poniedziałek, 11 listopada 2019

A ja przekornie o jesieni

Bajsza
 Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
11 listopada 2019 r
Ponieważ jesień właściwie się kończy i już zdjęć nowych nie zrobimy, może warto oddać się dawnym fantazjom i poszybować jak dębowy liść na wietrze w nasze kolejne marzenia.
Proszę tylko, bez względu na nasz wiek, nie ograniczajmy się z jakichś błahych powodów. 
Dajmy po prostu czadu a co? 
Szalonym wszystko wolno.
Wszystko niestety zależy od tego na ile jesteśmy osadzeni w społeczeństwie, na ile ono wyznacza nam naszą drogę, na ile ogranicza naszą wyobraźnię, na ile psychicznie czujemy się zależni od innych. 
Pamiętajmy, że przede wszystkim mamy dbać o siebie.
Kościół wielu z nas wyznacza konkretną ścieżkę obwarowaną 10 przykazaniami.
Społeczeństwo dokłada nam dodatkowe ograniczenia – jakby dobrze pomyśleć to 85 % naszych decyzji zupełnie od nas nie zależy.
Gdybyśmy nie czuli się skrępowani różnymi opiniami, to pewnie dalibyśmy upust naszym fantazjom - a tak?
Fantazje starszej pani hi, hi zaśmieje się młody pasjonat remontowanej latami Hondy, ale może coś, wymyka się jednak stereotypom, jest nowatorskie, fantazyjne, wymaga wyobraźni niebanalnej.
Niestety nie tak łatwo jesteśmy w stanie wymyślić coś, czego inni jeszcze nie wymyślili.
Okazuje się, że bez względu na wiek, ogranicza nas obstrukcja umysłowa, wyblakłe pomysły, ograniczenia moralne, niemożność nowatorskich skojarzeń w końcu strach przed ryzykiem i jego konsekwencjami.
Fantazja – kochani pomyślmy o tym - czy w naszym codziennym życiu pozwalamy sobie bez oglądania się na innych na odrobinę choćby fantazji, która pobudzi nasze zmysły nie koniecznie do seksu, ale dla naszej osobistej przyjemności do oddania się czemuś, co będzie dla nas nowe. 
Przecież nie po to jesteśmy na tym świecie, by dogadzać tylko innym, przynajmniej czasami powinniśmy dogodzić sobie, bo jak my będziemy szczęśliwi, to Ci, którzy żyją obok nas też troszkę tego naszego szczęścia uszczkną.
I wracając do tych kontaktów między ludzkich – myślę, że najważniejsze jest, żebyśmy przede wszystkim dogadywali się sami z sobą, żebyśmy lubili siebie a nawet kochali i niech mi nikt nie mówi, że to narcyzm.
………………………………………….
Pamiętacie też o tym, że mózg człowieka wykorzystywany jest w około pięciu do sześciu %.
Niektórzy osiągają dwanaście procent.
Jeśli zatem istnieje taka możliwość, że
mózg siłą woli potrafiący komunikować się bezpośrednio z innym mózgiem, to, czemu tego nie wykorzystujemy w życiu. 
Wyślij mi telepatyczny przekaz - przynajmniej spróbuj. 
Przykłady telekinezy, telepatii i innych tego rodzaju zjawisk są znane.
Być może na to pozostaje nam ta nieużywana część mózgu?
Wystarczy trening i przebicie bariery wiary we własne możliwości.
Uwierzmy, że potrafimy.
Może właśnie ten czynnik spowodował rozwój mózgu?
…………………………………………..
W związku z tym ponawiam pytanie - po co człowiekowi tak duży potencjał, gdy wykorzystanie jego jest tak minimalne?
Możemy brać pod uwagę fakt, że jednak nasza percepcja jest bardzo ograniczona.
Niewykluczone, że posiadamy narzędzie /mózg/ do tego, by stanąć dużo wyżej na drabinie ewolucji, ale wolniej się rozwijamy niż to zaprojektowała ewolucja.
Jedno jest pewne i to wie każdy z nas, że czym więcej trenujemy a więc rozwijamy się w jakiejś dziedzinie, tym bliżsi jesteśmy doskonałości, hi, hi, która tak naprawdę nie istnieje i jest tylko wytworem naszej wyobraźni pod warunkiem, że ją w ogóle posiadamy.
„Trening czyni mistrza” a „nietrenowany organ zanika” – Panowie trenujcie, by nie stracić zdolności prokreacyjnych i mieć nienaruszone ego, bo nic go tak u mężczyzny nie narusza jak niemoc.
Polecam seler jakby, co a nie niebieskie tabletki.
JESIEŃ
Spójrz, jaka smutna jesień tego roku.
Deszcz postrącał z drzew ostatnie liście.
Wiatr wieczny włóczęga stuka w szyby nocą.
Tak chłodno jest i tak mgliście.
Spójrz, jacy jesteśmy smutni tej jesieni
i jacy samotni.
Nawet krople deszczu na szybie,
są od nas zabawniejsze
i o wiele bardziej szczęśliwe.

