Propozycje się posypały
jak z rękawa, tak to jest - jak bryndza to na całej linii a jak siano, to tak
pachnie, że aż w głowie wiruje.
Będę musiała jakoś to
wszystko ogarnąć i wybrać te najbliższe sercu.
~~~~~~~
Zadzwoniła moja
koleżanka internetowa ze Złotowa właściwie mieszka na zachodnich peryferiach i zaprosiła mnie do siebie, bo chciała realnie
jak powiedziała wymienić się przepisami.
Tak mnie rozbawiła, bo
często pisze do mnie jak coś zobaczy na zdjęciach – „Błagam napisz przepis” -
no i piszę, ale ona mówi, że choć się bardzo stara to nie wychodzi takie
apetyczne i malownicze jak u mnie a do tego chce trochę rad w temacie
Photoshopa, bo szlag ją trafia i nic nie kapuję.
„Mam urlop w sierpniu –
przyjeżdżaj proszę”.
Mieszka na pojezierzu
południowo pomorskim w każdym razie do najbliższego jeziora od niej jest rzut
beretem.
Ja bardzo sobie cenię
babskie spotkania.
To jest jak lep na
duszę, niepowtarzalna sprawa. Dziewczyny najlepiej się rozumieją i mogą
rozmawiać właściwie o wszystkim i może to być podszyte nieprzerwanym chichotem –
uwielbiam taki luz.
Już kiedyś byłam u niej
a i ona była u mnie, ale to były krótkie wizyty pełne rechotu i opychania się
lodami, bo obie je uwielbiamy.
Upiekłam na to konto
tartę owocową bez cukru dla cukrzyków.
Szabaj siedzi obok i nie spuszcza z niej
oka - robiłam to zdjęcie i teraz czeka na konsumpcję, chyba do rana.
Jestem przejedzona i
już nic więcej nie zjem za żadne pieniądze.
~~~~~~~
Tak czy inaczej ta nowa czerwona torba
się przyda.
Mam tylko kłopot, bo
muszę porobić badania a jakoś nie mogę się zebrać.
~~~~~~~
Maluję się, bo muszę znów jechać z telefonem do Playa - ładowarka
nie ładuje.
Mój znajomy na pytanie
jak się czuje - nie widzieliśmy się siedem lat, odpowiedział ok całkiem,
całkiem tylko lustra mi się popsuły. Już mnie nie lubią.
Maluję się i nie wiem
czy mi się wzrok psuje, ale moje lustra mnie lubią. Widzę buźkę miłą i delikatną
i chyba tak naprawdę ładniejszą niż w rzeczywistości. Fajne lustra niech się
nie psują nigdy.
~~~~~~~
Jeszcze później napiszę
trochę, bo teraz muszę jechać. Wyjęłam baterię i
włożyłam ponownie i znów ładuje, z tym telefonem jak z jajkiem trzeba się
obchodzić.
Dobrze, nie muszę jechać
po co się malowałam? ~~~~~~~
Zrobię zdjęcie mojej róży, bo cudnie zakwitła.
To zdjęcie dedykuję „śpiącemu rycerzowi" - NIE ŚPIJ, bo obudzisz się
Dzisiaj totalne
lenistwo, pojechałam rowerem do sklepu, kupiłam chlebek i szyneczkę i
polędwiczkę i masełko.
Wygrzebałam wśród wakacyjnych nowości torbę ma
kółkach taką sporą, że mogłabym się jakoś w nią spakować może nawet na 3
tygodnie + laptop.
Do tego jest czerwona a
ja już mam czerwoną na ramię fotograficzną, więc będzie komplet.
Super!!!
~~~~~~~
Prawda jest taka, że
wolałabym może…, – dobra Baśka nie kombinuj, bo znów zakraczesz i nie
pojedziesz nigdzie, tylko torba Ci zostanie, jako pamiątka po nieudanych
tegorocznych wyjazdach.
Ja mam pecha taka jest
prawda jak się już nastawię ucieszę i porobię plany, mój los dochodzi do
wniosku, że skoro ja umiem sobie tak ładnie wszystko poukładać w myślach…..
Wyobrazić każdy spacer,
czuję czasami nawet jak trzymamy się za rękę.
W Szczecinie to raczej
nie, bo to było i będzie tylko czyste koleżeństwo – wtedy mój LOS dochodzi do
wniosku, że trzeba dogodzić komuś innemu, kto jest biedniejszy, gdyż nie ma za
grosz wyobraźni i sobie tego wszystkiego nie wymarzy.
~~~~~~~
Jak o tym myślę ile
razy w życiu - „mój los” wykręcał mi taki numer to logicznie rozumując nie może
to być „mój prawdziwy los” nie „mój”.
