niedziela, 22 września 2013

Rozdział 17. Dryfowanie na bananie

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 17
Dryfowanie na bananie
Oprócz bzykania ostatniego obolałego komara dociera jakiś potok słów życia z telewizora. Strzępy obijają się nam o uszy, zabrzęczą jak komar chwilę, zaskrzypią i nikną gdzieś w natłoku medialnego bełkotu. Patrzymy sobie z Szabajem w oczy i żadne z nas nie wie, co powiedzieć, bo najczęściej milczymy rozumiejąc się bez słów.
Zerkam na telefon, który bzyknął jak komar.
Jasiek zadzwonił a to ci dopiero, jak spałam i teraz pobrzękuje przypominajka, że nie odebrano.
Jasiek, który za grosz nie jest intelektualistą i napisał kiedyś „ bul” a ja myślałam, że boli go bardziej, wtedy, gdy to „Ó” się pierniczy w „U” i traktuje te wygibasy, jak kalekie leki na jego gruźlicę i bezsenność.
Dla Janka piszę tę pieśń, któremu nic nie brakuje, prócz zdrowych płuc i polotu.
Niemoc ma wyłupiaste oczy, bo kryje to zdziwienie; że jednak nie „dam rady” a dawniej „udawało się dać radę”
Zdziwienie ludzi bez polotu przeraża, bo co oni niby mogą?
Strach paraliżuje im trzewia.
Co…, tam trzewia nogi stają się wiotkie i nawet uciekać nie potrafią.
Jasiek bardzo chciałby być ciachem intelektualnym, no, bo kto by nie chciał?
Każdy by chciał być ciachem – przynajmniej intelektualnym z braku odpowiedniej postury i umięśnienia to – choćby intelektualnym myśli sobie niejeden.
To jest jak takie lekkie kalectwo na przykład „koślawy palec”. Nie widać za bardzo, nie dyskredytuje, choć uniemożliwia praktycznie bieganie maratonów.
Co tam maraton skoro można całkiem dobrze grać w golfa.
Teoretycznie elitarność golfa nie wymaga od golfisty idealnych kształtów palucha wielkiego – cokolwiek teraz mam na myśli.
Zrobiłam sama pachnąca kawę i nie mam ambicji bycia ciachem, choć intelekt u mnie w porównaniu z tym Jaśka jest jak Czomolungma przy Babiej Górze.
„Nie kcem być CIACHEM mówi Szabaj, bo jakiś matoł, by mnie zżarł jak parówkę”.
O masz – męska logika!
Nic gorszego, nie może się człowiekowi przytrafić jak stać się /końcowym/produktem czyjejś przemiany materii.
Fee… takie skojarzenia i na co komu intelekt?
Żeby psuć sobie smak wieczornej kawy.
Wieczorna kawa taka z okruszkiem jak ja mówię jest doceniana jak najbardziej przeze mnie, szkoda, że sama ją robię.
Kawa jest prezentem za…, no właśnie znów wszystko, co dobrze się zapowiadało popierniczyło się.
Kawa z Wiednia, – niesmak chyba obudził się, gdy powiedziałam mojej nowo zadzierzgniętej przyjaźni, że kiedyś pisał do mnie taki pan, co siedział na żaglówce i coś z Wiedniem miał chyba wspólnego.
A kiedy to było? No jakiś czas temu, kto by pamiętał, kiedy, różni piszą.
Tego zapamiętałam dzięki tej żaglówce i dzięki temu, że przysyłał mi jakieś sympatyczności jak sobie o mnie przypomniał. Nic poważnego.
Bania okazało się, że ów żeglarz wtedy właśnie szykował grota na foczkę mojej kumpeli i do tego moje pagaje dopieszczał, – co prawda sporadycznie, ale jednak.
Wżarło się to w mózg i sprawiło, że kumpela stawała się coraz bardziej agresywna wobec mnie.
Wymyślała mi jakieś swoje przepisy na życie traktowała mnie jak niemotę, moje zdanie zupełnie się nie liczyło a na koniec stwierdziła, że jest wysoce prawdopodobne, że roznoszę zarazki,/bo głupia zwierzyłam się, że jakieś bakterie mam w siuskach i dostałam na nie lek/.
Powiedziała, że nie życzy sobie w swoim domu żadnych bakterii. Zatkało mnie, bo nie było to nic, czym mógłby się ktokolwiek zarazić, to nie to, co prątki Jaśka, a przecież byłam u niego i chyba gruźlicy nie chwyciłam.
Nic tak nie smakuje, jak wieczorna dobra kawa z Wiednia, która była rewanżem za bezprzewodową myszkę i sesję zdjęciową, którą kumpeli zrobiłam, by miała fotki do biura dla zagranicznych kandydatów na męża.
Wszystko było ok., póki byłam potrzebna – cholera skąd ja to znam!!!
A Ty, po co tu przychodzisz mój drogi?
Są miejsca niedopowiedzeń, miejsca gdzie jest jeszcze ten margines na własną inwencję, na polot, na wyszarpanie czegoś od kogoś, tu zostały już tylko moje pikantne kotlety z selerem i niesmak po nieudanej znajomości.