                                                  bajsza
Jeszcze tylko jesienna nutka mojego kolegi z Melbourne


sobota, 9 listopada 2019

Szabaj

Bajsza

Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
9 listopada 2019 r
Szabaja poznaliśmy, gdy byliśmy na plenerze fotograficznym w Puszczy Białej ja Maciek i Jacek. 
Właściwie to on mnie poznał, bo najwyraźniej jak ja uwielbiał lody, hi, hi i gdy chłopcy poszli fotografować jakiś cmentarz a ja sobie zafundowałam loda z rożka on mnie zauważył i już nie odpuszczał, szedł obok, wpatrzony tymi czarnymi ślepiami z błagalnym wzrokiem, żebym się z nim podzieliła lodem. 
Upał był jak cholera i nie bardzo mi się uśmiechało oddawać swojego loda przybłędzie. Otworzyłam drzwi od samochodu, żeby powietrze wpadło i wymiotło zaduch. 
Wtedy on wskoczył na tylne siedzenie i zaczął po psiemu dopominać się choćby jeszcze odrobiny loda. Na początku był smutny, ale z czasem nabrał zaufania i cieszył się ze wszystkiego. 
Mój brat, powiedział, że chyba go bili, bo bał się raptownych ruchów.
Przekrzywiał łepek a to w prawo a to w lewo i popiskiwał, ale tak cichutko i uroczo. Zawsze miałam kota na punkcie psów, więc dałam mu końcówkę, czyli mniej więcej połowę. 
Jadł wolno degustując jak stary koneser. 
Patrzył na mnie i widać było, że najwyraźniej zakochał się skubaniec. 
Za lody znosił różne cierpienia, jak tu ogromną miłość Suzi
Czy, gdy sam popadał w amory. 
Świetnie stróżował na jachcie.
Uwielbiał spacery z Susi.
Z Maćkiem też się zakumplował.




Ostatniego psa straciłam, gdy pojechałam do lekarza do Łodzi po pobiciu przez takiego jednego, któremu najwyraźniej przeszkadzałam. 
Robili mi tam w WAMie tomografię komputerową kręgosłupa szyjnego, bo ponoć przesunął mi go niebezpiecznie i trzeba było ubrać mnie w kołnierz ortopedyczny na blisko 3 miesiące. 
Gdy wróciłam, nie było mnie w domu z 6 godzin, ogromny schorowany już ze starości owczarek niemiecki miał już chyba z 18 lat bardzo wymiotował, 

