środa, 9 lipca 2014

Lalka Chucky a katastrofa w Topolowie

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 70
˜˜*°°*˜˜
Nie chcę nawet sprawdzać, jaki mam cukier. Dałam czadu słowo honoru.
No 146 to jest ok, myślałam, że będzie gorzej.
To teraz mogę się przyznać, trochę malin – kupiłam na zamrożenie, bo były przepiękne, trochę borówek amerykańskich, bo też reszta wylądowała w zamrażalniku. Plaster kremowej super pysznej Stefanki i garnuszek bobu. Bobu nie powinnam jeść ze względu na jego złą opinię, co do pogłębiania się Dny, ale w końcu na coś trzeba umrzeć.
~~~~~~~
Każdej nocy i za dnia jak odpalam komputer wchodzę na profil jednego ze spadochroniarzy, którego parę lat temu poznałam na nartach. 
Nie wiele z sobą rozmawialiśmy, ale miałam uczennicę uprawiającą spadochroniarstwo, często opowiadała mi o zawodach i różnych wyczynach, tak mnie to zakręciło, że nawet zapisałam się na kurs szybowcowy. Niestety scykorzyłam już po 3 zajęciach i zrezygnowałam. Aga była jeszcze maleńka i miałam jakiś taki sen, że lecę i lecę i za chwilę się rozbiję o ziemię. Wystraszyłam się i zrezygnowałam nim wpłaciłam całą kwotę za kurs. 
Z A… rozmawiałam w kolejce do wyciągu właśnie o skokach mówił, że wbrew pozorom to bardzo bezpieczny sport i jaka adrenalina? Hmm….On jeszcze wtedy nie miał córeczki, nie miał chyba nawet żony.
To już było jakiś czas po tym jak zrezygnowałam z tego kursu, sądziłam, że może jego opowieść o lotach jakoś mnie przekona, ale nie. Wtedy odkryłam jeszcze w górach, że mam lęk na dużych wysokościach.
Gdy usłyszałam o tej tragedii 11 skoczków spadochronowych coś mnie tknęło, żeby sprawdzić, kto zginął.
Oczywiście, to nie było proste, wtedy jeszcze nie podawali nazwisk, ale pamiętałam jego imię i nazwisko tak mniej więcej, było podobne do mojego nieżyjącego już dyrektora.
Znalazłam na Facebooku jego profil i co się okazało, że właśnie on zginął. 
Przybiło mnie to, bo zawsze jest bardzo smutno jak odchodzą młodzi ludzie z pasjami, przed którymi było jeszcze całe życie.
Poczytałam trochę co pisał i co inni pisali o nim.
2 lipca na 3 dni przed katastrofą na profilu dziewczyny, która też zginęła są takie wpisy;
„Na najbliższy weekend zapowiada się świetna pogoda, Rudniki, 4000m, Piper Navajo - bosko!
………………., dalej
A S pisze; W razie niepogody palimy kogoś na stosie
2 lipca o 15:05 · Lubię to! · 3
Magdalena D my już wiemy kogo..hehehe
2 lipca o 15:21 · Lubię to!
A S pisze; na pewno jakąś czarownicę
2 lipca o 17:34 · Lubię to!
Miś Przekliniak napisał dzień po katastrofie w której 11 osób w efekcie spaliło się żywcem;  
To żeś wykrakał kolego.....
6 lipca o 02:43 · Lubię to! · 14”
Możecie się śmiać, ale ja jestem przesądna czasami.
Uważam, że nie należy igrać z losem i jak jest coś trudnego do zrobienia nie szafuję słowami po próżnicy. Ja wiem, że dla nich był to chleb powszedni, ale okazało się, że mieli lecieć samolotem, którego dobrze nie znali.
~~~~~~~
Poszukałam dalej i trafiłam na kolejny niefart.
Żona tego mojego znajomego wstawiła na swoim profilu zdjęcie, którego tu nie pokarzę, bo się go boję.
