wtorek, 11 września 2012

Sentymentalny podwieczorek










 

BAJSZA

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi

http://bajszafotokul.blog.onet.pl/  mój blog ze zdjęciami

„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”

* *
Pracowałam dzisiaj cały dzień w ogrodzie.
Jednak nieco inna to praca była niż zwykle.
Zbierałam moje ogrodowe płody, gdyż postanowiłam zrobić w ogrodzie podwieczorek.

Chciałam, żeby był wyjątkowy – taki jak kiedyś dawno temu jadało się w ogródkach.
Skąd ten pomysł?
Wczoraj wstawiałam zdjęcia do bloga i trafiłam na zdjęcie kamienicy w Łodzi, w której się urodziłam.
Znów odezwały się sentymenty.
Tysiące razy wyobrażałam sobie – to miejsce.
Dom moich dziadków, duży pokój z fortepianem salon jak mówiła mama, gdzie mieszkali z ojcem, gdy się urodziłam.
Wcześniej 2 lata wcześniej urodził się mój brat – też rodził się w domu – niestety umarł przy porodzie.
Ojciec to bardzo przeżył.
Jego kolega, nieżyjący już p. Wolniewicz opowiadał mi, że spotkał ojca w knajpie, gdzie pił i rozpaczał mówiąc, przygodnym ludziom, że sam zaniósł trumienkę z synkiem na cmentarz i sam pochował.
Wtedy, gdy się o tym dowiedziałam nawet nie śmiałam mamy pytać, gdzie ojciec pochował mojego brata.
Wcześniej nic o nim nie wiedziałam, nikt mi tego nie mówił.
Gdy byłam w liceum babcia powiedziała mi, że ojciec wtedy rzucał pieniędzmi po knajpie – i krzyczał, że nic już mu nie jest potrzebne jak stracił syna.
Ten pan i inni koledzy ojca zbierali te pieniądze, które im się udało i później następnego dnia część ich ojcu oddali.
Wszystkiego o ojcu dowiadywałam się przypadkiem od obcych ludzi.
Mama miała nową rodzinę i nie chciała nie wiedzieć, czemu wracać do tych spraw.
Ja byłam zbyt subtelna żeby próbować choćby wypytywać ją o tamte czasy.
Było mi jej żal, jej drugi związek niestety też był nieudany. 
Przeżywała w nim prawdziwy koszmar nim zdecydowała się odejść od 2 męża.
Kiedy wróciła ja byłam w maturalnej klasie. 
Niestety już zbyt dorosła, żeby ją ranić pytaniami, na które może nie chciałaby odpowiadać.
Zawsze byłam człowiekiem bez więzi rodzinnych – to bolało, ale nie wypadało się żalić – inni mieli jeszcze gorzej.
Kiedy ja się miałam urodzić/wtedy nie wiedziano czy urodzi się chłopak czy dziewczyna/, mój ojciec – to wiem od mamy – kupił sobie pistolet i powiedział lekarzowi, że jak mu zmarnuje następne dziecko – to go zabije.
Mama mówiła, że siedział pod drzwiami tego salonu i czekał na przyjście kolejnego potomka.
Pominę fakt moich narodzin w każdym razie żyję tylko dzięki ojcu i jego spluwie.
Tylko czy jego to uszczęśliwiło, że byłam dziewczyną?
Sądzę, że nie – gdyby tak było robiłby wszystko, żeby być ze swoją małą córeczką.
Musiałam z tym żyć do dzisiaj, żeby powiedzieć głośno – mój ojciec nie chciał być ze mną.
Nie obchodzi mnie to, czemu jeździł do kochanki, czemu rywalizował w amorach z własnym ojcem.
To się zdarza i innym – on nie chciał być ze mną – może chciał syna. Kochanka urodziła syna – tylko on i jego ojciec mogli się domyślać, który z nich był jego ojcem.
A ja? Porzucono mnie, gdy miałam 5 miesięcy 1 raz i 2 raz, gdy miałam 6 lat.
Nikt mnie nie potrzebował – byłam dziewczyną!
Czy między mamą i ojcem układało się dobrze?
Mama zawsze mówiła, że ojciec był cudowny – miała swoją wersję wydarzeń dla mnie.
Niestety ja od innych ludzi dowiadywałam się różnych rzeczy.
W sumie najbardziej bolało mnie to, że mój dziadek – ojciec mojego ojca nie chciał się ze mną spotkać, gdy już podrosłam i mogłam zrozumieć, co tak naprawdę stało się z moim ojcem?
Nikt z rodziny mojego ojca – nie powiedział mi nic o tamtych czasach – ja zaś nie pytam, bo obawiam się, że ta zmowa – ta tajemnica jest zbyt okrutna, żeby ktokolwiek odważył się mi ją powiedzieć.
Po ojcu zostało mi kilka pamiątek, kilka przedmiotów, których pewnie kiedyś dotykał.
Wśród nich jest serwis do kawy.
Dzisiaj – właśnie w jednej z tych filiżanek piłam kawę.
Ktoś powie nie warto wracać do tamtych czasów.
Dobrze się mówi jak to nie dotyczy nas samych.
Jak to nie nasze życie zostatało pokiereszowane.
Nigdy nie będę w pełni szczęśliwa, bo brakowało mi dotyku najbliższych mi osób.
Tacy ludzie jak ja mimo całej ogromnej nawet wiedzy i niebanalnego intelektu, są inwalidami emocjonalnymi. 
Najgorsze jest – to, że, mimo iż tego nie widać – to bardzo boli.
Ja całe życie przeżyłam w przeświadczeniu, że nie zasłużyłam na to już od dziecka, żeby mnie kochać.
 * * * *
Tyle lat trzeba było mieć motywację do życia.
To właśnie powiedziała mi dzisiaj maleńka filiżanka.
 * *
Czasami warto jest zjeść nawet samemu podwieczorek w ogrodzie - ja go zjadłam z kolegą, ale tak naprawdę myślałam o tych czasach, gdy moi rodzice wtedy jeszcze razem - pili kawę z tych filiżanek.
Filmik wrzucę jak zrobię.