był praktycznie w agonii. Tuliłam go do siebie, bo kochałam go jak wcześniej żadnego psa, 
ale wiedziałam, że już z tego nie wyjdzie. 
Umarł po godzinie. 
Mogłam podejrzewać, że ktoś go podtruł, gdy mnie nie było, ale wiedziałam, że nic nikomu nie udowodnię. Na szczęście, dożył w szczęśliwości swojego końca. Szkoda tylko, że stało się to wtedy, gdy ja byłam u lekarza. 
Gdy wróciłam, nawet już nie cierpiał położył się na moich kolanach i tak odszedł świadomy, że go tulę a wychowałam go i troszczyłam się o niego od szczeniaczka zaraz po urodzeniu. 
Nie rozstawaliśmy się, tylko na tyle, gdy jechałam na 3, 4 godziny do pracy. Gdy odszedł obiecałam sobie, że już żadnego psa nie chcę. Bałam się cierpienia, jakie towarzyszy, gdy odchodzą. 
Już wtedy mieszkałam sama i później, gdy Szabaj się przyplątał i za cholerę nie chciał wysiąść z mojego samochodu chłopaczyska stwierdzili, że najwyraźniej mój poprzedni pies go do mnie przysłał, żebym nie czuła się samotna. 
Oczywiście, były z nim kłopoty, poszarpał w domu Aśki zasłonki z Ikei, gdy pojechaliśmy bez niego do Pułtuska, u mnie też psocił czasami, jak to żywy i radosny piesek, ale i ja i Maciek kochaliśmy go bezgranicznie. 
Był tu do końca na pewno bardzo szczęśliwy. 
Teraz już mogę patrzeć na te filmy nie płacząc, pierwsze 2 lata płakałam za każdym razem, gdy je oglądałam.
........................
Musiałam ten film inaczej pokazać, na parapecie stało radio i grało jakąś melodię, na Facebooku wyciszyli mi całkiem głos a tu najważniejsze są odgłosy natury a nie jakaś tam melodia. 
Mam nadzieję, że tu się nie dopitolą, po co puszczają melodję w radio jak nie może się ona w tle nagrać - przecież widać, że chodzi tu o odgłosy natury. Radio w końcu wyłączyłam, bo przecież Szabaj był szczęśliwy, nie z powodu tej melodii, ale z powodu cudownego klimatu w ogrodzie i domu 

piątek, 8 listopada 2019

O przy ja ciel....

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
5 - 8 listopada 2019 r
Zaczynam każdy dzień herbatą z białej morwy i patrzę przez okno na swój Eden, wysypując słonecznik ptaszkom.
Później dzień się sączy wartkim lub sennym strumieniem zależy to 
od pogody.
Piję kawę i sprawdzam poziom cukru we krwi.
Znów jestem słodka. 
Nie wolno mi jeść żadnych słodyczy i to jest smutne.
Zamykam oczy i marzę o wisience na torcie orzechowym, który każdego roku robiłam na swoje imieniny - dawniej. 
Imieniny! No właśnie - będzie smutno.
Tyle lat a teraz mogę tylko sobie pomarzyć.
Marzenia...
jeszcze słońca złota kula,
która promiennie mnie rozczula,
ten wiatr, który we włosy wplata
srebrzystą nić babiego lata
.....................................................
We mgle nieznanej drogi kres
Ten liści szelest i te lata,
które zostały za mną gdzieś
i tamta senna smutna chata,
której zabrakło chyba łez,
bo bardziej krzywa niż garbata
 