Zdjęcie dziecka z takim oto napisem;
„Ten kominiarczyk kursuje w sieci już od 2003 roku i przynosi szczęście każdemu, kto go dostanie i prześle dalej”
Patrzę na to zdjęcie i nie wiem czemu przypomina mi słynną lalkę Chucky – wstawiła je 29 czerwca i już później nic więcej nie napisała tylko „ Udostępnij dalej :)))” nad zdjęciem.
Ja już pisałam o złej energii, która może się kumulować z różnych powodów.
Apeluję do tych, którzy, bez zastanowienia przyjmują różne rzeczy od innych ludzi, czasami może to być tragiczne w skutkach.
Chodzi tylko o energię. Należy gromadzić tę dobrą wokół siebie i nie dać się wmanewrować w cudze uwikłania.
Gdyby owi skoczkowie wtedy, gdy silnik nie chciał odpalić, zrezygnowali z tego lotu, dziś żyliby wszyscy.
Samolot był trefny a reszta to tylko zbieg nieprzychylnych energii.
~~~~~~~
A ja sobie zjem troszkę lodów, bo cukier mam niezły.
Unikam trefnych rzeczy, choć jestem chomikiem i czasami kupowałam jakieś rzeczy po kimś np. dawniej w Desie czy w sklepach ze starociami. Mam tu obok piękną dębową ławę właśnie kupioną w sklepie ze starociami, jakieś figurki, bałałajkę a nawet kilka misiów, maleńkich, bo takie najbardziej lubię. Kiedyś kupiłam w Desie na Placu Trzech Krzyży - Dziewczynę Ważkę Wilhelma Kotarbińskigo obraz raczej nie był oryginałem tylko piękną kopią, ale pamiętam, że kosztował całą moją rentę miesięczną po ojcu i jeszcze trochę – sprzedałam wtedy na to konto - babcine korale - to był jeden z moich najwcześniejszych poważnych zakupów.
Tak mi się podobał, że nie mogłam spać po nocach i jeździłam oglądać go chyba przez tydzień. W końcu zdecydowałam się, ale musiałam sprzedać te korale, które dostałam od babci i czułam, że to się źle skończy.
Jeszcze tego dnia pamiętam, że w sklepie pojawił się facet w czarnym płaszczu i kapeluszu z długimi włosami wyglądał jak Mefisto a sprzedawca strasznie mu nadskakiwał a ja już oddałam te korale do wyceny i chciałam jak najszybciej wziąć ten obraz w ręce i czuć, że jest mój.
On zaś zajął się tym dziwnym facetem jakby zapomniał o mnie. Wkurzyłam się. 
Dopiero, gdy facet wyszedł sprzedawca przeprosił mnie i powiedział, poznała go pani, to Stan Borys, nie mogłem go ignorować, bo go uwielbiam.
Niemena znałam, ale Stana Borysa zupełnie wtedy nie.
Dopiero później dowiedziałam się, co to za postać - myślałam, że to słynny diabeł z Fausta.
Już sobie umyśliłam gdzie powieszę obraz.
Chciałam na moment powiesić w akademiku na gwoździu po jakimś widoczku, ale gwóźdź wypadł i obraz wylądował na ziemi, później zdjęłam inny widoczek i znów powiesiłam i okazało się, że obraz nie wisi równo, tylko przechyla się w prawo. Dziwne pomyślałam w sklepie wisiał równo, może ściana jest krzywa. Dałam spokój zawinęłam go w papier, w który był zapakowany a ponieważ nie mieścił mi się do torby włożyłam go pod łóżko. Gdy wracałam do domu uświadomiłam sobie, że obraz zostawiłam w pociągu, który jechał do Frankfurtu. Myślałam, że szlag mnie trafi, wiedziałam już, że przepał. Wtedy właśnie przypomniała mi się babcia, jak dawała mi te korale, powiedziała; „one teraz nie są modne, ale są wartościowe, kiedyś znów wróci na nie moda – dbaj o nie”.
Sprzedałam je – było mi niewymownie przykro.