Ktoś mi zwyczajnie
chyba podpierniczył „mój” jak się zamyśliłam, rozmarzyłam i podrzucił mi swój
trefny, garbaty, kulawy i jąkający się - ślepy i głuchy na szczęście, bo
czasami przeoczy jakiś fajny moment, czasami nie dosłyszy, jak gołąbek mi
grucha do uszka czułe słówka – ten kaleki los.
Czasami nie pokrzyżuje mi planów i jak się one
już rozkręcą, to wtedy pewnie zwala mnie z nóg, że lecę jak długa na płyty
chodnika, jak wtedy na dworcu, bym walnęła się w łeb i zastanowiła czy warto w
to wchodzić.
~~~~~~~
Jestem niepoprawną
romantyczką, więc wywinę się zawsze jakoś, bo nie na rękę mi takie przywołanie
z marzeń do realności i wtedy zamiast walnąć się w łeb, ucierpi moja ręka. Co
nie zmienia faktu, że nie przyjmuję do wiadomości, że mam przestać marzyć, bo
marzenie przecież jest takie, PIĘKNE, nawet, jeśli czasem trzeba ponosić tego
bolesne konsekwencje.
~~~~~~~
Ech teraz, gdy jestem
sama zastanawiam się, czy gdy piszę te słowa to też marzę, czy przestaję marzyć
tylko wówczas, gdy ktoś boleśnie ściągnie mnie z chmur na ziemię i radzi mi,
bym miała dystans do siebie.
Pamiętam jak kiedyś
dawno napisałam wiersz.
Sens był taki, że
prosiłam tego, który mnie zranił -by nie robił tegonigdy, nigdy więcej.
Prosiłam, choć miałam w
tych marzeniach świadomość, że tego nie tylko nie słyszał, ale nawet nie był w
stanie wyobrazić sobie, że to, co mi robi, może kogokolwiek boleć.
~~~~~~~
Oni są tak naprawdę
anonimowi, nie mają twarzy, powłoki, empatii, nie ma w nich duchowości.
Żyją w swym realnym
świecie i obliczają koszty własnych i cudzych porażek i chodzi im przede
wszystkim o to by bilans był na ich korzyść.
Nie ważne ile tracą
chodzi o to by inni nie stracili mniej, bo wtedy wyjdą na fajtłapy.
To zaś dla realistów
najgorsze oszczerstwo, największe upodlenie, schiza, która może ich towarzysko zabić.
~~~~~~~
Gdzie ja mam ten
wiersz? Wtedy tak bolało, że chciałam umrzeć pogrążyć się w marzeniach i już
nie wracać.
W tych marzeniach
siedziałam o zachodzie pod starą rybacką łodzią bodajże w Dziwnowie, który
znałam z dzieciństwa jeszcze taki dziki, taki przaśny, bez sklepików z
pamiątkami, ze starym cmentarzem na drodze do szkoły z wysypiskiem śmieci, na
którym można było znaleźć parcelowanego anioła z utrąconą aureolą, ale za to z
cudnymi nienaruszonymi przez ząb czasu skrzydłami.
Z plażą, na którą nie wiedzieć,
czemu przylatywały motyle. Siedziałam na tej plaży z długimi do pasa hodowanymi
przez 6 lat włosami, z których morska bryza robiła pajęczą sieć oplatającą
łódź.
Popłynęłam w marzeniach
wiedziałam, że będą piękne – niestety nic z nich nie wyszło, bo Dziwnów, do
którego przyjechałam był zupełne inny.
Snuli się po plaży wytatuowani
faceci z trupimi czaszkami na bicepsach i włosy zamokły od łez i bryza ich nie
rozwiewała i sukienka, była za prześwitująca, by ją założyć nie wzbudzając
śmiechu tłustych babć, wciskających wnukom drożdżówki oblepione osami.
Marzenia szlag trafił.
Tylko ten wiersz, co
dzisiaj gdzieś się ukrył pozostał, jako wspomnienia.
~~~~~~~
To było 7 lat temu.
Niektórzy mówią, że marzenia nie sprawdzają się, co 7 lat. Moje na szczęście
nie sprawdzają się ciągle, więc może raz na 7 lat się sprawdzą i pojadę
gdziekolwiek a resztę sobie wymarzę.
Wracając do realizmu
dnia powszedniego, to dziś na obiad z Szabajem zjedliśmy kotlety wołowe z
ziołami, ziemniaczkami i surówką z marchewki.
Wcześniej zadzwoniła
A.., troszkę porozmawiałyśmy, przerwał mi tę rozmowę telefon od kogoś, kto
szuka ideału, jakim ja nie jestem – hi, hi. Rozmowa była krótka i zabawna.