niedziela, 9 września 2012

Bigos szlachecki na kaczce i róża pustyni.

BAJSZA

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi
„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”
* * * *
Nie nadążam. 
Dopada mnie pradawność i brak fantazji.
Podczas porządkowania domu, gdy wyliżę ostatnie pomieszczenie, pierwsze już wymaga sprzątania i to mnie przygnębia, bo nie cierpię sprzątać.
Tak samo jak przygnębia mnie proza życia
Kiedy decyduję się usunąć chwasty z ogrodu a one rosną szybciej niż grzyby po deszczu – śnią mi się horrory, że chwasty zarastają mi szare i gadam od rzeczy.
Mój bank, cały czas zmienia oprocentowanie konta, i moje długi się wydłużają w nieskończoność.
Najnowszy telefon komórkowy ma więcej funkcji niż mój stary komputer.
Nie mam już sił, ani ochoty tego studiować.
Moim ulubionym zajęciem jest pichcenie według bardzo starych przepisów nowych potraw, których jeszcze nie kosztowałam. Uspokajająca zajęcie a do tego, jakie aromatyczne.
Bigos z kapusty mieszanej na kaczce
z nutką ananasowej dekadencji
1 kg. kapusty kiszonej
½ kg. kapusty białej
½ kg. kapusty włoskiej
½ cytryny
puszka ananasa
20 dkg boczku wędzonego
Mięso z kaczki(gotujemy wywar jak na rosół)
10 dkg. suszonych grzybów, pieprz (dużo pieprzu)ziele angielskie, liść laurowy, jedna czerwona papryka.
Kilka suszonych śliwek, dobre 3 jabłka, cebulka, żurawina suszona.