Dopiero niedawno udało mi się kupić podobne i czuję się jakbym zadość uczyniła babcinej woli. Mam jeszcze korale z rubinów po babci i z kryształów górskich ale tych strzegę jak oka w głowie. J

W antrakcie meczu.

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 69
˜˜*°°*˜˜
Co robię, żeby zarobić trochę grosza?
Sprawdzam pod względem ortograficznym i stylistycznym pracę magisterską.
Nie będą to żadne oszałamiające pieniądze, ale zawsze coś. Fakt jest faktem, że ślęczę już 6 dzień nad tą pracą, myślałam, że dzisiaj skończę, ale delikwent przyniósł mi jeszcze jeden rozdział 60 stron bagatela a ja już mam totalnego fijoła od tych przecinków i przestawiania szyku wyrazów w zdaniu.
Tak się zeźliłam jak dostałam jeszcze ten rozdział, że postanowiłam przemeblować mieszkanie.
~~~~~~~
Obudziłam się z genialnym pomysłem na ogarnięcie tego pokoju.
Jestem chomikiem zbieram różne duperele i przez to już się tu nie mieściłam do tego multum ciuchów, które tylko tu mogą wisieć, bo tu mi nic nie pleśnieje. Oczywiście wymagało to oderwania się od poprawiania i zrobienie totalnego bajzlu w całym pokoju.
Jeszcze nie mogę się połapać gdzie, co mam. Książki nie są na regale ułożone tematycznie a to jest podstawa, żeby wśród setek znaleźć jakąś. Teraz oglądam mecz i wszystko pitolę.
Minie kilka dni nim uda mi się wszystko poukładać jak trzeba, ale warto było.
Odzyskałam dostęp do okna.
~~~~~~~
4:0 dla Niemców niesamowite.
Dziewczyny z Brazylii płaczą
~~~~~~~
Stwierdziłam jednak, że bieda powoduje, iż człowiek staje się bardziej kreatywny.
Od półtora tygodnia jesteśmy z Szabajem tylko na jabłkach. Znaczy Szabaj dostaje do tego jeszcze suchą karmę.
Malinówka bardzo obrodziła jabłka są przepyszne i jest ich jeszcze chyba na miesiąc a później będą inne. A te to te inne.
Jadłam już jabłka z ryżem, jabłka w cieście – rewelacyjne, bo ciasto bez jajek na wodzie i z mieszanych mąk, pychota spróbuję jeszcze pieczone w piekarniku w cieście kruchym.
Marzy mi się szynka, ale jak wszystko pójdzie ok. z tą pracą, to może w tym tygodniu wyskoczę na rybkę ze znajomym, zobaczymy.
Wszystko zaczyna się jakoś układać, choć wróżki wciąż mnie straszą.
Kiedyś coś mi odbiło i zadzwoniłam do jednej i od tego czasu napastują mnie smsami.
Teraz straszą mnie kłopotami i sądem. Imają się różnych sposobów, żebym jeszcze zadzwoniła, ale jak tamta mi powiedziała, że święty Józef jej mówi wszystko o mnie, bo ona do niego się modli i ja mam słuchać jak modli się za mnie rozłączyłam się. Tak krótka wizyta kosztowała mnie 50 zł. Miałam trochę kasy na zbyciu w telefonie, wiec pomyślałam a co mi tam – no i wnerwiła mnie.   
5:0 koniec świata!!! W 30 minucie W życiu nie myślałam, że Brazylijczycy tak się załamią. Masakra!!! Sport jednak jest nieprzewidywalny.
~~~~~~~
W niedzielę jadę na jogę a co mi tam niech mnie opęta w końcu coś mnie omota, opęta, bo już dawno nie byłam omotana. Tereska miała mnie spiknąć z księdzem, żeby zabrał mnie do harcerzy, ale skoro nie dzwoni trzeba dać się opętać jodze nie ma wyjścia.
Do tego pokój jak odgruzuję, i wysprzątam w pozostałych, bo teraz wszędzie mi się bałagan zrobił, to może, kto wie?