Myślenie alternatywne
W sumie szkoda, że ludzie tak rzadko malują na ubraniach, pomyśl moja ulubiona koszulka na rower powinna mieć na plecach pełno niezapominajek a z przodu barwne motyle.
Wiesz uwielbiam rzeczy z duszą takie, które ktoś kiedyś dotykał nie tylko w celach produkcyjnych, ale z sympatią, emocjami jakiekolwiek one by nie były
Przygnębia mnie jak ludzie kłamią, kluczą, wymyślają jakiś niestworzone historie, wcześniej twierdzili, że są przyjaciółmi.
Życie realne, szczególnie teraz wymaga ciepła, które poezja tworzy spontanicznie. 
Ktoś, kto długo czeka ciągle z czegoś rezygnuje, bo "ma" nadzieję, że warto jeszcze zrezygnować i tym razem.
Zrezygnować, gdy szanse na piękny poranek są znikome, lub praktycznie nie ma ich wcale.
Dochodzimy do perfekcji
w SZTUCE REZYGNACJI z kolejnych nadziei.
Marzysz, jeszcze czasami?
Ja marzę, by los nie zabierał mi tych okruchów maleńkich szczęść.
Wiesz, o czym można marzyć?
Choćby o tym, by zjeść, bez konsekwencji tłuczone ziemniaczki ze skraweczkami i popić maślanką,
Mam pecha, bo los przez całe życie zabiera mi wszystko, co wcześniej dawało mi radość.
Znów mi zabrał kolejną radość – to moja wina?
Co Wy tu pitolicie o burkach, bańkach, totalnym katolicyzmie w Polsce i o tym, czy wolno zabijać czy nie?!!
Czy zabicie innego człowieka może być słuszne światopoglądowo, z powodu wiary albo z powodu wolności słowa?
Każdy człowiek na świecie ma swoje wartości, które są dla niego ważne, ale przecież nie aż tak by je upowszechniać. Będzie zabijał, bo uzna, że jest to sposób na popularność idei takiej czy siakiej.
Chcesz żyć w grupie i identyfikować się z jej przekonaniami – ok!!!
Nikt Ci nie zabrania braku własnego zdania, nikt Ci nie zabrania podpierania się ideologią INNYCH, bo na własną nie tylko Cię nie stać, ale jesteś zbyt maluczki, by PONOSIĆ odpowiedzialność za własne życie, czy własne poglądy
Każda religia jest dla tych, którzy są zbyt durni, by samodzielnie brać odpowiedzialność za swoje czyny, boją się WŁASNYCH WYRZUTÓW SUMIENIA.
Muszą się wyspowiadać oczyścić, żeby nie pluć sobie w gębę w lustrze.
Spowiedź poprawia im humor jak mnie kawa rano. Żyjemy w świecie USTALEŃ w SPOŁECZEŃSTWIE i co tu pitolić, czy kobieta może w burce czy może na golasa wyjść na ulicę.
Spróbuj wyjść na golasa nawet jak jesteś facetem, – którym prawie we wszystkich społeczeństwach poza jednym plemieniem w okolicach dolnej Amazonki więcej wolno.
Wsadzą Cię do wariatkowa i tyle.
ALE…..jak masz kaprys przepłacić go pobytem w głupotkowie to nie chrzań, że to niesprawiedliwe. CZŁOWIEKU naucz się odpowiadać za własne czyny i marzenia i nie wchodź w te wszystkie GANGI typu katolicyzm, buddyzm, PiS, czy PO.
Weź do cholery odpowiedzialność za SWOJE życie i SWOJE czyny.

wtorek, 5 listopada 2019

Najazd obcych i utrata świadomości.