Grzyby namoczyć w pół litra wody a potem je podgotować.
W ten sposób uzyskamy bulion grzybowy do zalania kapusty.
Kapustę kiszoną płuczemy w zimnej wodzie i obgotujemy krótko ok.15-20 minut, odcedzamy.
Kapustę białą i włoską poszatkujemy i zalewamy wrzątkiem rosołu z kaczki po kilku minutach łączymy razem wszystkie kapusty.
Boczek kroimy w kostkę i obsmażamy na złoty kolor.
Mięso z kaczki kroimy w kostkę razem ze skórką, obsmażamy, aby złapało złoty kolor.
Wykładamy do garnka z kapustą.
Grzyby kroimy w paski i dodajemy do kapusty, wywar też podlewamy sukcesywnie. Papryczkę też kroję w drobną kostkę, cebulkę w piórka, jabłka w plastry – cytrynę wyciskam.
Wszystkie składniki razem łączymy, dodajemy przyprawy.
Całość mieszamy i zalewamy rosołem z kaczki.
Wlewamy tyle, aby było równo z kapustą.
Gotujemy na bardzo wolnym ogniu pod pół przykryciem, często mieszając. ok 2,5 godzinyale z przerwami/ja to robię tak, że podgrzewam po godzinie gotowania bigos i wyłączam płytkę, na pół godziny, – po czym znów podgrzewam – wtedy się nie przypali i wolno będzie dochodził powtarzam to kilka razy/.
Pod koniec dodaję sporo naci z selera i majeranku na koniec odrobina kopru.
Takowy bigos podam Ci na śniadanie albo na podobiadek z fantazyjną bułeczką na lubczyku.
* * * *
Słowo bigos według różnych autorytetów filologicznych, ma różną etymologię.
Profesorowie Jan Miodek i Jerzy Bralczyk uznają jego niemieckie pochodzenie. Witold Doroszewski i Władysław Kopaliński też optują za germańską metryką bigosu, jednak gdzie indziej szukając jego genezy.
Jedni twierdzą, że bigos jest zapożyczeniem z niemieckiej formy imiesłowowej begossen albo beigossen czasowników begießen - oblać, polać i beigießen - dolać. Inni wywodzą to słowo od włoskiego bigutta - kociołek do warzenia rosołu.
Niewykluczone jest połączenie obu zapożyczeń.
Pierwotnie tego słowa używano do określania sposobu siekania. Siekać coś na bigos, nieco później nazywano tak galaretę z siekanego mięsa. W osiemnastym wieku była to już potrawa z gotowanej kapusty i siekanego mięsa.
Słowo bigos, używane było w szerszym znaczeniu, jako siekanina, a w znaczeniu przenośnym mówiono: "bigosować" w bójce, czyli: siekać na drobne kawałki szablą.
* * * *
W staropolskich domach bigos z kiełbasą podany przed zupą rozpoczynał obiad.
Podawany był również na śniadanie, zwłaszcza tym, którzy wyjeżdżali w podróż, a także na wieczorny posiłek.
* * * *
W dawnych książkach kucharskich
Autorzy najstarszych polskich książek kucharskich podają wiele przepisów na tradycyjny polski bigos... bez kapusty. Stanisław Czerniecki, autor wydanej w 1682 r. pierwszej polskiej książki kucharskiej „Compendium ferculorum albo zebranie potraw”, przytacza przepisy m.in. na „bigosek ze szpikiem”, „bigosek z jarząbka”, „bigosek karpiowy”.
Inne przepisy na bigos podaje Wojciech Wielądko, autor opublikowanego w 1783 r. „Kucharza doskonałego”.
W tej książce kucharskiej znajdujemy m.in. recepturę tej potrawy z kapłona, (czyli kastrowanego i tuczonego koguta).
Jak brzmiał ów staropolski przepis na bigos? Wielądko radzi: „Kapłona upiecz, mięsiste drobno pokraj, a kościste tak włóż z członkami, cebulę drobno, pietruszki, rosołu wlej, masła płokanego, pieprzu, kwiatu, przywarz a daj ciepło. Jeżeli chcesz możesz cytrynę wycisnąć albo octu dobrego winnego wlać, albo agrestu włożyć”. Bigos pojawia się w wielu polskich przepisach w XVII i XVIII wieku, lecz nie wspomina się w nich o kapuście jako podstawowym składniku.
Staropolskie składniki
Z czego więc przyrządzano staropolski bigos, jeżeli nie z kapusty?
Otóż tradycyjnymi składnikami tej potrawy były mięsa (wołowe, baranie, drobiowe) lub ryby, które najpierw zapiekano, a potem siekano.
Bigos gotowano nawet na bazie raków.
W staropolskich przepisach polecano dodawać do dania cebulę, pietruszkę oraz odrobinę miodu lub słodkiego wina. Bigos doprawiano na kwaśno cytryną, octem winnym, a nawet szczawiem lub agrestem. Dodawanie kiszonej kapusty pozwalało zmniejszyć proporcje mięsa, a tym samym obniżyć koszt potrawy. Oznaczało to, że smakiem szlacheckiego bigosu mogli cieszyć się także ubożsi Polacy.
Poza tym kapusta zakwaszała potrawę tak dobrze, jak cytryna, a była o wiele tańsza.
 Bigos szlachecki