Ech…., nic nie planuję, bo z planów mi zawsze wychodzą piękne bańki mydlane.
Szabaj chyba czuje burzę, bo łazi jak zaczadzony
No i trzy bramki mi uciekły, bo na skype się rozgadałam.
Żal mi Brazylijczyków.

sobota, 5 lipca 2014

Pieśń nad pieśniami do anonimowej

 Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 68
˜˜*°°*˜˜
Wyraźnie anonimowa przeginasz, poczytaj dokładniej blog, to znajdziesz opis mojego egzaminu magisterskiego.
Pamiętam, że o tym pisałam, każdy kreuje swoje życie nawet jak mu się zdaje, że to, co się w nim dzieje to nie jego wina – myli się, bo… siejemy w życiu nasionka one kiełkują, później dojrzewają i wreszcie zbieramy PLONY.
Czasami nawet nie myślimy o tym, że posialiśmy wokół siebie złą energię i że ona wcześniej czy później wyda również złe plony.
Jeśli zatem w Twoim życiu źle się dzieje, to znaczy, że Twoim udziałem jest taka zła energia. Zresztą, co tu daleko szukać. Próbujesz oceniać moje życie a nie myślisz o tym jak doskonalić swoje. Życzę Ci szczęścia, ale postaraj się otaczać dobrą a nie złą energią to jest podstawa sukcesu. 
Śpiewaj mi słodko wietrze,
śpiewajcie źdźbłami traw,
wanilią natchnione powietrze,
gorące od drżenia ciał.
Śpiewaj mi pieśń,
Nieznajoma niech wiatr,
we włosach gra,
śpiewaj mi wciąż od nowa
niech rymy porwie mgła
A moje oczy w jak słowa,
rozsypią źródlane łzy.
 i będzie purpurowa ta ścieżka,
co zdusi me łzy
i stopy zaznaczą szlag wątły
choć Ty nie bardzo chcesz.
Idę ku Tobie słońce
Wiatr o tym dobrze wie.
Anonimowy28 czerwca 2014 18:55
„Nie jest tak źle, gdyby mnie przyszło zapłacić za rachunki około 1500 zł. musiałabym zaciągnąć kredyt,
tylko z czego oddać, a truskawek w ogrodzie nie mam, pomidorki i inne warzywka też nie rosną.
Nie mam domu z ogródkiem, autka, rowerku, Szabajka, kamery, odpowiednich programów do obróbki
zdjęć, o nowym laptopie już nie wspomnę.
Muszę żyć, i jak tu zwiedzić świat?
Chciałam jeszcze dodać do wczorajszej wypowiedzi, że nie mam także lodówki, bo niby co miałabym
w niej trzymać, nie mam także telewizora oraz komórki.
Za to mam marzenie aby pójść do Santiago de
Compostela.
Na piechotę oczywiście. Mam nadzieję, że marzenie spełnię. Buen Camino
Nie mieszkam w cudzym wynajętym mieszkaniu, tylko we własnym. Piwa nie piję ponieważ nie lubię.
Posiadam środki na utrzymanie, podobnie jak TY, EMERYTURKA, tylko ona jakaś mało rozciągliwa i wszystkich potrzeb pokryć nie chce.
Camino francuskie, bo tym myślę, nie jest drogą resocjalizacyjną, na jej przejście nigdy, nikogo żaden sąd nie skazał. Na trasie spotykamy pielgrzymów, jak i miłośników trekkingu. Śpi się w schroniskach dla
wędrowców, można tam spotkać przedstawicieli wszystkich kontynentów.
To obcowanie z przepiękną naturą, jak i historią, Koniecznie obejrzyj film THE WAY,
Pozdrawiam wakacyjnie.”
Odniosę się całościowo, do wszystkich Twoich wpisów.
Może zacznę od tego, że ja kiedyś też nic nie miałam.
Jako dziecko mieszkałam u tego, kto mnie przygarnął, 
bywało, że nie miałam bielizny osobistej i sama sobie szyłam mając 9 lat majtki.