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
29 - 5 listopada 2019 r
    
Wiem, że to raczej nikogo nie obchodzi, ale najwyraźniej tracę motywację do życia.
Popadam w jesienną apatię, wszystko zdaje się nie mieć żadnego sensu.
Bardzo chciałam mieć pieska, ale analizując „za” i „przeciw” nie wiem czy powinnam.
„Za” miałabym towarzystwo, kogoś, kto mobilizuje, do wyjścia na spacer, kogoś, do kogo można się przytulić, nawet odezwać, gdy jest smutno, kogoś, kim trzeba się opiekować, być odpowiedzialnym itd. 
„Przeciw” - mam zimno w mieszkaniach, piesek mógłby się przeziębiać, musiałby spać ze mną w łóżku.
Piesek kosztuje „pi razy drzwi” – ok. 300 zł miesięcznie, ciągle jeszcze mam wakacyjny dług.
Choruję może być sytuacja, że będę musiała iść do szpitala, wiem, że to ostateczność, ale może się zdarzać.
Minusów jest więcej, iż plusów.
Więc jedno moje marzenie szlag trafił.
Miałam wyjechać, ale takie zaproszenia, miałam każdego roku, od 2015, kiedy to pierwszy raz byłam w Mediolanie.
Cisza…, a i moje zdrowie nie wiem czy jest ok. do latania samolotem.
Arytmia serca, kłopoty z żyłami, kto wie, co jeszcze.
Byłam na stronie Yorków i serce mi pęka, tak bardzo chciałabym, ciast nie mogę, pieska nie mogę.
Matko jedna to po prostu nie ma sensu, jak już nic nie mogę to, czym się cieszyć?
Zjadłam sobie lody na pocieszenie z borówką amerykańską.
Cukier oczywiście skoczył a jak inaczej mogło być? 
Teraz za każdą przyjemność przepłaca się zdrowiem.
Wszystko się kończy lodówka prawie świeci pustkami a mnie się nie chce nawet iść do sklepu.
Pewnie pojadę do sklepu jak już w lodówce zostanie mi tylko światło.
Nie rozumiem ludzi a już mężczyzn to całkiem nie rozumiem.
Stałam się niedzisiejsza – tak to można określić.
Nie wiem może się mylę może to tylko moja bujna wyobraźnia, ale w ostatnim czasie tzn. od 15 października do wczoraj, prosiło mnie o dodanie do kontaktów na Facebooku ok 200 mężczyzn. 
Sprawdzałam nim dodałam ich miejsce zamieszkania i zdjęcia/są zwykle wspólnymi znajomymi z innymi moimi kontaktami/.
Niby byli to artyści malarze czy rysownicy z różnych stron z Indii, Turcji, ale i Włoch, czy Francji.
Kobiet było zaledwie kilka.
Nie wiem wcześniej tego nie było.
Praktycznie nie wielu prosiło o dodanie do kontaktów. 
Rocznie najwyżej z 40.
Teraz niektórzy zaczynają pisać, okazuje się, że nawet nie wiedzą gdzie ja mieszkam.
Jak jednemu napisałam, że jestem z Polski, to, mimo, że wcześniej przysyłał mi różne wirtualne prezenty i zachęcał do rozmowy. 
Jak napisałam, że jestem Polką on na to, że „mam się trzymać od niego z daleka, bo jestem z narodu papy Jana Pawła II”. Byłam w szoku, bo to nie ja zaczęłam z nim pisać.