W kuchni polskiej w XVIII i XIX wieku coraz częściej sięgano po warzywa, ograniczając stopniowo spożycie ciężkostrawnych i tłustych mięsnych dań. W sposób zbliżony do współczesnego przyrządzano bigos prawdopodobnie dopiero pod koniec XVIII wieku. W przepisach nadal pojawiał się m.in. „bigos hultajski z kapustą” – w odróżnieniu od tradycyjnego, którego podstawowym składnikiem było mięso. Osoby, które współcześnie dodają do niego więcej mięsa niż kapusty, są, więc bez wątpienia wierniejsze staropolskiej tradycji przygotowywania tej potrawy.
 Przepis Lucyny Ćwierczakiewiczowej
Jaki niezawodny sposób na smaczny bigos miała słynna Lucyna Ćwierczakiewiczowa? Ta najbardziej znana polska autorka książek kucharskich, która w XIX wieku doradzała gospodyniom domowym, w publikacji „365 obiadów za pięć złotych” (wydanej po raz pierwszy w 1860 r.) podaje przepis na bigos litewski z kapusty, zakwaszany jabłkami. Ćwierczakiewiczowa proponuje, aby: „Uszadkować dużą główkę kapusty, osolić dobrze, a następnie mocno z niej wycisnąć; usiekać ze dwie białe cebule i razem posolić, kwaśne jabłka pokrajać w kostkę, tak samo tłuste mięso wołowe gotowane lub pieczeń i surową wieprzowinę, można, jeżeli jest, wkrajać zwierzynę pieczoną [dziczyznę lub dzikie ptactwo – przyp.red.] i następnie układać w rondlu w taki sposób: łyżka masła, kapusta, jabłka, wieprzowina, inne mięsa i znowu masło, kapusta, jabłka itd. ciągle w tym samym porządku. Tak ułożone zalewa się dobrym rosołem albo bulionem i zakrywszy dusi, przynajmniej ze dwie godziny, potrząsając często, żeby się nie przypaliło. Kiedy bigos już prawie gotów, zaprawić go łyżką masła z łyżką mąki, wymieszać dobrze, trochę go jeszcze wysadzić i wydać na stół. Na wydaniu włożyć można na wierzch trochę kiełbasy gotowanej i pokrajanej w plasterki. Bigos taki podaje się na śniadanie albo na obiad przed rosołem i może być odgrzewany, a wtedy nawet zyskuje na smaku”.
 Według Mickiewicza
Najsłynniejszy opis bigosu, jaki pojawił się w polskiej literaturze, to bez wątpienia ten autorstwa Adama Mickiewicza – z „Pana Tadeusza”. Tak wyglądał zdaniem wieszcza proces przyrządzania tej typowo polskiej potrawy:
„W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.
Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.
Bigos już gotów”.
Przypomina mi się mój niestety nieżyjący już szwagier, który fizjonomią przypominał zabłąkanego z dawnych czasów szlachciurę z sumiastym wąsem - architekt, ale także i szermierz jeżdżący z Pawłowskim na zawody, który spacerując po moim ogrodzie przy grządce bobu deklamował z pamięci obszerne fragmenty „Pana Tadeusza”. 
Myślę sobie, że szkoda, gdy odchodzą tacy romantyczni ludzie.
Jedyną pamiątką, po nim oprócz wspomnień są listy, które pisał do mnie z kontraktu w Syrii i Róża Pustyni, którą przywiózł mi bym poczuła tamtejszy klimat i zrozumiała jego romantyczną duszę stłamszoną przymusem kontraktowych zobowiązań. Syryjczycy traktowali ich jak wyrobników opłacanych godziwie, wymagając w zamian żelaznej dyscypliny, która przy naszych deskach kreślarskich wtedy zupełnie nie była znana.
Szwagier bardzo mnie lubił zawsze mówił –„musimy trzymać się razem, bo jesteśmy tu obcy”
Mówiąc „tu” miał na myśli dom moich teściów, wtedy, gdy jeszcze tam mieszkałam.
Uwielbiał mój tort orzechowy, który co roku piekłam na moje imieniny i on zawsze zjawiał się z ogromnym apetytem i bukietem róż.
Kiedyś zażartowałam, że dziś zrobiłam tylko tort makaronikowym i mało się nie rozpłakał. Oczywiście były oba.
Dziwne, bo tort orzechowy przestałam piec, gdy Janusz zginął w wypadku.
Po jego śmierci nigdy już nie upiekłam mojego sławnego tortu orzechowego.
Moja bratowa zresztą przestała już do mnie przychodzić na imieniny. 
Nie lubiłyśmy się nigdy – razem pracowałyśmy i pamiętam, że poniesiona moją ułańską fantazją – kiedyś stworzyłam z powodu jej grubiańskiego zachowania taką fraszkę 
„Fakultety, fakultety a kultura – no – niestety!!!” Co wywołało salwę śmiechu – ona zaś odtąd miała już oficjalny powód, żeby mnie nie lubić, bo ja nie lubię ją bez konkretnego powodu. 
Hi, hi powodów tak naprawdę jest tyle, że nie chce mi się ich pamiętać.
* * * *
KILKA RAD BABCI
Krojenie cebuli
Aby nie płakać przy krojeniu cebuli, należy obraną cebulę opłukać pod zimną wodą.
Aromatyczny koncentrat
Koncentrat pomidorowy nabierze więcej aromatu, gdy przed włożeniem do potrawy lekko podsmażymy go na maśle lub oleju.
Maseczka z kiszonej kapusty
Kiszona kapusta ściąga pory oraz ujędrnia i rozjaśnia skórę. Przed nałożeniem jej na twarz, należy miejsca bez rozszerzonych porów pokryć grubą warstwą kremu nawilżającego. Kapustę posiekać, ale nie odciskać soku. Pozostawić na twarzy na 15 minut. Następnie usunąć kapustę, ale twarzy nie myć jeszcze przez godzinę.