Wczoraj byliśmy w
Sereczynie, ale tym razem na karczku.
Jest tańszy o 2 zł a
porcja jest tak ogromna i pyszna, że zjadłam ½ mięsa a resztę zapakowałam dla
Szabaja.
Później pojechaliśmy do
Ldzania nad stawy, wypiliśmy kawkę. Mój kolega pojechał dziś do Warszawy, bo
przylatuje jego córka z USA, przez tydzień go nie będzie, ale jak wrócił
obiecał zabrać mnie na dłuższą wycieczkę chciał do Nałęczowa na termy, ale ja
wymyśliłam, że może do Wolborza pojedziemy na cały dzień. Tam mamy w
Bogusławicach koniki, staw w Wolborzu i wkoło cudne lasy. Jak Tereska będzie
jeszcze na obozie, to może ją odwiedzimy w Małeczu.
Dziś zrobiłam na obiadek
taki gulasz ze schabu na zdjęciu 2 jedzonko, mniej kaloryczne i z surówką.
~~~~~~~
Jest fajnie, choć czasami
mi smutno, bo miało być inaczej, ale chyba jednak nie koniecznie miło. To
zależy od szacunku dla partnera.
Nie lubię trudnych
związków wiecznych tarć – marzy mi się spokój i ktoś, kto mnie akceptuje taką,
jaka jestem i podziwia a nie ciągle wymyśla jakieś przeszkody.
Najpierw myślałam, że
to ja jakoś prowokuję, ale jak widać nie.
W koleżeństwie niezwykle ważna jest akceptacja
drugiej osoby i pokazanie jej, że ma atuty, które nas inspirują a nie odwrotnie
– jak czujesz, że ciągle robisz coś nie tak - w końcu masz dość takiej
znajomości.
~~~~~~~
Idę się poopalać. ~~~~~~~
Ale super mój znajomy
kapitan właśnie zadzwonił i zaprosił mnie we wrześniu do Szczecina - obiecał
zabrać mnie do Międzywodzia na 2 albo 3 tygodnie. Pochwalił się, że wygrał 3 i
pół tysiąca w totolotka i może zasponsorować mi wyjazd.
Fajnie mieć takich
znajomych. Bardzo się cieszę, bo się już stęskniłam za Szczecinem a i nad morze
chętnie się wybiorę. Cieszę się też ze względu na Szabaja, bo on uwielbia sunię
kapitana Suzi, więc sobie poszaleją troszkę.
Umówiłam się wczoraj z
kolegą na rybkę w Sereczynie, trzeba dbać o kolejną dawkę aminokwasów w tym
lizyny, metioniny i cysteiny, makro i mikroelementy – głównie fosforu, selenu,
jodu i fluoru. Nie robiłam sałatki, gdyż doszłam do wniosku, że nie należy się za
bardzo wysilać, bo nie zawsze jest to dobrze odbierane.
Warto z kimś porozmawiać i pośmiać się a sałatka w tym nie
pomaga.
Plusem tych naszych spotkań jest ogromna dawka śmiechu, którą
dostaję w prezencie.
Niezwykle cenne szczególnie z tego powodu, że jestem
rozśmieszana notorycznie – to chyba taki sposób na wszystkie moje smutki z tej
ciemnej przegródki.
Hi, hi mój kolega jest przemiłym towarzyszem i jakoś nigdy jak
dotąd – tu należałoby „odpukać” nie zachował się tak by mnie zasmucić nie mówię
o celowym zachowaniu, ale nie zdarza mu się popełniać faux-pas, co zapewne
świadczy nie tylko o wyjątkowej wrażliwości, ale o ogromnym takcie.
Ja wiem, że wykształcenie nie zawsze idzie w parze z kulturą
osobistą, czego dowodem jest choćby ostatnia „afera taśmowa”, jednak człowiek z
ograniczonym wykształceniem bardzo często nie ma tej delikatności w
analizowaniu niuansów psychiki partnera i umiejętności dostosowania się do
potrzeb partnera.
Może takt i taka dyplomacja w postępowaniu są niejako wrodzonymi
cechami. Kiedyś mówiono o szlachectwie, czy rycerskości, choć dla mnie są to
dwie różne sprawy, bo rycerskości można się nauczyć a szlachectwo jest jakby wrodzonym
stanem duszy.
Choć nie wszystkie cechy uważane są powszechnie za zalety. Wczoraj
rwał kwiaty na łące i wpinał mi we włosy – wyglądałam chyba jak „nimfa z karpiowego
stawu”. Bawiło go to a i ja miałam niezły ubaw patrząc na miny przechodzących
obok ludzi.