Szukasz inspiracji?
Brawo inspiracja, bywa tak potrzebna do życia jak dobra wieczorna kawa nawet nie koniecznie z Wiednia.
Bez inspiracji – więcej bez uświadomienia sobie potrzeby jej posiadania życie staje się jałowe, bezpłodne a seks przypomina dryfowanie na bananie.
Przecież nie można żyć tylko po to, by zarobić pieniądze na byt – lepszy czy gorszy.
Człowiek, który zapomina, po co zarabia pieniądze, jest jak maszyna.
Wystarczy go naoliwić i uważać, żeby śrubki z niego nie powypadały.
Dla pracodawcy to ideał, nie myśli nie kombinuje robi swoje i odbiera papierki, które pracownik wyda na byle, co.
Jeszcze lepiej jak żona albo jakaś inna kutwa mu zabierze, te papierki, prawda Jacku, nie trzeba wtedy myśleć nawet jak to dzielić, czy w ogóle dzielić.
Nie trzeba ustalać priorytetów.
Ona zarządzi, bo taką rolę przyjęła wtedy, gdy Cię wzięła nieboraka w jednych przetartych w kroku jeansach.
Tylko czy wtedy były jeansy u nas no, bo w Ameryce to wiadomo.
Jak sobie myślę, że u nas wtedy mogło jeszcze nie być jeansów, to od razu widzę długą brodę dziadka Marksa i to wcale nie tego od Spencera.
Za bardzo się zagłębiłam w te niuanse, pójdę chyba zobaczyć ile pomidorów na kolację dojrzało.
Z tym ciachem intelektualnym to jest tak.
Jak chcesz powiesić tak wysoko poprzeczkę, żeby nie można było jej przeskoczyć – to wystarczy coś takiego wymyśleć/jak ciacho intelektualne/ i sprawa jest załatwiona.
Wiem dobrze, bo kiedyś skakałam w wzwyż.
Nawet - wygrywałam.
Ileż to razy wygrywałam w tym czy czymś innym – tyle samo pewnie, co przegrywałam.
Taka równowaga jest potrzebna do życia, do umiejętności oceniania sytuacji do balansowania na linie, do szaleństwa skojarzeń i ewaluowania wyobrażeń.
ŻYCIE? Hi, hi a później i tak kogoś przecenisz.
Masz ten dzień i to, co z nim zrobisz zależy „praktycznie” tylko od Ciebie.
PRAKTYCZNIE, jakie to nie adekwatne do zamysłu.
Sam możesz zdecydować prawie o wszystkim, co nie koliduje z prawem i innymi nakazami i zakazami.
W sumie możesz nawet i je złamać, czyli FAKTYCZNIE – to Ty decydujesz o wszystkim, no chyba, że byłeś kiedyś nieborakiem w jednych jeansach i do dziś spłacasz ten dług zdesperowanej panience, która swe niewątpliwe dziewictwo położyła w swej bezgranicznej desperacji na szali robiąc tym samym iście żydowski interes.
Jeśli tak i dalej czujesz się winny tego, że żyjesz to nie możesz nic – tylko czekać aż czyjaś śmierć zakończy tę koszmarną farsę.
Jeśli zaś nie masz takich dozgonnych zobowiązań – możesz wszystko.
I teraz wieczorem spróbuj sam sobie odpowiedzieć na pytanie.
Co zrobiłem w tym fragmencie życia – DZIŚ.
Co takiego, z czego jestem zadowolony, może nawet dumny, co takiego, czym mógłbym się pochwalić komuś, – kto choćby dla mnie jest ważny.
Czy moje życie jest owocne? Czy daję komuś radość – czy sobie daję radość?
Tysiące takich pytań miej do siebie w ten jeden jedyny wieczór po to, by nie wpaść w tryby tej machiny komercjalizacji, która już pożera Twoje ego.
Hi, hi i nie mów, że można żyć bez niego.
JA jestem ważna dziś tylko teraz i moje życie powinno barwami tęczy malować mój świat.
A może w B&W – to ma być TWOJA decyzja.
I może czasami unikaj, takich cwaniaczków, którzy kombinują jak za jedną kawę wystawić Cię sprytnie do wiatru.

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 16 Na zakręcie

Gdodlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 16
Na zakręcie
Wczoraj była poważna chwila grozy i przemiły chłopak, który zajął się mną i autkiem jak prawdziwy profesjonalista.
Po kolei, było zimno deszcz wisiał w powietrzu a ja wpuszczałam krople do ucha, bo ogłuchłam całkowicie po lewej.
To ucho mam felerne z wielu powodów, już na AWF - ie „ Guma” nie mógł zrozumieć, czemu woda wlewa mi się akurat do ucha. Wściekły mówił, to nienormalne - symulujesz a ja wcale nie symulowałam tylko robił mi się w głowie rezonans i słyszałam jakbym stała pod brzęczącym muchą dzwonem. Później była ta operacja na śliniance, która spowodowała zwężenie i pokrzywienie kanału usznego a jeszcze później wystrzelili mi z armaty tuż przy tym uchu i ogłuchłam na kilka dni i nigdy już normalnie nie było.