czwartek, 6 września 2012

Dobrze mu tak!!!

BAJSZA

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi

„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”
* * * *
Ponuro, wilgotno i smutno. 
Mam od kilku dni „doła”.
Nic mi się nie chce – zmuszam się do tego, żeby coś robić, ale nic mnie nie cieszy.
Wczoraj nawet zrobiłam porządek na drewutni z roślinkami. 
Powyrywałam chwasty, wysypałam trochę kamyczków, postawiłam słój z muszlami znad Morza Egejskiego i dwa wielkie orzechy kokosowe, może któryś – hi, hi się ukorzeni.
Wysadziłam też trochę nowych kwiatków, które wysiałam już wcześniej.
Sądzę, że już raczej nie zakwitną, ale są to byliny, więc może jak się ukorzenią zakwitną w przyszłym roku.
„Doła” mam, bo śniło mi się, że jestem sama na świecie.
 „0” ludzi tylko roślinki i zwierzątka i nie ma, do kogo zagadać.
Jak wstałam pomyślałam sobie, że w rzeczywistości też tak jest.
Jeszcze do tego dostałam takiego smsa; 
„Masz przy sobie osobę nieprzychylną, jej zła energia jest przyczyną Twoich problemów i niepowodzeń. 
Zdradzę Ci, kto to taki. Ślij IMIE na 7372/ezo24.com/3.69 zł.”
Nie wiem, czemu ale różne wróżki ślą do mnie smsy.
To mi uświadamia, że nie jestem sama na świecie hi, hi.
Zastanawiałam się, czy mam problemy i niepowodzenia?
Raczej nie, żyję sobie tu jak mysz pod miotłą. Głodu nie cierpię, 
zdrowie też nie mam najgorsze.
Jasne, że jeszcze czasem coś mi się marzy, – ale mam świadomość, że jedyne, o czym mogę marzyć to są lody, jakieś ciasto i spacer za miasto.
W moim otoczeniu są 2 osoby. 
Mój ex i mój kolega.
Kolega, jeśli jeszcze ma jakieś resztki energii – to tylko dobrej – tyle, że ledwo się ona w nim kołacze.
On jest jedyną na świecie osobą, która daje mi może iluzoryczne, ale poczucie takiego bezpieczeństwa, że jakbym np. zasnęła z powodu zbyt niskiego cukru, to może jak będzie w domu wezwie pomoc.
Ex ma zapewne złą energię i ona może z powodu samotności kumulować się w nim, ale przecież ja to wiem i nie mszę nigdzie słać smsa a za 3. 69 mogę kupić sobie loda.
Reszta ludzi praktycznie nie istnieje.
* *
Pisałam do koleżanki z pracy w ubiegłym roku na skype prośbę, żeby mi przypomniała przepis na suszonego pigwowca. 
W tym roku ponowiłam prośbę i nic zupełnie jakby nie żyła.
Spędzałyśmy w pracy wiele czasu razem – miałyśmy jeden gabinet, pożyczałam jej kiedyś jakieś ciuchy na Sylwestra czy inną imprezę, bywałam u niej prywatnie.
Już nie pracuję, więc chyba nie warto odpisać mi tych kilku zdań. Tacy są ludzie.
* *
Słucham Andrzeja Dudy nt. Amber Gold i niewątpliwego współczucia płynącego z troski o oszczędności biednych ludzi, którzy oszczędności swojego życia lokowali w złoto w firmie Amber Gold. 
Nie mogę pojąć jak to możliwe, że ja pracowałam nie rzadko na półtora etatu, nie jestem hulaką, nie piję, nie palę i nie łajdaczę się za pieniądze a mimo to nie mam żadnych oszczędności, wręcz przeciwnie – mam tylko długi.
Jakbym wykorkowała – to współczuję moim spadkobiercom.
No i wszystko jasne ja nie ucierpiałam na tym, że właściciel Amber Gold nabijał ludzi w butelkę.
Tylko, czemu tak się tym przejęli politycy?
Czy to naprawdę chodzi o dorobek życia tych ludzi i jeszcze jedno pytanie, czy aby oni Ci poszkodowani, by zdobyć te pieniądze na lokaty czasem nie okradali innych?
Bo ja znam takiego, który był stróżem prawa a całe życie kradł, co się dało. 
Wszystko miało swoją wartość, kilowat, litr, czy metr gazu – narażając domowników, na utratę życia.
On pewnie ma teraz oszczędności swojego życia i może właśnie lokował je w Amber Gold.
Może jestem wredna, – ale powiem – 
DOBRZE MU TAK!!!