Później po rybce poszliśmy na spacer po lesie, wróciliśmy na
kawę pogoda była boska.
Gadał z ptactwem domowym i gulgał z indykami, tak go pokochały,
że chodziły za nim jak pieski.
Opowiadał mi o swoich córkach, obie są muzyczkami – jedna w Los
Angeles a druga w Warszawie. W sumie on ma wyższe wykształcenie raczej
techniczne, choć jak stwierdził jeszcze się nie odhumanizował. Śmiał się i
pokazywał mi bliznę po operacji serca.
To niesamowite nigdy nie znałam nikogo tak zabawnego po operacji
serca.
Obiecał, że teraz on mnie gdzieś zabierze swoim autkiem.
Jest miły i fajnie się z nim spędza czas. Wróciłam do domciu i
nawet nie czułam potrzeby zajrzenia do ogrodu.
Przywiozłam sobie z tej wycieczki pracę. Kilogram czereśni
czarnych jak noc i ogromnych jak orzechy włoskie i kilogram węgierek.
Wydrylowałam wszystko i schowałam do zamrażarki, – jako przysmaki na zimowe
wieczory.
~~~~~~~
Dzisiaj od rana pichcę kapuchę, uwielbiam
kapustę taką a’la bigos. Bigos, dlatego „a’la”, bo jest chudy mięsko z kości i
pierś z kurczaka, kapusta kiszona, jabłka sporo jabłek, pieczarki, żurawina
garść. Dużo naci selera i pietruchy no i przyprawy dziś oprócz tych normalnych
dla kapuchy, tzn. majeranku, pieprzu, lubczyku, koperku nasion, kminku nasion,
4 ząbków czosnku, dodałam eksperymentalnie czubrycy czerwonej i kardamonu.
„Czubrica jest uzyskiwana głównie z cząbru
górskiego,
z domieszką soli i innych przypraw. W kuchni, cząber zimowy
doskonale pasuje do fasoli i mięsa, bardzo często do lżejszych mięs takich jak
kurczak lub indyk. Może też być stosowany w farszu. Świeży górski cząber ma
mocny smak, lecz podczas długiego gotowania traci swój posmak. Czubrica używana
jest też do jajecznicy, kanapek, zup, ryb, jarzyn, sałatek, serów i kiełbas
oraz nadaje się do konserwowania i przyprawiania ogórków i kapusty.
Właściwości
lecznicze czubrycy
Wyciągi z cząbru górskiego hamują rozwój niektórych drożdżaków
(z rodzaju Candida), bakterii: paciorkowców i gronkowców oraz pałeczek
okrężnicy E. coli. Olejek z cząbru
górskiego hamuje aktywność wirusów, np. HIV. Działa także niszcząco na grzyby
patogenne z rodzaju Trichophyton.
Preparaty sporządzane z cząbru górskiego, obok silnego działania
odkażającego i antyseptycznego, działają rozkurczowo i pobudzająco na czynności
przewodu pokarmowego oraz ochronnie na wątrobę. Stosowany jest, jako środek na
kolki i lekarstwo na wzdęcia oraz w
leczeniu zapalenia żołądka i jelit, zapalenia pęcherza moczowego, nudności, biegunkę,
ból gardła i zaburzenia miesiączkowania. Jest on stosowany, jako środek
wykrztuśny oraz w leczeniu ukąszenia. Gałązkę rośliny wciera się w miejsce
ukąszenia pszczoły lub osy, co przynosi natychmiastową ulgę.”
To tak dla tych, co lubią nie tylko jeść, ale jeszcze wiedzieć,
co dodać, by potrawy stanowiły przy okazji naturalne lekarstwo
O kardamonie przy innej okazji, bo nie chcę was zanudzić.
Mój kolega już dzwonił powiedzieć mi jak było miło – jakbym nie
wiedziała hi, hi.
Pytał mnie też czy mam jeszcze kwiaty we włosach. Powiedziałam,
że fiołki mi się lęgną jak motyle we włosach, śmiał się, ale wygoniłam go do
pracy, bo remontuje mieszkanie. Jest niesamowity tak cudnie w nim robi, że
pełna jestem podziwu. ~~~~~~~ Wyszło 7 kubeczków
kapustki, powędruję wkrótce do zamrażarki i na tydzień mam jedzonko. ~~~~~~~
Pogoda kiepska, mój
kolega już się stęsknił i jutro znów się chce spotkać, bo w przyszłym tygodniu
jedzie do córki w Warszawie na tydzień.
Nie jestem
przyzwyczajona do tak częstych spotkań, ale jutro jakoś jeszcze dam radę.
To śmieszne, bo
człowiek odzwyczaił się od ludzi i za częste spotkania mogą go po prostu męczyć.