Odpowiadałam tylko na jego wirtualne zaczepki.
Niby mieszkał we Włoszech na południu.
Miał jednak paskudną gębę, ja to natychmiast zauważam, taki grymas wiecznego niezadowolenia.
Co on ma do narodu papieża Jana Pawła II? 
Wyrzuciłam go z kontaktów.
Zastanawiałam się nad tym nalotem nowych kontaktów.
Czy przypadkiem jacyś terroryści chcą mieć z nami kontakty – to jest bardzo dziwne.
Teraz już nikogo nie dodaję. 
A za to zablokowałam wszystkich Marcello Ferrari, /bo tak się niby nazywał - Ferrari - no nie/blondynka złapie się na markę/ – zablokowałam ok. 30 facetów o tym nazwisku/, choć ten, co pisał do mnie zlikwidował konto.
To też jest dziwne.
W wiadomościach prywatnych teraz figuruje, jako użytkownik Facebooka, zaś w miejscu gdzie były jego wpisy jest informacja 
„Ta wiadomość została tymczasowo usunięta, ponieważ konto nadawcy wymaga weryfikacji”.
No to chyba podpadł przez te wpisy do mnie i dobrze.
Masakra, miałam moment, że nie wiedziałam, co się ze mną dzieje.
Szlam do łazienki i nagle czułam, że nogi mi się plączą i że za moment upadnę.
Chwyciłam z całej siły drzwi od łazienki i to było najgorsze widziałam na nich jakby ekran komputera i chciałam go wyłączyć, bo wydawało mi się, że jak wyłączę to odzyskam siłę.
Nie wiedziałam jak to zrobić – obłęd.
 Mózg odmówił mi całlkowicie posłuszeństwa. 
Stałam tak kilka sekund i nagle pozbierałam się, ale było naprawdę tragicznie.
Coś dziwnego ostatnio się ze mną momentami dzieje. 
Mam takie jakby zawroty głowy, jakby krew mi nie dopływała do mózgu i na sekundy tracę kontakt.
To w sumie było bardzo niebezpieczne, bo jakby trwało dłużej albo jakbym upadła, mam tam 2 stopnie w dół i
posadzkę i tzw. wąskie gardło znaczy ściany w odległości metra od siebie, mogłabym uderzyć głową i nie wiem jakby się to skończyło.
Teraz już muszę uważać i raptownie nie wstawać, póki nie odzyskam równowagi.
Tereska tak miała na rok przed śmiercią, takie zachwiania równowagi, tylko ona nie miała cukrzycy i była 10 lat starsza ode mnie.
Jak piszę to niby wszystko jest już ok., ale przeraziłam się.
Nie, żebym się bała śmierci, wcześniej czy później tak się to skończy. Tylko, żebym sobie nie narobiła jakiejś niepełnosprawności i kłopotu, żeby ze mną nie było.
Wcześniej pisałam z Maciejem i wszystko było ok. 
Tyle, że ten cukier mi skoczył i czekałam, żeby spadł, bo wzięłam najpierw długodziałającą insulinę a później jeszcze musiałam krótko działającą poprawić, bo był ciągle za wysoki.
Zero przyjemności, bo odrobina i tak to się kończy.
Jakiś nerwus, pewnie wezwałby karetkę, ja to biorę na klatę i karawana idzie dalej, póki, co.