poniedziałek, 3 września 2012

Krótki świerszczowy sonet

Bajsza

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi
http://bajszafotokul.blog.onet.pl/ lub http://bajsza1.blog.onet.pl/
„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”
* * * *

PYTANIE.
Jeżeli człowiek w życiu utraci,
coś, 
co mu było powietrzem i słońcem.
Zielenią liści, kwiatami na łące.
Sennie szepczącym górskim strumieniem,
wiatrem w upały, 
chłodem i cieniem.
Jeżeli człowiek w pokorze niemocy,
na lata zamknie serce rozpalone.
Jeżeli gotów na bolesne próby,
w ślepą wędrówkę ruszyć skołatany
i żadna radość, 
żaden szczęścia płomyk
nie będzie w stanie uleczyć tej rany.
Jeżeli będzie w wędrówce gorliwy,
nie czując szczęścia, 
nie będąc szczęśliwym.
.........
Czy na tę drogę nie możesz mu Panie
darować jedno, jedyne spotkanie,
które dlań nadzieją by było?
Drogę kosturem sękatym znaczyło,
by mógł uwierzyć, że nim noc nastanie,
nim mu ostatnie pościelisz posłanie,
jeden raz jeszcze, 
na chwilę, na moment,
na bardzo krótki świerszczowy sonet
dane mu będzie otworzyć oczy,
by w innych oczach świat ujrzeć uroczy.
                                              bajsza
* *
Smutno mi, bo nie rozumiem ciągle jeszcze zawiści ludzkiej.
Nie wiem, z czego ona wynika?
Już nie chce mi się nawet pisać o tym Ogrodowisku, bo przecież można by sądzić, że ludzi tam jednoczy miłość do natury a jednak tak nie jest, bo jeśli kocha się naturę – nie jest się zawistnym.
W całym portalu różni ludzie wstawiają linki do różnych stron – moje zaś wyrzucono wszystkie, bo były do mojego bloga.
Motywowano to tym, że wstawianie linków jest niezgodne z Regulaminem.
Widać ten regulamin tylko mnie ma obwiązywać, bo innym linków nie wyrzucono. 
Niektóre są tam już tak długo, że nawet strony skasowano a linki ciągle są.
Zastanawiam się, czemu – tak ludzi denerwuje to, co robię?
* *
Wczoraj rozmawiałam ze znajomym z Los Angeles i on właśnie o tym mówił, że nie wolno się wyróżniać, wznosić ponad poziomy, bo Cię zawsze będą do poziomu sprowadzać Ci, którzy tego nie potrafią.