Ostatnio myłam głowę i tak dopieszczałam włosy, że zupełnie zapomniałam o moim uchu. Prawdopodobnie nalała mi się woda i zaczęło mnie pobolewać.
Jednak doprawiłam je wychodząc z mokrą głową z domu z pieskiem po orzechy. 
Danusia w Iwoniczu przez telefon podyktowała mi jakiś lek przeciwzapalny, dostałam w aptece inny i kurowałam się stając nieomal na głowie, by, choć kropelka dostała się do kanału usznego.
Zadzwoniła Grażka, że jej nudno i chciałaby, żebym wpadła. Ona nigdy nie mówi, że jej nudno tylko, że coś chce, żebym zrobiła albo przy kompie, albo tym razem zdjęcie w sukience. Co było robić ogarnęłam się i pojechałam autkiem w trosce o ucho.
Siedziałyśmy i plotkowałyśmy i przypomniało mi się, że ma być festyn.
Ona najpierw nie miała ochoty a jak ja zmarzłam u niej tak, że mnie telepało nabrała ochoty i po przebieraniu się w 35 ciuchów pojechałyśmy.
Festynu nie było – ma być dzisiaj/słyszałam, że dzwonią …ale mam chore ucho/, za to wracając Grażka chciała mi pokazać jakąś elewację i poprosiła, żebym pojechała troszkę za jej dom praktycznie już na wieś. Skręcałam, gady nagle zapaliły się wszystkie kontrolki samochód zgasł i dym spod maski szedł jakby się autko paliło.

Ja jestem stuknięta, bo zamiast uciekać, to doszłam do wniosku, że musimy je zepchnąć z zakrętu i zobaczyć, co się stało.
Dym szedł coraz większy, więc ustawiłam w czyimś wjeździe do domu.
Podniosłam maskę i zaczęłam odkręcać korki od oleju najpierw, bo z stamtąd szedł dym największy.
Grażka stała przerażona w bezpiecznej odległości a ja postanowiłam dolać oleju, bo pomyślałam, że mogło być go za mało. W jednej chwili wyszedł właściciel podjazdu młody może 30 letni zgrabniutki i ładniutki mężczyzna – jak z żurnala.
Już spychamy - powiedziałam strapiona, ale on pomachał ręką, że nie spieszy się. Nie wiem czy ja czy Grażka miała minę cierpiętnicy, ale obie musiałyśmy wyglądać cudacznie.
Ja jakby na złość pierwszy raz od chyba roku założyłam sukienkę i buty na bardzo wysokim obcasie, wyglądałam jakbym wybierała się na wiejską potańcówkę.
Wiem, że moje nogi nie jednego faceta rozłożyły na łopatki, ale to było 30 lat temu. Sukieneczka tylko dyskretnie zasłaniająca kolana, rozkloszowana, w biało czarne skośne paski wyraźnie podkreślała nogi w czarnych rajstopach. Młody chłopak zaczął oglądanie samochodu od moich nóg.
Co się stało zapytał?
Na zakręcie zapaliły się wszystkie kontrolki i zgasł?
Zrobił poważną minę i mówi – to nie dobrze, mógł się silnik zatrzeć. Nie było oleju? Chyba był, ale mało dolałam litr.
A chłodnica – no właśnie nie wiem nie odkręcałam korka, bo wiem, że musi troszkę przestygnąć nim się odkręci nie mógł, jej odkręcić, bo para szła jak z parowozu, poszedł po rękawiczkę uśmiechał się zalotnie a pod tym uśmiechem było stwierdzenie, „daj kobietce autko to je spsuje i będzie patrzyła jak inni je reperują”.
Ma pani płyn chłodniczy. Mam, ale mało – Grażka okazała się refleksem, tu niedaleko jest stacja benzynowa.
Podrzuci mnie pan – musiałam mieć minę skruszonego psa, bo uśmiechnął się uroczo i powiedział „oczywiście”.
Zapchnęliśmy moje obolałe autko, trochę dalej i pojechaliśmy jego busem. Nie mam pojęcia jak wgramoliłam się na stopień, który był na wysokości moich piersi, ale weszłam. Grzecznie na fotelu poprawiłam spódniczkę sukienki, która uniosła się tak wysoko, że prawie całe uda miałam odkryte. Widziałam jego uśmieszek, robiły mu się takie cudne dołeczki w policzkach.
Na stacji nie było mojego płynu, ale był inny ponoć taki, który można zmieszać z tym, co już wlaliśmy.
Zapłaciłam 56 zł. Kolejny nieplanowany wydatek.
Młody pomocnik był bardzo szarmancki nie tylko nosił baniak, ale jeszcze przyszedł otworzyć mi drzwi swojego busa.
Wie pani, że może mimo wszystko nie odpalić.
Mam świadomość – trudno jak się popsuł na amen przyjdzie nam się rozstać. Bardzo go kocham, mimo, że jest skorodowany i stary. Rozumiem to mój też ma 20 lat. Pomyślałam sobie, że on jest facetem, który na wszystkim się zna a ja jestem kompletnie zielona.
