teraz od 3 dni mam w granicach, 126 do 133 czyli sporo spadło i normalnie wypijam 2 kawy dziennie. Dolne najniższe miałam, 69 ale normalnie 70 z haczykiem.  
~~~~~~~
Gdy w domu robi się zimno człowiek całą energię poświęca na to, żeby nie wychłodzić ciała.
Zaczęłam włączać ogrzewacz, tylko na krótko, żeby troszkę zmienić powietrze. Chodzi też o to by nie za drogo za prąd płacić, będę wyłączać bojler i tylko w tańszym czasie podłączać.
Oszczędzanie, gdy w domu jest zimno to straszna rzecz, bo trzeba tak balansować, żeby nie rozchorować się, bo wtedy oszczędności trafi szlag.
Powinnam sprzedać samochód nie wiem, czy dostanę jakiekolwiek pieniądze za niego, ale mogłabym lepiej zabezpieczyć garaż przed zimnem z niego też ciągnie.
Strasznie ciężko zebrać mi się na odholowanie go, ale muszę to zrobić.
Może zamiast damki kupię sobie skuter?
To taki luźny pomysł, już oglądałam i nie są wcale takie drogie, problem polega na tym, że nie ma, co z Szabajem zrobić jakby chciało się wyjechać na dłużej niż jeden dzień.
Taki byłby super, bo możnaby jakoś Szabaja załadować.
Zobaczymy do wiosny jeszcze daleko. 
Dziwne, bo nawet nie chce mi się kwiatów do domu wstawić, jak tego nie zrobię szlag wszystkie trafi, jakoś straciłam zapał do czegokolwiek. Patrzyłam dzisiaj na moje cytrynki i zastanawiałam się, kiedy padną, ale może jutro je wstawię.
Tyle z tym wszystkim zachodu.
Wczoraj miałam taką myśl, żeby wziąć Szabaja na smycz i ruszyć w świat, gdzieś na południe do Hiszpanii albo Francji czy na Sycylię, gdziekolwiek byle dalej od tego zapleśniałego domu. 
Oczywiście na piechotę. Chyba odbija mi przed tą zimą, mam już dosyć takiego życia.
Nawet 2 miesiące temu kupiłam sobie taki wózek jakby na zakupy – byłby dobry dla włóczęgi z psem.
Nawet już bym nie cierpiała z powodu braku komputera czy Internetu ostatnio prawie go nie włączam. 
Już właściwie nic mnie nie łączy z żadnym ze światów ani tym wirtualnym ani tym realnym.
Osiągnęłam całkowitą wolność i niezależność.
Tylko jeszcze rachunki za różne niby dobrodziejstwa łączą mnie ze światem, ale gdybym odeszła w nieznane, mogliby mnie ścigać miałabym to gdzieś.
Usnęłabym kiedyś, gdzieś pod płotem a Szabaj mógłby sobie pójść dokąd by mu się zamarzyło i tak skończyłaby się ta opowieść. 

Archiwum bloga