Cukierka dostawałam jak ktoś był tak miły, że zechciał mi dać.
Do 17 roku życia nikt mi nie powiedział, że mnie kocha, że jestem dla niego ważna.
Życie nauczyło mnie, że muszę liczyć tylko na siebie, nie chodziłam nigdy, do żadnych instytucji pomocowych i o nic nie prosiłam.
O tym, że mam przyznaną rentę po nieżyjącym ojcu dowiedziałam się po 18 latach w moje 18 urodziny, gdyż renta była zagospodarowana przez rodzinę, która się mną nie opiekowała na inne cela.
Może i wtedy bym się nie dowiedziała gdyby nie fakt, że chciałam na rok przerwać naukę, co skutkowałoby odebraniem tej renty.
Dopiero wówczas wymogłam bym rentę otrzymywała do rąk własnych.
Chyba właśnie, dlatego podjęłam studia, by nie być od nikogo zależnym finansowo.
Studiowałam, choć inna rodzina chciała dać mi pracę – opiekę nad dziećmi za jedzenie i jakieś drobne na kino, czy cokolwiek. 
Miałam świadomość, że jak zmarnuję szansę na skończenie studiów nikt mi w życiu nie pomoże.
Mój promotor pracy magisterskiej mógłby tu napisać, z jaką niesamowitą determinacją wyciągałam go z domu, by przyjechał na obronę mojej pracy magisterskiej.
Pracując chwytałam wszystkie szanse doskonalenia zawodowego.
Jako jedyna na ok 35 pracowników zgłosiłam się na kurs grafiki komputerowej/1990r/Corel Draw I, II i III stopnia. W dwa lata później poszłam na organizowane przy Uniwersytecie Łódzkim studia podyplomowe Profilaktyki i terapii uzależnień, które też skończyłam. Pracowałam zawodowo na półtora etatu, ciągle uczyłam się, budowałam dom, wychowywałam dziecko i pracowałam dodatkowo prowadząc własną firmę. Zgrzeszyłabym, gdybym powiedziała, że nikt mi nie pomagał. Pomagała mi ciocia, siostra mojej już nieżyjącej wtedy babci. Jednak sama wiesz, że dochodząca czasami „pomoc” jest raz, że niedająca poczucia bezpieczeństwa a po drugie wszystko zależało od jej humorów a była humorzasta, kto ją znał to wie, o czym mówię.
W wakacje wyjeżdżałam najpierw na kolonie, jako wychowawca a później, gdy córka podrosła na OHP, jako opiekun studentów za granicę.
Ciężko pracowałam, czasami bardzo ciężko, kiedyś z przemęczenia wjechałam w autobus i zniszczyłam sobie bok autka, bo nie byłam w stanie wyczuć odległości przy wymijaniu.
To prawda, że mam wszystko to, co pozwala żyć mi na bezpiecznym poziomie, to prawda, że dzięki pracy i trwającym wiele lat studiom wiele podróżowałam również poza granicami Polski.
To prawda, że aby ciągle rozwijać się intelektualnie mam szerokie potrzeby nie tylko stricte życiowe.
~~~~~~~
Nie wiem, kim jesteś koleżanko, nie wiem gdzie pracowałaś i jakie szkoły kończyłaś, ale skoro żyjesz na tak niskim poziomie, to albo miałaś jakąś traumę w życiu albo po prostu od początku nie zależało Ci na skończeniu odpowiednich szkół, dokształcaniu się czy rozwoju intelektualnym.
Nie chcę tu nikogo oceniać, ale stare powiedzenie mówi, że „każdy jest kowalem własnego losu”, dlatego sądzę, że porównywanie swojego losu z moim jest raczej nie na miejscu.
Mam materialnie okresami gorzej niż miałam kiedyś, jednak już nie mam tych sił, co kiedyś oraz nie chce mi się dorabiać na siłę.
~~~~~~~
Teraz poprawiam komuś pracę, by zarobić trochę grosza.
Może znajdę jeszcze sposób na dorabianie do emerytury – jestem kreatywna.