Nie wiem nawet, kiedy należy zmienić olej. Zmieniam jak mi się przypomni nie mówię już o płynie w chłodnicy. Nalał mi płynu do chłodnicy, naciskał na jakieś gumki, by powietrze odeszło, ja bym tego za Chiny nie wiedziała, pokazał zbiorniczek, w którym gromadzi się nadmiar a ja myślałam, że to zbiornik spryskiwacza. Boże, jaka ja jestem gamoniowata.
Niech pani spróbuje odpalić. Tylko na luz trzeba dać – matko słodka aż taki gamoń to nie jestem, żebym na jedynce odpalała.
Jak się mogę zrewanżować zapytałam gdy bezbłędnie odpalił. Nie ma sprawy wszystko ok?
Panie są stąd – tak mieszkamy jedna obok a ja kilometr dalej po prostej. Uśmiechnął się i pojechał obserwując jak podjeżdżamy pod Grażki dom.
Jeszcze raz moje autko wyszło z opresji, ale muszę jechać do mechanika wymienić olej. Bo ten jest czarny jak smoła.  

Obiecałam sobie, że je pięknie wysprzątam i umyję za to, że jest takie kochane.

sobota, 7 września 2013

Rozdział 15 - Alternatywy wcale nie „4”.

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 15
Alternatywy wcale nie „4”
~~~~~~
Byłam odebrać wyniki i są wkurzające, bo się ograniczam nie jem, co lubię a wyniki są do bani. Doszłam po wniosku, że koniec z dietami – żyje się raz i trochę przyjemności należy się każdemu. Tym bardziej, że całe życie myślałam o innych a nie o sobie, teraz mogę niby a lekarze mi mówią, ze już za późno na szaleństwa. Tak jak w Grecji po 3 miesiącach jedzenia wegetariańskiego śnił mi się schabowy z kapustą, tak teraz jak tylko dostanę emeryturę kupię sobie schabowego z prawdziwego sklepu mięsnego i zrobię super smacznego schabowego – mam wszystko w nosie. Przez 2 miesiące jadłam drogą Florę, żeby mi cholesterol spadł, bo mam lekko podwyższony, żadnych mięs z tłuszczykiem i co? Ano nic nawet nie drgnął – jak było 45 za dużo tak jest. Najzabawniejsze jest to, że zrezygnowałam z jajek, które uwielbiam śmietany, którą mogłam jeść z pieczonym chlebkiem, byłam tylko, na warzywach i kurczaku i w ciągu półtora miesiąca namnożyło mi się szczawianów i moczanów – dużo i bardzo dużo. 
Więc albo w tych laboratoriach robią sobie jaja, albo lek, który brałam, by zlikwidować bakterie spowodował narastanie tych szczawianów i moczanów, których nie miałam od kilku lat.
Jem ostatnio na potęgę, ale to od tygodnia orzechy włoskie i zainteresowało mnie, czemu one tak smakują jak są świeże?
~~~~~~
"I tu dopiero się zaczęło: świeże liście orzecha włoskiego zbiera się w czerwcu, zielone orzechy w połowie czerwca – do póki dają się lekko przekuć szpilką, zielone łupiny orzecha - na krótko przed dojrzewaniem, zanim staną się brązowe o dojrzałe orzechy we wrześniu. Herbata z liści jest dobrze działającym środkiem przy zaburzeniu trawienia, a więc zaparciu stolca, braku łaknienia i do oczyszczania krwi.
Jest również skutecznie stosowana w cukrzycy i
przeciwko żółtaczce. Wywar z liści orzecha, jako dodatek do wody kąpielowej jest bardzo skuteczny zarówno w leczeniu krzywicy jak i w gruźlicy węzłów chłonnych, zwłaszcza szyi, a czasami kości i powierzchni stawów szerząca się na tkankę podskórną i na skórę, próchnicy kości i rozszczepienia kości, jak również ropiejących palców rąk i nóg. Przy wypryskach dziecięcych, łupieżu i świerzbie Należy stosować (zmywać) przy schorzeniu dziąseł, szyi, gardła i krtani (płukanie). Wywar z liści należy stosować przy silnym wypadaniu włosów (nacieranie). Dla Pana zaleciłbym - z czerwcowych liści znakomitą nalewkę, która oczyszcza żołądek, krew oraz usuwa zaburzenia żołądkowe. Może Pan częstować ta nalewką osoby cierpiące na gnicie jelitowe, czy ludzi mających gęstą krew. A w domu dam Panu parę stron gdzie jest to wszystko opisane i gdzie podaję sposoby przygotowania: naparu - herbatki, wywaru do kąpieli i obmywań, nalewki orzechowej, likieru orzechowego."

~~~~~~
Teraz wiem, czemu budzę się w nocy, by obejrzeć telewizję. Trafiłam na ciekawe programy.
 „Podczas wywiadu sławy odsłaniają przed widzami intymne sekrety, które czasami szokują, innym razem wzruszają. Każdy odcinek to wnikliwa analiza czyjegoś życia.