wtorek, 29 października 2019

Strzępki myśli niepotrzebnych

Bajsza
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc, które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
~~~~~~~~~~~~~~
26 – 29 października 2019 r
  
Jeśli popadniesz w z jakiegokolwiek powodu w stagnację, w ślepy zaułek, jeśli nic Cię już nie porusza, pogrążasz się coraz głębiej w piasku - musisz wszystko wokół wyczyścić, by się z tej sytuacji wygrzebać.
Wytnij, wyrzuć, pozbądź się tego, co się nagromadziło wokół. Gdzieś jest powód.
Musisz przejść do poczty i komunikatorów - i usunąć cały spam, wszystkie stare listy, niepotrzebne wiadomości.
Oczyść miejsce pracy, rozłóż papiery, usuń wszystkie niepotrzebne elementy z telefonu.
Nawet kontakty są niepotrzebne.
Wyczyścić listę znajomych z „martwych kont i wątpliwych przyjaciół”, z których nikt nie korzystał od dłuższego czasu.
I z relacji naprawdę martwych ludzi; tak się też dzieje.
Konieczne jest, aby po naprawie: stał się pusty i wręcz głośny od pustki.
Dziwne, to nie jest łatwe. 
Coś w środku się opiera - jest to właśnie niepotrzebne połączenie z przeszłością, przez które tracimy energię.
I na początku nic się nie wydarzy.
Brak natychmiastowych wyników.
A potem przestrzeń zacznie się wypełniać pozytywną energią, świeżymi obrazami, nowymi przydatnymi kontaktami.
I wszystko zostanie odświeżone i ulepszone;
Metoda działa.
Pozostaje ładunek przeszłości, staw jest wypełniony
świeżą wodą i pojawiają się siły.
 I możesz z niego pić, żyć i pracować i znowu marzyć.
Mam kontakty zmarłych dobrych ludzi, krewnych i przyjaciół na telefonie i w sieciach społecznościowych, a moja ręka nie podnosi się, aby je usunąć, gdy wyczyszczę swoje kontakty - to coś w rodzaju wspomnienia, które mam – zniszczę?.
A teraz czytam to, co napisałem i myślę, że to nonsens.
Są w moim sercu, kocham i pamiętam, i za każdym razem, gdy spotykam ich w kontaktach - to mnie boli.
I to jest niepotrzebne i jestem pewna, że nie chcieliby tego.
Mów wyraźnie - i będzie zrozumienie?
Nie chwal się „mądrymi” słowami i niewymownymi terminami przed ludźmi - w przeciwnym razie zostaniesz sama.
Uśpisz dobro. Stracisz kontakt. I zrozumienie.
I zaczęłam dalej rozmyślać o aniołach i ślubach, o proroczych snach i duchowości, o miłości i zdradzie.
Wkrótce rozpocznie się proces niszczenia.
Nie zależy on od bogactwa, wieku, życzliwości - energia jest prawie niezależna od realności.
Ale koty, ptaki, ludzie to czują.
Doświadczeni lekarze też to czują i doświadczeni psychologowie to czują a najbardziej czują to fotografowie.
A najtrudniejszą rzeczą jest przywrócenie energii życia, tylko wtedy możliwe jest uzdrowienie i rozwiązanie problemów.
Najpierw trzeba zrozumieć, dlaczego zniknęła energia, aby znaleźć dziurę, przez którą ona wycieka z człowieka.
Chociaż nie wszystkie dziury można naprawić
Kleopatra wcale nie była gruba, miała tylko krótkie nogi i haczykowaty nos?
Może tak było.
Tak w każdym razie wydawało się historykom, którzy nie mogli zrozumieć - co Mark Anthony znalazł u tej kobiety? Kiedy w okolicy było tyle pięknych dziewczyn, a nawet chłopców?
Tylko Mark Anthony zakochał się w Kleopatrze i to wszystko.
I dał jej wszystkie podbite ziemie.
Sekret miłości nie ma nic wspólnego z pięknem; nie kocham czegoś, lub kogoś za coś już o tym pisałam – kocham mimo wszystko.
Ludzie poświęcają poezję, malują portrety, dają podbite ziemie, marzą o wspólnym życiu przez całe życie. I nawet umierają, jeśli to nie zadziała - razem lub osobno
Nie powinieneś oceniać szans na miłość z wyglądu, bo ona jest gruba lub ma tlenione włosy.
Wiem ty nie chcesz kochać, bo jakaś szparka cię zraniła i ciągle ten ból czujesz. 

Ona już dawno zapomniała o tobie a ty ciągle wzdychasz do niej i cierpisz, nie nawiedzisz siebie, bo czujesz się winny i chcesz własną ręką się zabić, ale robisz to po woli, bo kochasz tylko cierpienie z jej powodu, to jest twój narkotyk, oprócz papierosów wódki i innych paskudztw, zabijasz się namiętnie powoli.
Zdarzają się niewidzialni ludzie.
Mówią niewiele; zwykle milczą. Nie często zawracają sobie głowę i innym, coś robią, może budują drewniany stół - ale tak niepostrzeżenie; jak wszyscy inni.
Wygląda to tak jak wszyscy inni, ponieważ taka osoba nie zwraca na siebie uwagi, nie narzeka.
Jest niepozorna – ukrywa się w swoim cieniu przed samym sobą zwykle, ale i przed innymi się ukrywa, bo już na nikim jej nie zależy.
Różnica między „chcę” a „mogę” jest zwykle sprzecznością.
Aby ją usunąć, musisz podjąć wysiłek i zdobyć to, czego chcesz. Lub przestań chcieć.
Zrozum i zaakceptuj niedostępność czegoś pożądanego.
W przeciwnym razie popadniesz w depresję i stracisz to, co masz.
Konieczna jest ta sprzeczność!
Jest to główny warunek rozwoju.
Ale nie można długo żyć w konfliktowej sytuacji - trzeba albo zacząć osiągać cele albo zrezygnować z nich.
Są ludzie, którzy w życiu zadają wiele pytań i nie przestają widzieć, że nikt nie chce już na nie odpowiadać.
Najwyraźniej lubią dręczące pytania dotyczące szczególnie spraw osobistych.
 Obrażają się, jeśli inni nie chcą na nie odpowiedzieć.
 Takie strzępki myśli kołaczą się w człowieku, gdy zostaje sam, gdy ostatni przyjaciel przestaje dzwonić lub umiera.
Strzępki myśli już zupełnie nikomu niepotrzebnych. 
Wiadomo, nikt ich nie przeczyta to i pisać nie warto. 
❤ Bay kochani straciłam zapał i ducha 

Archiwum bloga