Pozdrawiam, zaś na wycieczkę wybiorę się z jednym albo drugim kolegą, może na rowerach a może autkiem – zobaczymy. 
Też Ci życzę miłych wakacji póki co z mojego ogródka.   

wtorek, 1 lipca 2014

Szczęśliwego życia dla wszystkich piesków

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 67
˜˜*°°*˜˜
Jestem kompletnie rozbita.
Wczoraj upiekłam ciasteczka dla cukrzyka, ale niestety podnoszą mi za bardzo cukier, mimo, że są bez cukru.
Mój Boże patrzę na turystów w Zakopanem – zawsze było mnie stać bym, choć na 7 dni mogła wyjechać na wakacje.
Teraz niestety nie.
Może jak oddam samochód na złom a inflacja nie zeżre tych oszczędności na benzynie i opłatach – może wtedy będę mgła gdzieś wyjechać, choć na tydzień.
Tylko czy będę jeszcze na to miała siłę i zdrowie.
Hmm…., to nie jest fair, choć niektórzy uważają, że praca nauczyciela wf. choćby po najlepszych studiach to totalne obijanie się i za to nie powinno się płacić ani tym bardziej dawać emeryturę.
Jestem oczywiście innego zdania.
Nikt nie myśli nawet o licznych kontuzjach związanych z zawodem, o bardzo dużym stopniu stresu wynikającym z odpowiedzialności karnej, gdyby jakiemuś uczniowi coś się stało na lekcji.
Stać się może nawet przy najlepszej organizacji lekcji. Pamiętam jak kiedyś uczyłam bodajże 1 licealną pchnięcia kulą. Zachowałam wszelkie zasady bezpieczeństwa, wytłumaczyłam, pokazałam jak należy pchać w końcu dawkowałam stopień trudności wykonania ćwiczenia.
Sama cały czas stałam obok, nie leżałam i nie opalałam się jak ktoś kiedyś sugerował.
Co się stało?
Ano jedna z uczennic, która przez cały czas musiała zupełnie o czymś innym myśleć – wypchnęła kulę pionowo w górę nad głowę.
To są ułamki sekund na reakcję nauczyciela. Jeśli uda mu się zmienić tor kuli jest szansa, że uczennica wyjdzie z tego bez uszczerbku.
Pamiętam jej zdziwioną minę, kiedy to zauważyłam nie wiem, nie miała nawet czasu, by uciec z koła.
Zdążyłam błyskawicznie podnieść rękę i wypchnąć z całą siłą kulę poza koło tuż nad jej głową. Gdyby była wyższa ode mnie pewnie byłoby już po niej.
Skończyło się mocnym bólem nadwyrężonej mojej ręki, ale musiałam zacisnąć zęby i skończyć lekcję w ogromnym stresie, bo wyobraźnia pracuje i widziałam co mogło się stać.
Dziś być może po upadku tamten uraz się pogłębił.
To nie była jedyna bardzo niebezpieczna sytuacja, inna uczennica na lekcji gimnastyki, przy doskonaleniu przewrotu w przód, /ćwiczenie z 1 klasy szkoły podstawowej/, przy przewrocie przez 1 część skrzyni po prostu nie rzuciła rąk do przodu, tylko poszła na głowę, gdyby nie błyskawiczna reakcja mogła sobie uszkodzić kręgosłup.
Innym razem w czasie meczu siatkówki uczeń z 4 klasy liceum niechcący ściął z odległości 2 metrów prosto w moją głowę, która odbiła się najpierw od ściany, po czym wylądowała na stalowej lince od siatki, odbiła się od niej i ponownie walnęła w ścianę. Przez 2 dni chodziłam po tym uderzeniu kompletnie nieprzytomna nie mówię o bólu.
Pojęła to dyrektorka, gdy wchodząc na salę uczeń ściął jej niechcący w twarz i złamał okulary na nosie.
Nie zmieniło to jej stosunku do mnie, jako nauczyciela wf, przestała po prostu wchodzić na salę.