 Prowadząca pyta o ważne chwile i wydarzenia, które zmieniły losy jej rozmówców. Spotkanie z gwiazdą dzieli się na trzy części: wyznania dotyczące dzieciństwa, dorastania oraz dojrzałości. Wszystkie rozmowy są bogato ilustrowane zdjęciami z rodzinnego albumu oraz innymi archiwaliami. Wśród publiczności zasiadają najbliżsi i przyjaciele bohatera danego odcinka.
Gościem Magdy Mołek będzie Małgorzata Niezabitowska, polska dziennikarka, która w latach 1989-1991 pełniła funkcję rzecznika prasowego rządu Tadeusza Mazowieckiego. W życiu prywatnym Niezabitowska związana jest z fotografem Tomaszem Tomaszewskim.”
Oglądałam z prawdziwą przyjemnością, choć mam świadomość, że programy są koloryzowane podwójnie dla potrzeb mediów, ale pokazują one lekko skrzywiony obraz tamtych czasów, gdy bohaterzy żyli i dorastali. Biorąc pod uwagę, że były też w pewnym zakresie czasy mojej młodości oglądam programy z pewnym wzruszeniem.
Następny program obudził moje wspomnienia już chyba po krótce o tym kiedyś pisałam. Moje jedyne zresztą prywatne spotkanie z Januszem Głowackim i Andrzejem Dąbrowskim. Talk-show 3:45 i 4: 15, gdy Magda Mołek rozmawia z polskim dramaturgiem, scenarzystą i felietonistą, Januszem Głowackim.
Zadebiutował w 1960 roku opowiadaniem "Na plaży", które ukazało się w "Almanachu Młodych". W 1964 roku rozpoczął współpracę z czasopismem "Kultura". Szybko zwrócił na siebie uwagę, jako autor błyskotliwych opowiadań i felietonów. Jako scenarzysta zasłynął współtworząc z Markiem Piwowskim kultowy obraz pt. "Rejs". Największym sukcesem dramaturgicznym Głowackiego stała się "Antygona w Nowym Jorku". Dramat był z powodzeniem wystawiany na deskach teatrów w Europie i USA. Janusz Głowacki od 1983 roku mieszka w Nowym Jorku. W 2005 został odznaczony przez ministra kultury Waldemara Dąbrowskiego medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.
 Ja spotkałam obu panów/Janusza Głowackiego i Andrzeja Dąbrowskiego/ jakiegoś niedzielnego popołudnia na Starówce a właściwie w jakiejś piwnicy oglądałam wystawę fotograficzną. Miałam przy sobie świeżo zakupiony tomik anegdot teatralnych w ręku, mini zieloną/trawiastą/spódniczkę i ubrana byłam raczej bananowo, był rok chyba 1972 pewnie koniec maja, bo było już bardzo ciepło i w głowach ćwierkały skowronki.
Według zasad, które wpajano Małgorzacie Niezabitowskiej nigdy bym nie zaczepiła pierwsza mężczyzny, nawet gdyby mi się bardzo podobał.
Lekceważyłam wyraźnie wszystkich ocierających się zwiedzających wystawę mężczyzn, choć czułam, że chyba fakt, że jestem sama intryguje męską część, która przyszła tu dla fotografii. Wychodziłam właśnie z wystawy, gdy zaczepiło mnie 2 starszych zdecydowanie ode mnie mężczyzn. Pamiętam, że obaj byli opaleni i mieli rozpięte do połowy czarne koszule. „Pani jest bardzo podobna do…..tu wyższy zawahał się – oj przepraszam, nie przedstawiliśmy się. Jan Głowacki i Andrzej Dąbrowski - junior” Zawsze byłam trochę stuknięta, więc na zaczepkę panów, odpowiedziałam bez chwili wahania - Audrey Hepburn. Cięta bestia odezwał się któryś. Mnie intrygowało trochę, który jest „junior” i kim jest „senior”, ale udawałam, że mnie nie interesują. Głowacki, był bardzo przystojnym mężczyzną.
A sztuką znaczy teatrem się pani interesuje?
Jakoś nie bardzo chciałam wdawać się w dyskusję.
Wtedy nazwiska panów, nie wiele mi mówiły.
Jeden był bardzo cyniczny to właśnie Głowacki i to on pierwszy powiedział, że musi iść i zostawił mnie z Dąbrowskim, /Andrzejem Józefem Dąbrowskim/, który nie dawał za wygraną i postanowił jednak mnie wyrwać jak sądzę..
Wtedy był, młodym absolwentem studiów polonistycznych na Uniwersytecie
Warszawskim dostał się na teatralno-literackie studia podyplomowe na Wydziale Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im.
Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W tym czasie podjął współpracę z dwutygodnikiem „Teatr” i miesięcznikiem „Scena”, gdzie zamieszczał recenzje z przedstawień oraz wywiady ze sławnymi reżyserami a aktorami. Pracował też, jako sekretarz literacki Teatru Dramatycznego miasta stołecznego Warszawy.  