niedziela, 2 września 2012

Nocne zaklęcia

BAJSZA

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi
lub
„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”
* * * *


Samotność we dwoje

Kakao pijemy od święta.
W oczy patrzymy sobie
też raczej od święta.
Jakie mam oczy powiedz?
Sam widzisz - nie pamiętasz.
Już nas nie niepokoją
głębokie westchnienia.
Krew w żyłach płynie wolniej,
jakby od niechcenia.
Rytmu już nie czujemy,
ognia nie rozniecamy.
Jesteśmy zamyśleni
i ciągle zahukani.
Już nas nie bierze rumba.
Już nie czujemy bluesa.
Ognista tarantella
już nas nie porusza.
Nie grożą nam odloty
i powroty na fali.
Przy wypalonych świecach

siedzimy osowiali
I tylko czasem nocą
jakaś iskierka błyśnie
Ukłuje i zapiecze
nim na dnie serca zniknie.
bajsza

sobota, 1 września 2012

Metamorfoza wyobraźni

BAJSZA

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń i miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe!!! Hi, hi
http://bajszafotokul.blog.onet.pl/  mój blog ze zdjęciami
„Balansować na linie wysoko ponad spojrzeniem Twych oczu”
* *
Ostatnio robię rzeczy, których dawno nie robiłam.
Sprawdzam granice mojej wyobraźni.
Może ujawnię część, ale na razie jest to w fazie powiedzmy eksperymentu i pewnej tajemnicy.
* *

Eksperyment to takie odkrywanie tajemnicy, gdy nie znamy efektu końcowego, ale każdy kolejny krok nas podnieca.
W grafice jest to taki spacer po ruchomych piaskach, ale te piaski są pyłem różnych drogocennych kruszców.
Pokażę efekty/teraz mała próbka/wtedy, gdy już skończę swoje prace. Teraz nie tylko podniecają mnie, ale też rozwijają i to mi się bardzo podoba.

* * * *
• Ludzie posiadają ograniczone możliwości
przetwarzania informacji.
• Wymiana informacji odbywa się za pomocą szeregu
kanałów komunikacyjnych;
wzrokowy, słuchowy, dotykowy, ruchowy
• Informacje przechowywane są w pamięci:
sensorycznej, krótko-terminowej (roboczej),
długo-terminowej(trwały magazyn śladów pamięciowych o nieograniczonej pojemności)
• Informacja jest przetwarzana i wykorzystywana do:
wnioskowania, rozwiązywania problemów, nabywania
umiejętności, reagowania na błędy.
• Emocje wpływają na ludzkie możliwości.
• Każdy człowiek jest inny
• Rozgrzewanie interfejsu, zabawa z wyobraźnią pobudza zmysły – czujesz?

PRZEMIANA
FRANZ   KAFKA
„Przeżył jeszcze pierwszy brzask świtu za oknami.
Potem bezwolnie opuścił nisko głowę
i ostatni, słaby oddech 
wypłynął z jego nozdrzy.”
* * * *
PORANNY ODLOT

Stał w otwartym oknie jak przeznaczenie.           
Patrzył w przestrzeń daleką i niepojętą.               
Pod oczami miał cienie nie przespanej nocy.       
Był smutny i nieobecny.                                    
Tylko ta gwiazda przed świtem
świeciła jeszcze dla niego.
To wiedział
ale już jej nie pragnął,
ani jej ani niczego innego.
Wiatr dmuchnął mocniej
…i  dostrzegłam jak odrywa się od parapetu
jak zaczyna szybować w marzeniach
nad górami, lasami nad... czasem,
który właśnie skończył się dla niego.
                                           bajsza
* * * *
Kiedyś sądziłam, że człowiek może tworzyć tylko, gdy inni go inspirują – dziś nauczyłam się inspirować sama i robię to wyłącznie dla siebie.

Archiwum bloga