Takich sytuacji w ciągu tych 35 lat pracy były setki.
Człowiek wchodząc na salę czy wychodząc na boisko musiał spodziewać się najgorszego. Wystarczyło na moment stracić czujność i stawał się ofiarą własnej nieuwagi, do tego musiał czuwać nad 30 uczniów, którzy przychodzili na te lekcje często sfrustrowani klasówkami, złymi ocenami, utarczkami z nauczycielami innych przedmiotów, problemami domowymi i młodzieńczymi niepowodzeniami.
Trzeba było obserwować każdego ucznia, bo po jego twarzy widać było jak bardzo jest narażony na kontuzję, która może być efektem jego niepełnej sprawności psychofizycznej.
Trzydziestu trudno było ochronić jednocześnie, ale wyodrębniając tych smutnych, zamyślonych w stresie - można było to jakoś ogarnąć.
Gdybym tylko miała prowadzić lekcje, mniej więcej według programu nauczania, narażona byłam jeśli nie sama na uraz to na doprowadzenie do wypadku na lekcji i żadne doświadczenie, czy trzymanie się ścisłe metodyki nauczania poszczególnych ćwiczeń nie chroniło przed niczym, może tylko przed odpowiedzialnością karną, gdybym potrafiła udowodnić, że wypadek był nie do przewidzenia.
Czy nauczyciel może przewidzieć, że ważąca 96 kg uczennica mająca 179 wzrostu zwali się jak kłoda na asekurującego nauczyciela, podbijając mu oko i przygniatając tak własnym ciałem, że drobny nauczyciel nie może się spod niej wygramolić?
 Gdy mu się uda - owa winowajczyni zachowuje się jak nieprzytomna.
Nauczyciel sadza całą klasę zabraniając komukolwiek poruszania nieprzytomnej, sam wzywa karetkę a gdy ta przyjeżdża owa poszkodowana wisi sobie w zwisie przewrotnym na drabinkach głową w dół a klasa siedzi na ławkach jak zahipnotyzowana.
Potłuczonemu nauczycielowi przyszło zapłacić wówczas 20zł za wezwanie karetki i Bogu dziękował, że tak to się skończyło. Mogła przecież uszkodzić się poważnie. Pamiętam, że kilka lat dopraszałam się używając różnych forteli o magnetofon, dzięki któremu mogłabym prowadzić z dziewczynami aerobik na lekcjach. Po 11 chyba latach i różnych pokazowych lekcjach, dla nauczycieli i rodziców dyrekcja dała pieniądze na magnetofon. Traktowałam go jak relikwie, któregoś dnia wnosząc go na salę, jakiś uczeń/okres, gdy nawet na przerwach młodzież miała zajęcia sportowe/poturlał piłkę do kosza pod stopnie wejścia na salę. Noga moja trafiła niespodziewanie na piłkę i pojechała na niej w cały świat a w rękach niosłam ciężki magnetofon taśmowy Grundiga, żeby go nie potłuc musiałam upaść na łokcie i upadłam 2 metry od wejścia na salę.
Magnetofon ocalał łokcie mam już osłabione do dzisiaj. Trzeba było widzieć miny uczniów, nie wiem czy któryś z nich myślałby w takiej sytuacji o tym by ocalić magnetofon.
Szkoda gadać każdy widzi tylko swój trud i własne zaangażowanie i szkoda, ze nie ceni pracy innych.
Byłam dzisiaj u mojego diabetologa i dr. Konrad Szosland to naprawdę przemiły lekarz.
Czasami zastanawiam się czy to normalne, że są tak różni ludzie jedni swoją pracę traktują z miłością a są przecież i tacy, którzy mają wszystko w nosie i chodzi im tylko, by zaliczyć kolejnego pacjenta.
Ech dzisiaj 
JEST DZIEŃ PSA
 Szabaj dostanie kiełbaskę i jego zdjęcie znów przyozdobi ten post.
 Wszystkim pieskom zaś życzymy oboje by zawsze były szczęśliwe.

Archiwum bloga