Zaproponował, żebym wdepnęła z nim do Piwnicy Wandy Warskiej, gdzie była próba nowego programu, który jak twierdził miał zrecenzować. Byłam dziewczyną z prowincji i trochę się bałam takich podrywaczy, ale w końcu było dopiero popołudnie, więc pomyślałam, czemu nie. Szliśmy właściwie w drzwiach przepuściliśmy 2 panów niosących panią z gipsem na nodze do lokalu. Jakieś powitanie w wejściu ze strony Dąbrowskiego i komentarz w moją stronę –„to właśnie Wanda Warska i jej mąż Kurylewicz”. Podał jeszcze nazwisko 2 pana, ale go nie zapamiętałam. Nie ukrywam, że próba nudziła mnie i kombinowałam jak się wyrwać, ale mój nowo poznany partner zorientował się i zaproponował, że jak jeszcze troszkę wytrzymam to zabierze mnie na dyskotekę do Bristolu. Nigdy nie byłam na dyskotece i ciekawość zwyciężyła. Nasz znajomość skończyła się nad ranem, pod akademikiem. Podobno nawet kilka razy dzwonił i pytał o mnie portierkę, ale ja jakoś nie kwapiłam się do kontynuowania tej znajomości, bo bałam się kłopotów, byłam już mężatką. 

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 14 - Żądza pieniądza.

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 14
Żądza pieniądza
~~~~
Wszystko jest takie skomplikowane, zawsze sądziłam, że jak się ma tyluletnie doświadczenie i jakoś tam analizuje, swoje życie i te lekcje, które nam dostarcza - to jesteśmy już tacy mądrzy, że się nie mylimy, że wyciągamy właściwe wnioski. Guzik prawda, życie zaskakuje nas każdego dnia. Poznaję dziewczynę, która ledwo, co mnie zna i radzi mi, bym się śliniła do mojego byłego, by się ze mną ożenił ponownie, bo ma wysoką emeryturę a jest już wiekowy i jakby nie daj Boże kopyrtnął to ja sama nie dam rady utrzymać domu. Powiedziała, że jakbym swój honor wsadziła do szuflady i pomyślała o swojej i dziecka przyszłości, to z takiego sprzedania się byłaby korzyść i dla mnie i dla dorosłego już dziecka i dla domu, który znów zaczyna popadać w ruinę. Patrzyłam na nią jak na jakiegoś upiora z bajki dla niegrzecznych dziewczynek. Jest kobietą i proponuje mi coś takiego, to jakiś obłęd – jak można za marne srebrniki tak się zeszmacić.
Jak to było?
„Połóż no dolara
Srebrnego na ziemi.
Popatrz jak się toczy.
Popatrz jak się mieni”
„Czuła jest noc” - F. Scott Fitzgerald.
Życie, życie zaskakuje nas każdego dnia – odeszłam, mając świadomość, że skazuję się na biedę, chłód i może nawet cierpienia i choroby, ale już dłużej nie byłam w stanie znosić zakłamania, obłudy, terroru psychicznego. Odeszłam, bo chciałam mieć prawo, do decydowania o własnym losie.
Teraz po 14 latach słyszę od kogoś, że to, co wtedy czułam nie miało żadnego znaczenia ważna była „kasa”, którą straciłam. 
STRACIŁAM – to prawda, ale ja tego człowieka usiłowałam kochać, ciągle wmawiałam sobie, że w końcu to dostrzeże i zacznie mnie SZANOWAĆ - szacunkiem, jaki należy się każdemu uczciwemu człowiekowi. 
Wtedy 14 lat temu, gdyby mnie przeprosił za wszystkie krzywdy głównie psychiczne, ale i fizyczne, jakich od niego doznałam – gdyby powiedział to jedno słowo PRZEPRASZAM a nie wmawiał mi, że jestem wariatką byłabym z nim do dzisiaj. 
Miałabym pewnie więcej trochę pieniędzy, bo w latach ostatnich drastycznie mi je ograniczał, ale faktycznie straciłabym resztki szacunku do siebie, czułabym się jak brudna ściera, która służy do wycierania ubłoconych butów. 
Czy watro dla pieniędzy pozwolić komukolwiek tak się zeszmacić?
Kiedy dzisiaj, ktoś mi mówi, gdy kolejna niegłupia kobieta od niego uciekła, żebym się przymilała, bo mogę stracić szansę na łatwy zysk ogarnia mnie przerażenie.
Okazuje się, że ludzie dojrzali myślą zupełnie inaczej niż ja i uważają mnie zapewne za idiotkę, bo tracę nadarzającą się okazję.
Mam świadomość, czym jest może nie nędza, ale bieda.
Bywa jak teraz, że muszę ograniczać zakupy do najpotrzebniejszych rzeczy, ale komfort, jaki daje mi niezależność, spokój, możliwość decydowania o każdej chwili mojego życia, nawet to, na co wydaję te marne pieniądze jest nie do zlekceważenia.
Może faktycznie jestem idiotką, może kobieta nie powinna mieć żadnych praw, być na usługach pana i władcy i tańczyć jak on jej zagra tylko za to, że on z nią zechce być" - pozornie, bo tak naprawdę będzie łaził, gdzie zechce szlajał się po jakichś cichodajkach a ona żona ma czekać prać, prasować i gotować dla swojego samca, bo ten ma prawa a ona nie.
Zastanawiam się tylko, czemu ostatnia kobieta od niego uciekła, mimo, że woził ją do pracy samochodem, sprzątał dom, nawet dla niej gotował, bo w końcu musiał się nauczyć. 
Czemu uciekła, mimo, że zabierał ją na zagraniczne wczasy i robił jej drogie prezenty? Ja nigdy nawet przez sekundę tego od niego nie zaznałam.
Nie mogłam pojąć jak ktoś, kto niewiele mnie zna uważa, że wie, co może być dla mnie dobre.
Ech….,ludzie myślą swoimi kategoriami i uważają, że mają gotowe recepty na życie a ja oczekuję w sumie tak nie wiele. 
Tylko tego, żeby człowiek, którego ja szanuję szanował mnie i tu jest ukryta cała tajemnica życia.
Zdrętwiała mi całkiem prawa ręka, muszę już skończyć te wywody Mam 140/79 ciśnienie – chyba trochę za wysokie.
~~~~
Znalazłam super pamiątki po mamie, ale o tym innym razem.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Powieść - rozdział 13 Zainspirowana

Gdy odlatują motyle
Wszelkie podobieństwa do osób, zdarzeń, miejsc które mogą zaistnieć są zupełnie przypadkowe. Hi, hi
Ściąganie, pobieranie, udostępnianie zdjęć i treści – jest nie możliwe – objęte prawem autorskim.
Rozdział 13
Zainspirowana
~~~~
Czy się pieszczotom oddałeś tak cały,
by Cię od westchnień marzenia bolały.
 Tańczyć umiałeś na skraju przestrzeni,
by Cię kozaku wyrwały w niebiosa,
 dreszcze, gdy stopa moja będąc bosa
rannymi kropelkami tylko ukwiecona
wcisnęła się miękko
nie w Twoje ramiona lecz uda,
figlując pięła się ku niemu.
Słonecznym promieniem roziskrzyła oczy
byś łzę poczuł słoną na krawędzi nocy,
tam gdzie się gwiazdom oddają uroczym
kochankowie, marzanny, trzciny i sitowia.
Kochankowie naiwni czy nimfa w fiolecie,
w mgły tylko spowita, jedyna na świecie
lekka i bezdomna krążąca wśród traw
ze wstydu tuląca w ciszę swoją twarz
i taka niezwykle tym faktem strapiona
czy czułeś jak cicho w poranek wtopiona
wije się i pręży a one falują w ramionach
i jak w jękach cichutkich cała prawie kona.
Gdy tęsknią i tęskniąc same Cię wołają.
Unoszą się ku słońcu lekko omdlewają
i ścielą się jak kwiaty na trawy dywanie,
czekają……, bo najcudniejsze
jest właśnie czekanie.
Ten wiersz właściwie powstał at hoc, na kolanie przypadkiem. Usiłowałam przeczytać „SONET O POLSKIEJ MILOSCI” pana Ryszarda Walczaka, który odsłonił mi się przypadkiem w Internecie w blogu SEX POEZJA. Piszę o tym, bo niestety, mimo, że poezję lubię a erotyczna wyzwala we mnie lekko już uśpione rządze nie byłam w stanie tego SONETU do końca przeczytać. Nie chodzi nawet tylko o przeczytanie, bo przecież czytamy różne śmieciowe informacje, które nawet wywołują w nas obrzydzenie.
Chodzi o obcowanie z poezją, to dla mnie jest jak rozwijanie się bardzo osobistych i pięknych uczuć.
Czytając dobrą poezję, człowiek utożsamia się z klimatem, wnika w niego jak skrzypcowa muzyka, nasiąka nim i staje się amforą, która chłonie całe piękno poezji. Jednak, żeby tak się stało piszący powinien zadbać o to by nic nie rozpraszało czytającego, bo czytanie poezji jest jak swojego rodzaju misterium czy nabożeństwo.
Natomiast niechlujstwo w przekazie typu bez ą, ę, ł, ź, czy ż, pomijam już sprawę znaków przystankowych, które jakby nadają rytm utworowi – powoduje, że zamiast nasiąkać klimatem utworu - muszę rozgryzać, o jaki wyraz chodzi, czy miało być luki czy łuki czy jeszcze coś innego.
Poezja taka być nie może, o ile obraz malarski może być niedomalowany zostawiać, jakby margines na wyobraźnię odbiorcy i pozwalać mu pofantazjować, co można by tu jeszcze domalować, żeby to bardziej przypominało…….O tyle poezja a do tego poezja erotyczna, nie może być pisana niechlujnie, bo nawet jakby miała najpiękniejsze treści do przekazania, to kombinowanie, jak mnie zniechęci odbiorcę.
Mój kolega fantastyczny malarz Maciej K. napisał do mnie, w prywatnej wiadomości na Facebooku, gdy nieśmiało zwróciłam mu uwagę, że warto, by podawać choćby małym drukiem autora wiersza, jeśli to nie my go spłodziliśmy dla tych, którzy się poezją nie interesują a nawet dla tych, którzy się interesują, ale w tych klimatach jeszcze nie buszowali – Mnie to Basiu bawi jak osoby, którym się wydaje, że są na poziomie wiersz Stachury uważają za mój.
Piszę tu skrótem taki był sens.
Najbardziej jednak podobało mi się, gdy wstawił taki tekst w swoim profilu.  
„NIEKTÓRZY LUDZIE MOGLIBY SIĘ ZABIĆ, SKACZĄC Z POZIOMU SWOJGO EGO NA POZIOM SWOJEGO IQ”
Uważam, że będzie to najlepszym komentarzem, dla Sonetu, który mnie nie porwał, ale miał ten „+” , że zainspirował mnie do napisania własnego mini erotyku.
Pewnie nie wybitnego, ale przynajmniej jak sądzę nie wkurzającego.
Popatrz nawet to, co nas wkurza czasami bywa twórcze, jednak myślę sobie, że gdybym w łóżku z mężczyzną słuchała takiego Sonetu mogłabym stracić chęć na erotykę.
To jednak moje prywatne odczucie są zapewne osoby, które to by kręciło.
~~~~~~
Znów zostałam uczytielką – zawsze marzyłam, by uczyć tańca albo jazdy na łyżwach.
Z tańcem to było prosto, bo sama go kocham, więc jak gdyby oddawałam się swoim tanecznym nastrojom.
Kino było jeszcze jak byłam dzieckiem i ciocia uczyła w Wolborzu tych wyrośniętych niezgrabnych w tańcu ruszających się jak przysłowiowy „słoń w składzie porcelany”. Ja, która gdzieś w kąciku pląsałam najczęściej za pianinem, odsuniętym od ściany, by dźwięki jak sądzę wibrowały w przestrzeni i nieomal podniecały do tańca tych młodych kozaków „Gąsiora” czy „Trojaka” - najczęściej niestety bezskutecznie.
Ja zaś mała dziewczynka z cienkimi nóżkami oddawałam się pląsom na nikogo nie zważając do chwili, gdy ciocia i cała grupa z zaciekawieniem przyglądała się moim improwizacjom.
Zarówno taniec jak i jazda figurowa śniły mi się po nocach przez całe życie i to, co wyczyniałam w tych snach przekraczało nawet ramy mojej realistycznej wyobraźni.
Jednak o ile z tańcem to było tak, że większość sennych akrobacji tanecznych udawało mi się na jawie wytańczyć o tyle moje umiejętności jazdy figurowej, mimo, że moim instruktorem był sam Zdzisław Pieńkowski startujący wielokrotnie na Mistrzostwach Europy w latach 60 między innymi w Bratysławie, Ljubljanie, Västerås czy Garmisch-Partenkirchen wyjeździć sny było zupełnie niemożliwe. Faktem jest, że Zdzisław klasował się w 20-ce na Mistrzostwach Europy, ale kolegą i instruktorem był wyjątkowym. Mężczyzną, za którym dziewczyny szalały, co niezwykle pomagało w sumienności na treningach, mimo to niestety może, dlatego, że dopiero na studiach zaczęłam się uczyć jazdy figurowej moje sukcesy były raczej średnie.
Są jednak dziedziny, w których sprawność fizyczna jest mniej potrzebna i w takiej dziedzinie zostałam uczytielką.
Ok. zawsze lubię takie długie wstępy, żeby odkryć tajemnicę. Zostałam trenerem komputerowym, znaczy uczę cudną dziewczynę poruszania się nie tylko w komputerze, ale szczególnie w grafice i fotografii. Jest to o tyle przyjemne, że dziewczyna mieszka w pięknym domu, do którego jeżdżę rowerem, zakolegowałyśmy się już naprawdę mocno. Nawet w ramach przerw jeździmy na wspólne wypady rowerowe za miasto. Jestem kompletnie zajęta, czuję się potrzebna, co w mojej sytuacji życiowej jest niezwykle budujące i to, co robię inspiruje mnie nie tylko do odkrywana nowych przestrzeni codziennej realności, ale otwiera mnie w sposób niesamowity na życie i pragnienia innych.
Moja koleżanka, która mnie do tej dziewczyny zawiozła – powiedziała – musisz, z nią porozmawiać ile będziesz brała za godzinę.
Hi, hi oczywiście ja żadnych pieniędzy nie biorę, nie, dlatego, że nie cenię swojej wiedzy w tej dziedzinie, ale dlatego, że mój kontakt z tą dziewczyną jest tak miły i inspirujący wręcz przyjacielski, że to ja czuję się jej dłużnikiem.
Myślałam o tym, by pojechać do „Agrafki” i zaoferować im swoje usługi w dziedzinie grafiki komputerowej. „Agrafka” jest Grupą Wolontarystyczną organizującą czas dzieciom zaniedbanym wychowawczo i opóźnionym w rozwoju.
Kto wie czy się tam później nie zgłoszę, bo bardzo dużo satysfakcji i inspiracji daje kontakt z drugim człowiekiem. To jest po prostu boskie.

Archiwum bloga